wtorek, 29 grudnia 2015

Zmartwychwstanie na koniec roku

Zanurzmy się w odmętach naszych życzeń
niesionych z okazji
i bez

gdy słowa
i stalówka pióra
kreślą w powietrzu i na kartce papieru
okrągłe symbole kochania
zawijane w szczęście
i pachnące powodzeniem

na usta składane
i w obięciu
tak gdy na wzgórzu
i na leśnej ścieżce
w ciepłym szalu
zamknęło się Twoje "ja"

skradam się
i kraść chcę coraz więcej
w zapomnieniu i opamiętaniu
po stukroć zaklętego Twego piękna
gdy przez zaciśnięte zęby wypowiedzieć jednak nie mogę

nasze małe zmartwychwstanie
niech się rodzi każdego dnia na nowo
jeśli noc
zbyt ciemnymi barwami zdobiona

niedziela, 27 grudnia 2015

~ IV ~

Każdy dzień jest nowym czekaniem.
Czekaniem, które nie mija.

Założę dziś szalik
i opatulę się nim na lepsze czasy.

Może na wiosnę znów zadzwonią dzwony.

A miłość?


Może też się zbudzi
i powie "dzień dobry!".

Swoim ciepłym i szczerym głosem oznajmi,
że to kolejny początek.

~ III ~

Chciałbym, byś to zostawiła.
W torebce. Na szafce.
Gdzie nikt nie zagląda.
I o tym zapomniała.

Chciałbym móc poznawać
tę, którą poznałem
i gdy w te dni
nic mówić nie musiałaś.

Chciałbym, byś to zostawiła
i gdy wracasz do domu,
zabrała do siebie tylko mnie.

~ II ~

(O przemijaniu pisać nie wypada.)

I gdy z kolacją młodość mija
słowo za słowem

gdy w wypowiedziach miłość tonie
żalem zasypana

przemija młodość z każdym krokiem
z młodością mija ochota

wtorek, 15 grudnia 2015

~ I ~

Tak prywatnie czuję się samotny.
Nie wiem, czy często.
Czy - za często.
Gdy uderzam palcami w blat stołu.
Gdy chleb smaruję masłem.
I w tym czekaniu samotność ma swoje zdanie.
Mówi, że nie warto.
I robić z tego więcej
niż znaczy dla kogoś naprawdę.

sobota, 12 grudnia 2015

Pisanie

"(...) pisanie to w gruncie rzeczy wstydliwa rzecz, coś, co powstaje w samotności i jest tej samotności objawieniem. Objawieniem w całej swej słabości. W całej swej megalomanii, hipochondrii, egotyzmie, próżności, poczuciu niedowartościowania, mnóstwa kompleksów, zawiści, niedojrzałości, strachu i pazerności na słowa - w tym wszystkim więc, z czego składa się pisarz. I jak tu mówić o odpowiedzialności, skoro w końcu ów pisarz czy poeta zamyka się w swoim pokoju, sam, i zaraz demony wyłażą zza biurka, wskakują na głowę, szarpią za włosy i wkładają palec do ucha, puszczają wiatry, stroją miny, wywalają język i przedrzeźniają każde słowo. Wiem o tym, ale nie mam nic lepszego do zaproponowania. Piszę i zamierzam nadal oddawać się tym podejrzanym machlojkom z językiem, tej grze, w której stawka jest o wiele poważniejsza niż się wydaje, tym miłosnym i zabójczym uściskom: jeśli poezja ma być zapisem przygód ducha, zapisem tego drugiego, równoległego życia, istnienia, którym istniałoby lub istnieje gdzieś nasze ja, nasza dusza, nasze ciało, przeżywa niewygodne przygody, piękne i straszne, podczas gdy my żyjemy tu i teraz, tuż obok. Jeśli te życia różnią się od siebie i czytelnik odczuwa zazdrość, żal lub to coś, co każe mu odłożyć książkę i spojrzeć przed siebie, na okno, na chmury, na zatłoczony wagon metra, na zlew przepełniony brudnymi naczyniami, na wróble bijące się obok ławki o skórkę chleba lub w twarz ukochanej osoby, to dobrze. Plany na przyszłość są proste: pracować i podróżować, kochać i nienawidzić, śnić - ponieważ wszystko ma początek w snach - naprawdę dużo śnić i czekać na moment, w którym będzie można jakoś żyć."
Tomasz Różycki, Tomi. Notatki z miejsca postoju, Warszawa 2013, s. 55

