czwartek, 30 stycznia 2014

W pachnącym świetle

Nie zgaszę świecy, zanim nie położymy się spać.
W zmęczonym uścisku ręce wydają się cieplejsze.
Oddech jest spokojniejszy. I nie musimy nic mówić.
Przez krótki czas skóra nabiera smaku, włosy - zapachu, a palce uczą się mowy ciała.
Niech nasze ciała mówią więc za nas.

Przez tych parę chwil
łatwiej się odnaleźć,
łatwiej przekroczyć granicę,
łatwiej się poddać
i łatwiej wybaczyć.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

na-co-dzień

Wiele bym dał
za poranki przy boku
ciepła
gdy wtulony nie-w-koc
lecz w ciepłe ramiona

Wiele bym dał
za wieczory przy świetle
świec
skomponowanych aksamitem smaku
gdy cień-z-cieniem
w lekkim uniesieniu trwają

Wiele bym dał
za błysk w oku
co pocałunkiem przebudzony
trwałby nieco dłużej

Wiele bym dał
za nie-odjazdy
by widzieć Twe oczy
- nie-blaknące światła

sobota, 25 stycznia 2014

Kilka znaczących dźwięków

Jest kilka takich piosenek, do których wracam z lekkim uśmiechem.
Kilka znaczących dźwięków.
Kilka pierwszych taktów.
Przywołują wspomnienie pierwszego wejrzenia.
I pocałunku.
I niezapomnianych chwil.

Niech te dźwięki trwają.
Gdy nasze dłonie w ich rytm wystukują rytm naszego tętna.
Rytm naszej amplitudy.
I wysokość schodków, po których musimy się wspinać.

Niech te piosenki nie dają nam zapomnieć.
Jest kilka znaczących dźwięków.

wtorek, 21 stycznia 2014

Ze zmęczonej dłoni

Ze zmęczonej dłoni ogrodnika
wypadł zerwany płatek

zakołysał się
i obrócił w locie
kilka razy

można się schylić nieco niżej
gdzieś na dole powinno być ich więcej

ze zmęczonej dłoni wypadł nożyk
ze złamaną końcówką

dziś pióro
czerwonym atramentem
znaczy ślad
w podniszczonym pamiętniku

z zimnej dłoni ogrodnika
wypadł list
spisany dla młodej dziewczyny

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Słowa pełne...

Słowa pełne... no właśnie - czego? Gdy ścierają się dwie racje, nie do końca uzasadnione, a wymiana szybko przybiera formę obrzucania się nic nie wnoszącymi zdaniami i zwrotami, kwestią sekund się staje, gdy któraś ze stron chwyci po słowa krytyki. Ich ostrze naznaczone prostotą trafia dość szybko w czuły punkt. Niemiłe słowa, niechby i nie były bezpodstawne, w swojej formie są ubogie, a zręcznie użyte wzbudzają szereg przemyśleń: dlaczego, po co, z czego wynikły. Najsilniej jednak skupia się człowiek na pytaniu: czy z ust drugiej strony dane słowa paść powinny?
Nie znam myśli, ni prawdziwych zamierzeń kryjących się w czyiś umysłach. Ni motywów, ni celów. Wiem jednak, że konstruktywna uwaga jest zdecydowanie bardziej trafna niż epitet służący naznaczeniu, że czyjeś zdanie jest mniej wartościowe. Czasami jednak warto zrzucić wąskie spojrzenie naznaczone subiektywizmem i otworzyć się na drugą stronę, bo to przecież na różnicy zdań buduje się porozumienie służące w efekcie obydwu stronom.
Słowa, na które czekasz, słowa, na które czekamy, nie pojawią się od razu. Chciałbym jednak, żeby w międzyczasie słowa nie były pełne niewdzięczności i złości, bo w ich towarzystwie niegdyś wypowiedziane miłe słowa tracą swój blask - tracą na znaczeniu.

