wtorek, 24 maja 2016

Ogródek numer czterdzieści dwa

- Dobry wieczór! Pani pewnie myśli, że my tu na szabrowanie przyszliśmy - odezwałem się do kobiety, zanim ta zdążyła otworzyć usta.
- No... tak, tak wyglądacie - spojrzała na nas nieufnie, po czym zawiesiła wzrok na moim towarzyszu.
- A widzi pani, to nie tak, jak pani myśli. Owszem, może i piwo wypiliśmy, przez bramę przeskoczyliśmy, to fakt, ale nie przyszliśmy tu w niecnych celach - powiedziałem do napotkanej pewny siebie, a w tym czasie, najprawdopodobniej, jej syn i wnuk przygotowywali się do odjazdu na rowerze.
- Bo już ciemno się robi, a panowie nad bramą przeszli, to jednoznaczne myśli można tylko mieć... - odpowiedziała działkowiczka. Dało się jednak poznać, że wraz z każdym jej następnym wypowiadanym słowem zaufanie do mnie i mojego kuzyna rosło.
- Zbierają się państwo do domu, ale trzy minuty pewnie państwa nie zbawią - zagadnąłem jeszcze, wiedząc że spotkani ludzie mnie wysłuchają. Widać było, że oczekują czegoś w rodzaju wyjaśnień. - Wiem, że spacer po ogródkach działkowych po zmroku wydawać się może podejrzany, ale dla mnie i dla kuzyna jest to raczej coś w rodzaju "odwiedzin". Odwiedzin miejsc, które jeszcze kilkanaście lat temu były, rzec bym mógł, nasze.
Na te słowa kobieta pokiwała głową i wyraźnie zainteresowała się tym krótkim wstępem. W tym czasie mężczyzna skończył już zabezpieczać dziecko w rowerowym foteliku.
- Musiał to być rok dziewięćdziesiąty trzeci, najpóźniej dziewięćdziesiąty trzeci, zapewne lato lub wczesna jesień - ciągnąłem. - W roku dziewięćdziesiątym czwartym dziadek już raczej nie był w stanie jeździć na działkę. Syrenką przyjeżdżaliśmy od strony ulicy Ołtaszyńskiej. Stawaliśmy na parkingu przy torach kolejowych i przychodziliśmy przez bramkę przy świeżo budowanej szeregówce. Wtedy alejki te - tu wskazałem na ścieżki biegnące między rzędem ogródków a ceglanym, otynkowanym murem z dawnej jednostki wojskowej - wydawały się być szersze i dłuższe. Nie mogliśmy oddalać się za daleko od naszej działki, a gdy babcia zobaczyła, że bawimy się pompą, spotykało się to zazwyczaj z dotkliwą reprymendą. Ale wracając do tego dziewięćdziesiątego trzeciego roku... Pamiętam, gdy ruszaliśmy z parkingu i chciałem pokierować dziadkiem, wskazując, czy ma jeszcze miejsce do cofania. Powiedziałem: "tak, jeszcze możesz jechać". I wtedy babcia surowo odparła: "kierować to ty możesz swojego tatę, ale nie dziadka". Na te słowa zamilkłem i już nigdy nie wskazywałem dziadkowi, jak wygląda sytuacja zza tylnej szyby z perspektywy dziecka siedzącego na kanapie.
W tym momencie mój monolog przerwał szykujący się do lądowania samolot transportowy CASA C-295. Dźwięk silników stawał się coraz niższy, a jasne przednie reflektory dobitnie dawały znać, że lotnisko już tuż-tuż.
- Tutaj z działką numer czterdzieści dwa kojarzy mi się również smak słodkiej, miętowej herbaty, którą popijaliśmy zazwyczaj bułki posmarowane grubą warstwą masła i przełożone dość intensywnie pachnącym żółtym serem. Przy bramce nadal rosną dwa wysokie jałowce, a prawą stronę działki wciąż przyozdabiają jabłonki. Szkoda może jedynie winogron, którymi obsadzona była prawie cała lewa krawędź, a nie został po nich ślad... Takie są właśnie skojarzenia z tutejszym ogródkiem, który babcia, pewnie za jakieś śmieszne pieniądze, sprzedała ludziom mieszkającym za płotem. Wracamy tutaj raz na jakiś czas i próbujemy sobie przypomnieć historie z tym miejscem związane - tak zakończyłem swoje opowiadanie. Kuzyn lekkim ruchem głowy pokazał, że powinniśmy już iść, a wnuczek, syn i sama spotkana kobieta, stali jeszcze chwilę w milczeniu i wydawało się, że nie wiedzą, co odpowiedzieć. Nic jednak odpowiadać nie musieli. Rzuciliśmy jeszcze tylko krótkie "Dobranoc!" i ruszyliśmy w stronę bramy, która przywitała i pożegnała nas przewiązana starym, zardzewiałym łańcuchem. Przeskoczyliśmy nad płotem, założyliśmy na plecy rzucone w wysokie trawy plecaki i chwyciwszy za kierownice rowerów, zaczęliśmy się oddalać od nadgryzionej zębem czasu stalowej bramy prowadzącej do wspomnianej już jednostki wojskowej. Ukradkiem rzuciłem jeszcze okiem na ogródkową alejkę, która w tym momencie stała się tak samo cicha i pusta jak przed kilkunastoma laty ogródek numer czterdzieści dwa.