czwartek, 26 listopada 2015

Bez dreptania w miejscu

Ile są warte słowa
na wiatr nie rzucane
i to
co zostaje pomiędzy

Ile jest warte to wszystko
tak z czułością zbierane
niesione pod ramię
i bez pocałunku

Ilem wart w tej układance
nierównych szans
splotu sytuacji
i ceremoniału
bez deptania
i dreptania w miejscu

środa, 25 listopada 2015

Myśli i ciało

Pod osłoną ustaw niepisanych
zakradam się co noc
pod okno Twe
i mych marzeń

bez reglamentacji czasu
i dostępu do ust
tchnienie napełnia me zwłoki

właśnie choćby po to być musisz
by trzymać przy życiu
myśli zbłąkane
i ciało

piątek, 16 października 2015

Czas nie cofa się

Lewa czy prawa
dłoń
niosąca kwiat czy miecz
przeszywa nie ciało
nie rozum
a umysł
wciąż taki
schowany tam
gdzieś

gdzieś
mógłbym mieć

coś się rusza
pod moją piersią lewą
pod mostkiem
jeszcze
ostatkiem sił

obudź się
nim wschód słońca
zakróluje nad nami
a nasze dłonie
tak jedna
a druga

poszybują
dwa gołąbki

już ich nikt nie widział

sobota, 10 października 2015

Samotność

przychodzi zawsze na koniec dnia
przeciska się między zębami
w ostatnim oddechu
w milczeniu i w myślach

jakby się chciała pożegnać
ale jak na ironię
- przyszła się przywitać

gdy brak słów
i chłód
gdy brak objęcia
i się daje we znaki

w wyobraźni więc otwieram usta
i wypowiadam zdania
w samotność

piątek, 9 października 2015

Nic. Takie sobie.

Stoję pośrodku niczego. Tak skamieniały, że ręce nawet nie drżą od zimna.
Oblewam się nicością.
Spływa po mej głowie, po mym ciele, na sam dół.
Tam, skąd przyszedłem.
Tak się zmieniam i ja.
W tę nicość. W to nic.
Ja.
Tylko tyle znaczę.
Co nic.

Rok. Dwa. Odmierzam.
Kreślę kreski na ścianie.
Wydrapuję znaki.
I mojej niepewności tabliczki.
Dla potomnych.
I tak nic nie zostanie.
Nic. Takie sobie.

Na osłodę wypiję gorzki trunek.
Tak dla ochłody w te zimne dni.
Jeszcze bardziej.
Będzie do śmiechu.
Może do pary.
I do niczego.

Śmiejcie się. Tak do koła.
Tańczcie.
Ja jeszcze bardziej skamienieję.
Do cna. Do dna.
Za wszystkie dni.
Z których miało być coś.
Wyszło - nic.

środa, 30 września 2015

Zapomnieliśmy o gwiazdach

Czy nie zapomnieliśmy o gwiazdach
gdy głosy wokół
o księżycu już tylko rozprawiają

przecież do gwiazd jest trochę dalej
i drogi nadkładać trzeba
gdy po pomarszczonych
jak zimnej dłoni skóra
zakamarkach ciemnego korytarza
naszych miejsc
się chowamy