piątek, 17 stycznia 2014

Versus

Jest jeszcze ciemno. Wstaję w pewnej sprzeczności z samym sobą. I w pewnej sprzeczności z samym sobą przyjdzie mi przeżyć dzień. Ten ranek był zimniejszy niż ostatnie, do których szybko przywykłem. No tak, ale wtedy nie budziłem się w nocy...
Snuję się w ciemnościach oślepiony snopami świateł wycelowanych wprost w moją twarz. Czuję się jak na przesłuchaniu. I tak samo, jak na przesłuchaniu, muszę się przyznać do winy. Może nie zawsze miło jest wstać przed wschodem słońca, ale jeszcze mniej miło jest znaleźć się między przechodniami, którzy jak przypadkowi świadkowie, stanowią dowód o naszym istnieniu.
Wybieram miejsca nieco na uboczu. Nie podchodzę do krawędzi jezdni. Nie ściskam się w zatłoczonym autobusie. Czuję na sobie wzrok innych, czuję na sobie ich oddech i mam ochotę się rozpłynąć. W porannej mgle nie byłoby to nawet takie trudne. Biorę głęboki wdech, chłodne, wilgotne powietrze łaskocze delikatnie gardło, a kaszel przychodzi leniwie - leniwie, ale z siłą gruźlika.
Stąpam w oderwaniu od tłumu. Stąpam po mokrym chodniku. Z którymś krokiem ciężar staje się nie do zniesienia. Świat w całym natłoku zbrodni szybko o nich zapomina, a o wielu nie ma pojęcia w ogóle. I tym razem zapewne nikt by nie zwrócił uwagi, przeszedłby obojętnie, najwyżej machnął ręką i powiedział "ot, tak to bywa".
Ale tej nocy zostałem wyrwany ze snu. Z lekkim kołataniem serca i wzrokiem wlepionym w czarny sufit. Dobrze wiem, że wciąż na mnie patrzą i chciwie wyciągają swoje nabrzmiałe palce.
Spróbuję się schować raz jeszcze. Uciec niezauważonym na bok i swoje kroki skierować do tej, która skrywa się za niewidoczną siecią. Może uda mi się przemknąć nie poruszywszy delikatnej nici...

poniedziałek, 13 stycznia 2014

dopóki gwiazdy nad Tobą

choć dnia żadnego nie powtórzę
choć nieraz słowo uszczypnie
choć usta nie zawsze do pocałunku skore
choć dłoń nie taka ciepła
choć godziny tygodniami się zdają
choć nie zawsze jestem o czasie
choć warstwy delikatnie chronią
choć milknę nie wtedy, gdy trzeba
choć wybiegnę kilka metrów naprzód
choć ogon podkulę

chcę kochać
dopóki gwiazdy nad Tobą świecić będą

niedziela, 12 stycznia 2014

na zawsze będę widział

guziki przy koronce
we włosach schowane kolczyki
na ustach róż

niegdyś widziana z profilu

w świetle poranku
odsłoniłaś nieco więcej
by pięknem porwać duszę

wzniosłaś dłoń w geście powitania
wznosisz ją
żeby się pożegnać

oglądam się po raz kolejny
na złotą ścieżkę
czy nie zawracasz
bym mógł porwać
raz jeszcze

w powietrzu rozpływają się światła
w powietrzu
już na zawsze będę widział...

sobota, 11 stycznia 2014

Najlepiej gdy jesteś obok

Mógłbym zastanowić się po raz któryś
wyjść
usiąść na zimnym kamieniu
i wpatrywać się w czerwoną lampkę
która zwykle nie zwiastuje pokoju

Mógłbym znów nawrzeszczeć na kundla
pałętającego się pod nogami
żeby dał mi spokój
a nie ujadał w rytm
biegu pełnego złości

Mógłbym znów usiąść w ciemnym pokoju
ze szklanką
wypełnioną po brzegi
a później zatopić się
w zaułku bez wyjścia

A może lepiej wreszcie stanąć
odetchnąć pełną piersią
i powiedzieć
że ideałem nie jestem
i na naszym kontuarze
błędy wciąż pojawiać się będą