To spoglądam znów w górę
w ciemną otchłań
- tak pięknie
można znów być bliżej
gdy brakuje tego bliżej
więc jestem przynajmniej myślami

niedziela, 20 września 2015

Męski hormon

Powiedzą, że to przez t.
odchodzi się z tego świata
przedwcześnie
w przytułku i bez kobiety

powiedzą, że to przez t.
nie jest się sobą
gdy norma się nie zgadza

ale ja swoje wiem
i w tych naszych gruczołach
jest też i gniew
i rozklejenie
i obraz, którego nie chcemy

mówią, że to przez t.
a ja swoje wiem
i potwierdzę
gdy się nie trzymam
zamkniętych ścian domu
i asfaltowych ścieżek
lecz wychodzę nieco dalej
by czasami nie wracać
i tak po prostu
móc spojrzeć z góry

niedziela, 13 września 2015

Zanim znikniemy

Gdy zabiorą tę drogę
drogę nieszeroką
tak trawami
chwastów łodyg naznaczoną
by cywilizować
równać
i w pył przemieniać

Gdy zabiorą
pod zabór niemilknących cieni
kryjących się w ścianach domów
te drogi
które rytm wyznaczają

gdy zabiorą cienkie żyły szlaków
wpychając brud szarobury do gardeł
nasze kroki
skierujemy w drugą stronę

czwartek, 3 września 2015

Wiersz dziecka

Moja mama pracę swą kocha
i gdy jest w domu, czasami szlocha,
że dłużej w szkole zostać nie może.
Już woźna woła "Broń, Panie Boże!"
i klucz zabiera, w fartucha chowa
kieszeniach, lecz mama, jak nocna sowa
wzrok swój wytęża, zza węgła łypie,
gdy tylko woźna klucze wysypie,
już jest pod ladą i ręką szuka,
by po klucz sięgnąć - taka to sztuka!

W pracy swej siedzi więc we dnie i w nocy,
na nic wołanie ku Stróża pomocy,
by wyrwał z kajdanów, z pracy niewoli,
by pomógł oszczędzić zamęczenia doli.
Lecz próżne modlitwy i liczne pokuty,
i włosiennica, ściągnięte buty
- mama wciąż w pracy Polskę buduje
nową i dumną, a plany snuje
by szkole swej nadać nadwymiar nowy
- taki to plan jest tej odbudowy.

I po cóż to wszystko? - zapytać możecie.
Ja nie odpowiem - czegóż to chcecie?
Na koniec jeszcze tylko się wtrącę:
dom nie jest gorszy od pracy - tak sądzę.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Kierunek dni następnych

Wyczuwam pod palcami nowy kierunek
nowy czas
co przyozdobiony kolejnymi atrybutami
wyrasta na fundamentach młodości,
zakrywa ją swoim płaszczem
i mówi: odpocznij, już się narobiłaś za życia

Sięgam więc niepewną ręką
po coś, czego nie znam
nie zaprzeczam, nie bronię się,
układam kolejną kostkę domina
licząc na to, że przedwcześnie
to wszystko się nie zburzy

środa, 19 sierpnia 2015

Horyzont zdarzeń

Na skraju łóżka przysiadła cisza
przywołana powiewem wieczoru
i milczeniem karmiona
odwraca swój wzrok na całun skropiony łzami

to ciemna noc maluje ciemnymi barwami
kolor oczu, włosów i brwi
a ust kąciki
ściągnięte myślami w dół

kilka oddechów
tak ciepłych jak ciało
i zapach pod południowym słońcem

budzą się pocałunki
i gesty
- niech się zbudzi i horyzont
już tylko jaśniejszych zdarzeń

piątek, 7 sierpnia 2015

Ruszam na południe

Z potarganym kołnierzem
i od wiatru, i przez ząb czasu
tak wypłowiałym
jakbym go w słońcu wyprał nieraz

z włosem, co się jeży
gdy na myśl przychodzą
słowa niegdyś powiedziane

zaklinam siebie i nas
przez wzgląd na to jedno wydarzenie
na dni i na noce
do których chce się wracać

tak ruszam na południe
w sam raz, może nie za późno
by się obudzić
i dowiedzieć się nieco więcej
niż tu i za każdym razem

wtorek, 28 lipca 2015

[Przemierzam]

Przemierzam
z uściskiem dłoni
i z sekund biciem
po kawałeczku
z błogością w sercu
palcami po liniach Twych
i pięciolinii Twego głosu

Nawet gdy przyciszony
i z daleka
wciąż widzę
i choć niewidoczny
czuwam
by mimo przeciwności dojść do celu

piątek, 3 lipca 2015

w ramionach Twojego zapachu

i nie przywykłem wciąż do ramion
Twych słów
wypowiedzianych
dokoła mnie
i obok
gdy o poranku
i o zachodzie słońca
jesteś wpatrzona

za tym właśnie tęsknię
i choć korzystać
nie zawsze potrafię
nie zawsze umiem powiedzieć
co drzemie

choć przez sen
słów wielu nie wypowiem
to w tych właśnie
ramionach
Twojego zapachu
chcę się zamknąć
gdy i świat
przede mną zamyka swe bramy

piątek, 19 czerwca 2015

Trzy zwrotki na czasy niepewne

Niechaj me ramię zbyt twardym nie bywa,
gdy na nim położysz swą głowę,
niech dłonie bez ziąbu ciepłem się dzielą,
gdy ogrzać chcesz myśli zmęczone.

Niech słowo nie kłuje,
a czyn niech nie rani,
niech chęci są ponad ich braki.

A trwoga - niech zginie,
niech w nicość przepadnie,
wszak lepsza od strachu jest wiara.

sobota, 30 maja 2015

Zobaczymy, co będzie jutro

Zmarkotniało i przelało się
od myśli nadmiaru
gdzie niedostatku woń
i woń perfum
poszukiwana koniuszkiem palców
by dotknąć choć na chwilę

lecz chwila ta
przez pryzmat jak światło przepuszczona
na gamę barw
na uczuć składniki rozbita

pytam znów
pytam: dlaczego
i nasłuchuję w nocy ciszę głuchą
po raz wtóry
prosząc o jedno więcej słowo

lecz i echa brak
i woń ta słodka nie dla mnie
dziś
niech się skończy to dziś
a jutro
zobaczymy
co będzie jutro

sobota, 16 maja 2015

Poranek, którego nie znamy

O poranku, który otwiera oczy
który wyciąga rękę
by wstać, by podążać
gdzie za głosem serca
rozsądku
i wszechobecnej woli
rozciąga się horyzont
naznaczony słowem żyć

O wschodzie naszych myśli
rodzi się lęk
który zwalczać chcę
zanim urośnie
zanim się rozwinie
niczym chwastów kwiat

Te nasze poszukiwania
od rana po wieczór
w nieustannym splocie słów
niech staną się dobrą zapowiedzią
dni, których nie znamy

niedziela, 26 kwietnia 2015

Gdy szukasz odpowiedzi

Gdy szukasz odpowiedzi,
zapytaj mnie
- tak będzie prościej.

Bez domysłów,
bez myśli, które prowadzą
donikąd.

Co się kryje we mnie,
wiem najlepiej,
tylko spójrz mi w oczy
- odczytasz to samo.

piątek, 24 kwietnia 2015

Przytulniej dla serca

Gdy wchodzisz w otulinę lasu,
gdy cieniem drzew się otulasz,
zostaw zbrudzone ubranie
na drodze, którą tu przyszłaś.

Gdy wchodzisz na górskie szczyty,
gdy skalnej przyglądasz się grani,
rzuć w dół złych myśli kamienie,
niech stoczą się w twardej lawinie.

Gdy wchodzisz w domostwa progi,
gdy mijasz kamienne schody,
zostaw przed wejściem problemy,
tkwiące w zamkniętej pięści.