Mógłbym wyjść, ale usiądę obok
bo tak mi najlepiej

wtorek, 7 stycznia 2014

W mglisty poranek

Kapitan popatrzył jeszcze raz na mapę leżącą na stole, położył na niej dłonie i westchnął.
- Kiedy nie można już wygrać wojny, trzeba się pogodzić z porażką - powiedział. - Połącz mnie ze sztabem - zwrócił się z rezygnacją w głosie do siedzącego w kącie namiotu chorążego.
Żołnierz uniósł lekko brwi i bez słowa zaczął manipulować przy radioodbiorniku. Po kilku próbach jego twarz przyjęła wyraz grymasu i z niezadowoleniem powiedział:
- Panie kapitanie, melduję brak możliwości połączenia ze sztabem. Sygnał jest zakłócany, a wszystkie częstotliwości zajęte. Będę próbował połączyć się dalej...
- Zostaw to - przerwał mu kapitan. - Sztab nie reaguje od godziny mimo naszych wezwań. Nawet posłanie gołębia z wiadomością niewiele by dało. Najprawdopodobniej spisali nas na straty. Zbieramy się. Szeregowy! - zawołał.
- Tak jest! - przed oficerem stanął żołnierz w zakurzonym mundurze polowym i otrzepując rękaw wyprężył się jak struna.
- Jak stoimy z paliwem? - zapytał kapitan.
- Na pięćdziesiąt kilometrów wystarczy, a po drodze nawet siedemdziesiąt powinniśmy dać radę.
- W porządku. Zapakuj te skrzynki - oficer wskazał na nie palcem, po czym krzyknął do chorążego - Koniec na dzisiaj z tym szmelcem! Zwijamy się z kompanią, póki nas jeszcze całkiem nie odcięli! Ruszaj się!
Chorąży wstał gwałtownie od radioodbiornika, założył hełm i wziął swoje oprzyrządowanie. Po chwili wszyscy wyszli z namiotu, zostawiając w środku bałagan zbędnych rzeczy. Wsiedli do jeepa i kierowca ruszył, zostawiając za sobą tumany brunatnego dymu. Przed samochodem dowódcy jechała kolumna transporterów opancerzonych, a wokół unosił się zapach niedawnej bitwy, który rozpływał się w porannej mgle.
Kapitan rozglądał się na boki, jakby czegoś wypatrywał. Był jednak pewny, że nikogo na tym pustkowiu już nie znajdzie. Plany, które zakładał, uwzględniały wsparcie. Ale wsparcie to nie dotarło. Po raz kolejny poczuł się upuszczony, choć w głębi duszy wiedział, że to on popełnił błąd.
- Nowe wytyczne, nowe założenia, nowe plany... byle się okazały dobre, byle się udało przetrwać... - powiedział bardziej do siebie, bo w panującym dokoła hałasie i tak nikt go nie mógł usłyszeć.
Tymczasem na opuszczony już obóz zaczęły spadać pierwsze pociski.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rękawiczka

- Nie jest ci zimno? - zapytała z lekkim niedowierzaniem w oczach, widząc, jak szedł obok niej w rozpiętej bluzie.
- Nie, przecież wiesz, że mi zawsze ciepło... Znaczy nie zawsze, ale z reguły, na pewno z tobą - odpowiedział przekonany o swej racji.
- No nie wiem... Nie chcę, żebyś się przeziębił - powiedziała.
- Spokojnie, jest mi na tyle ciepło, że nawet mógłbym cię ogrzać - zapewnił.
Szli obok siebie leśną ścieżką, którą słońce, choć nisko nad horyzontem, dość mocno oświetlało jasnym światłem. Pogoda nie przypominała tej zimowej, a sceneria wokół nasuwała na myśl bardziej późną jesień - nagie drzewa ukazywały swoje bogate korony, a ziemia była przykryta nie śnieżnym puchem, lecz grubą warstwą, zdawało się, że jeszcze pachnących liści. Miękka ścieżka wzniosła się łagodnie w górę stoku, po czym zmieniła się w gęsto usianą dużymi i ostrymi kamieniami. Drzewa rosły nieco rzadziej, a wiatr dawał się bardziej we znaki. Po krótkiej wspinaczce na twarze obojga wypłynęły lekkie rumieńce, a ich tętna przyspieszyły.
- Nabrałaś ładnych kolorów na buzi - uśmiechnął się.
- Trochę było do podejścia, ale nie jest źle - odpowiedziała życzliwie.
Podeszli jeszcze kilka kroków i znów znaleźli się na dróżce wiodącej delikatnie w dół, ku rozległej polanie. Idąc nieco szybciej, rozgrzali się, ściągnęli rękawiczki i złapali się za dłonie.
- Wiesz, co najbardziej lubię, gdy idę z Tobą? - zapytał nagle.
- Nie - odrzekła.
- To - powiedział krótko, po czym ścisnął trochę mocniej jej lewą dłoń.

czwartek, 2 stycznia 2014

W pierwszy dzień

gdy pierwszy dzień budzi do życia
nowy rok
ludzi wokół
i nasze spojrzenia

gdy pierwszy dzień
jest lepszy niż ostatni wieczór

a pierwszy pocałunek
lepszy od ostatniego objęcia

gdy w pierwszy dzień
witasz mnie rumieńcem

- chcę by ten poranek
był dobrą zapowiedzią naszego roku