Uczucie jest pustostanu,
niewiedzy, bez wartości miejsca,
lecz jest gdzieś i taki zakątek,
gdzie nieco przytulniej dla serca…

środa, 15 kwietnia 2015

Tu

gdzie nie mogę być, gdzie chcę
od poniedziałku do piątku
od godziny ósmej rano do ósmej wieczorem
przeciskam się w tłoku
miasta ulic
gdzie tylko na wyciągnięcie ręki
i aż

gdzie spocząć nie mogę, nie teraz
bawię się w domek
zakładanych obrusów na ścian kontury
jak z kart
i nie dotknę dłonią, ni spojrzeniem
nie dziś
nie kolejnego wieczoru

tak przemierzam chwil dale
bijąc się znów z myślami
co zrobiłem nie tak
że jej tu nie ma

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Pusta połowa pościeli

W uścisku myśli
ściskam sam siebie
miast Ciebie sobą otulić

W pożodze gorąca
siebie wciąż spalam
miast ogrzać ciało zziębnięte

Zasypiam w półtrwaniu
bo sen jest zbyt płytki
w samotnym zwiedzaniu odmętów

A połowa straszy
pościeli co pusta
bezdźwięcznej nocy jest świadkiem

czwartek, 2 kwietnia 2015

Niepełna wyobraźnia

Znów Cię dotknąłem sennymi palcami.
Jednak skóra nie jest aż tak gładka.
Brakuje ciepła i fizycznej struktury.
Opuszków nie da się zagłębić w miękkościach.
Pod łopatką i nad biodrami.
Oddech jest bez dźwięku, a smak bez słodyczy.
Ciało bez zapachu, odpowiedź bez słów.

Znów Cię dotknąłem palcami wyobraźni,
lecz to tylko obraz sennie niedoskonały.

sobota, 28 marca 2015

W moim wierszu

mogę pisać metaforami
i wielkich słów nie unikać
mogę przekląć, wybaczać - też mogę,
zawrzeć trudne odpowiedzi

To taka forma bez zobowiązań
pisana, rzekłbym, od ręki
gdzie kilka myśli na papier przeleję
skopiuję je do pamięci

To mój monolog na dobre chwile
i na niewygodne czasy
gdy strach przed rozmową
w dwuznakach zamkniętą,
przed zdaniem bez intonacji

Drewniana brama

Droga polna prowadziła wprost do gospodarstwa. Wiodła przez niewielki zagajnik i wychodziła na podwórze, gdzie po prawej stronie stał ceglany dom z przybudówką, natomiast z lewej ciągnęły się zabudowania gospodarcze. Całość była otoczona drewnianym, niewysokim płotem. Gospodarstwo to lata świetności miało już za sobą. Czerwona cegła poszarzała, gdzieniegdzie zadomowił się mech, a z rynien pokrytych rdzą wystawały kępki traw. Stare chlewy i szopy, choć swoim stanem nie odstawały od samego domu, wydawały się być martwe. W okolicy panowała cisza przerywana nie rżeniem konia, odgłosem krów czy karmionych świń, lecz brzękiem przelatujących owadów i śpiewem ptaków, kryjących się to w pobliskim lesie, to wzlatujących ponad łąkę, jakby chcące zobaczyć, kto zakłócił im spokój.
Wchodząc między ceglane zabudowania miało się wrażenie, że dawny rolniczy duch tego miejsca odszedł wraz z ostatnim właścicielem. Natura, niegdyś trzymana tutaj krótko ręką gospodarza, nieśmiało i powoli znów była gotowa ogłosić swój tryumf. To nie człowiek panował nad nią - to ona przejmowała z powrotem, co jej się należało. Ludzki porządek objawiający się w nazbyt przyciętych drzewach, krzewach i trawie, w symetrii architektury i w kątach prostych, ustąpił porządkowi przyrody, w którym prawem decydującym o kształcie tworzenia jest chęć przeżycia.
Być może to właśnie ta sama chęć zmusiła mieszkańców domu do jego opuszczenia. Być może wyrwani ze snu nie mieli zbyt dużo czasu na przygotowania. Wziąwszy tyle, ile zdołali unieść, ruszyli, oglądając się za siebie jeszcze wiele razy, nim zniknęli między drzewami. Później już tylko wspomnienia przypominały im o kształcie budynków i chwilach tu spędzonych. Lecz to nie natura zmusiła ludzi do odejścia. Choć łatwo dała się okiełznać, nie pragnęła zemsty. To ludzka tendencja do destrukcji własnego gatunku odcisnęła wyraźny ślad w wyrwanych zawiasach drzwi i kilku wybitych szybach. Przechodząc przez drewnianą, zniszczoną bramę chciałem dokonać procesu odwrotnego - nadać temu miejscu ludzki wymiar na nowo.

środa, 18 marca 2015

Słowem ujęte objęcie

Nazwać pukiel włosów
odsłonić ramię
pocałunek złożyć na ustach

słowami wypełnić ciszę
gdzie myśli czmychnęły
i zjeżył się włos
na skórze

dłoń
gładząca biodro
i łącząca litery
w nieskładnym liryku

to forma pisana
w ujęciu
podkreślonym objęciem
nie odda uczuć

piątek, 13 marca 2015

Zza wschodniej granicy

Czyżby nadchodziła
tak nieproszona
jakby na siłę zapomniana
panna W.?

Znikąd się pojawia
jak tornado
i ginie
rozpływając się sama w sobie

zostawia powalone płoty
pomniki i drzewa
domy bez mieszkańców
puste spojrzenia i głosy
bez odpowiedzi

przemoczone strzępki tych
którzy musieli
i roztrzaskane tych
co nie chcieli
wstawać, iść, padać
głową w dół
twarzą do ściany
i plecami

a z otworów ludzkich czeluści
krzyczy już tylko martwa dusza
jakby pytała
czy o pannie W.
musimy sobie przypominać

niedziela, 1 marca 2015

Pudełko widziane z drugiej strony

Brak pudełka
co skrywa wyobrażenia
o nakręcanej
jak pozytywka
lalce

Nie ma znudzenia
Tym sercem
gdzie myśli uciekają
i słowa

Są życia dwa
niezmienne
jakby ktoś zegar zatrzymał
i by nie wracać
lecz być
z tak samo otwartą dłonią

Nie ma zabawy
i tylko chwil szkoda
na wewnętrzny monolog
który się nieco rozmija
zamiast trzymać w ryzach

czwartek, 19 lutego 2015

Szlak Twego imienia

Na szlaku Twego imienia górskich szczytów zmierzam
i wzgórz przyozdobionych porannym szronem.
Odurzam się zapachem rozkwitłych na przełęczy pąków
świeżych kwiatów i powiewu,
co ożywia.

Ustami chwytam powietrze ciepłe i słodkie
o ambrozji przypominające.
I zbiegam w dół po obłych kamieniach,
które miękkim są mchem wyścielone.

Zmierzam ku dolinie krystalicznym potokiem rzeźbionej,
wciąż pełnej młodości i piękna,
gdzie Cię utulę
- w gorącu naszej miłości.

wtorek, 17 lutego 2015

Mogłaby już ta zima...

Mogłaby już ta zima w nieco inne obrócić się strony
a swoimi ramionami przeciwny objąć biegun

lubię ciepło
ale żar w górnymi koniuszku serca
niekoniecznie
gdy się martwimy
sam nie wiem.
o co

Przepędziłbym złe wrażenie
i uczuć niekorzystnych krocie.
lecz zima temu nie sprzyja
gdy marzną nie dłonie
lecz linie przekazujące słowa

aby znormalnieć
ujrzeć nieco wyraźniejsze rysy
i samego siebie móc wreszcie narysować
bez szaroburej opończy
co burzy obraz
i na siłę pragnie więcej

czwartek, 12 lutego 2015

Na złe rozmyślania

Pozbądź się strachu
co onieśmiela
umysł zniewala
myśli wybiela

wyrzuć niepewność
co wiąże dłonie
usta zamyka
i człowiek tonie

przestań rozmyślać
o rychłym upadku
o planów końcach
ciągłym wciąż spadku

Napełnij swe płuca
i napnij przeponę
serce uspokój
ciała zrzuć zasłonę

bo nic tak nie psuje
ludzkiego dążenia
gdy człowiek zamiera
w złych snach niespełnienia

sobota, 7 lutego 2015

Po drugiej stronie świadomości

Gdyby ktoś nas przestrzegał
spoza bryły świata
czy nie rzucałbym kostką swego losu?

Przyparci do twardej powierzchni
piasku względnie bez życia
wody, co to życie pochłania i je rodzi
widzimy tylko przez pryzmat naszego poznania

w krótkiej dobie życia brakuje czasu
by zmniejszyć granice nieznanego
- czy wystarczy go po drugiej stronie?

niedziela, 1 lutego 2015

Twe imię trwa we mnie

W świetle księżyca
objąłem Cię po raz pierwszy
w tę cichą noc
gdzie tylko pojedyncze dźwięki
z daleka niosło powietrze

w księżycową noc
było tak blisko
poznać smak słów
których się nie zapomina

Nie raz mogło być zimno
na nieprzedeptanych ścieżkach
na szlakach bez słów
i bez wytchnienia

A w księżycową noc
i w noc czarną
w dzień bez wyrazu
i w setnym co tysiące wyrazić ma wierszu
Twe imię trwa
choćbym ja
za mało na głos je powtarzał

wtorek, 27 stycznia 2015

Być - nie bywać

Być - nie bywać
móc się odnajdywać
By trwać
w prawdzie
którą nosimy
na przekór
na bakier
urzędom
listom
gdzie za mało
lub za dużo
słów

mów do mnie
tylko Twych ust
słuchać
melodii
miękkiego szelestu
nie zastąpi
nic

niedziela, 25 stycznia 2015

Granice wyznaczone pościelą

Mówisz
by nie wierzyć w sny
więc uciekam
poza ich zasięg
w bezsenności krąg

niezasłane łóżko
dzieli me myśli na połowę
z których do jednych wyciągam rękę
do innych nie

teraz sam
szczelnie okrywam się kocem
by uciec
od chłodu nocy

Niech nam już nie wtóruje
i niech w pojedynkę
nie trzeba trwać
na skraju granic
wyznaczonych pościelą

piątek, 16 stycznia 2015

Pora roku

taka, wydawać by się mogło, bez zapachu
gdy ziemia zmrożona północnym wiatrem
nie oddycha

na próżno szukać łąk
zielnym kwiatem obsypanych
między którym z mozołem
uwijają się pracowite owady

brak miejsca
dla przebrzmiałej letniej zieleni
pośród której się tylko schować
przed całym dusznym światem

nie ma
wilgotnych liści
które pod nogi rzuca wiatr
rozścielając dywan na odchodne

taka pora roku
gdy usta spierzchnięte
a chciałoby się nabrać do płuc
i rozmarzyć w otulinie
Twojego zapachu

środa, 7 stycznia 2015

O najmilszej urodzie

Najmilszej, gdyż miło spoglądać
z ukosa i potajemnie,
miło spojrzeć jest w oczy
zanurzyć się w ich czystej barwie

Najmilszej, gdy swą urodę
zbliżasz powolutku do mnie,
przemiło, gdy w tej bliskości
urody Twej bardziej pożądam

I dziwi mnie nieraz okrutnie
pytanie lub niejaka trwoga:
czy taka być może na co dzień
Twa przenajmilsza uroda

piątek, 2 stycznia 2015

By się nie zgubić

Nie gubimy się
w krótkiej ciszy przy stole
gdy można podać rękę
i z pocałunkiem
skryć się za smukłą szyją

bowiem nie tylko słowem
człowiek żyje
i podnosi się
i przysiada
w natłoku spraw
i cudzych wyrzeczeń

trzeba też i w ciszy
żeby słyszeć
gdzie druga osoba
i w którą stronę
myślami się skrada

w tłumie
by się zrozumieć bez słów
i nie zgubić
gdy ich niekiedy brakuje