sobota, 28 marca 2015

W moim wierszu

mogę pisać metaforami
i wielkich słów nie unikać
mogę przekląć, wybaczać - też mogę,
zawrzeć trudne odpowiedzi

To taka forma bez zobowiązań
pisana, rzekłbym, od ręki
gdzie kilka myśli na papier przeleję
skopiuję je do pamięci

To mój monolog na dobre chwile
i na niewygodne czasy
gdy strach przed rozmową
w dwuznakach zamkniętą,
przed zdaniem bez intonacji

Drewniana brama

Droga polna prowadziła wprost do gospodarstwa. Wiodła przez niewielki zagajnik i wychodziła na podwórze, gdzie po prawej stronie stał ceglany dom z przybudówką, natomiast z lewej ciągnęły się zabudowania gospodarcze. Całość była otoczona drewnianym, niewysokim płotem. Gospodarstwo to lata świetności miało już za sobą. Czerwona cegła poszarzała, gdzieniegdzie zadomowił się mech, a z rynien pokrytych rdzą wystawały kępki traw. Stare chlewy i szopy, choć swoim stanem nie odstawały od samego domu, wydawały się być martwe. W okolicy panowała cisza przerywana nie rżeniem konia, odgłosem krów czy karmionych świń, lecz brzękiem przelatujących owadów i śpiewem ptaków, kryjących się to w pobliskim lesie, to wzlatujących ponad łąkę, jakby chcące zobaczyć, kto zakłócił im spokój.
Wchodząc między ceglane zabudowania miało się wrażenie, że dawny rolniczy duch tego miejsca odszedł wraz z ostatnim właścicielem. Natura, niegdyś trzymana tutaj krótko ręką gospodarza, nieśmiało i powoli znów była gotowa ogłosić swój tryumf. To nie człowiek panował nad nią - to ona przejmowała z powrotem, co jej się należało. Ludzki porządek objawiający się w nazbyt przyciętych drzewach, krzewach i trawie, w symetrii architektury i w kątach prostych, ustąpił porządkowi przyrody, w którym prawem decydującym o kształcie tworzenia jest chęć przeżycia.
Być może to właśnie ta sama chęć zmusiła mieszkańców domu do jego opuszczenia. Być może wyrwani ze snu nie mieli zbyt dużo czasu na przygotowania. Wziąwszy tyle, ile zdołali unieść, ruszyli, oglądając się za siebie jeszcze wiele razy, nim zniknęli między drzewami. Później już tylko wspomnienia przypominały im o kształcie budynków i chwilach tu spędzonych. Lecz to nie natura zmusiła ludzi do odejścia. Choć łatwo dała się okiełznać, nie pragnęła zemsty. To ludzka tendencja do destrukcji własnego gatunku odcisnęła wyraźny ślad w wyrwanych zawiasach drzwi i kilku wybitych szybach. Przechodząc przez drewnianą, zniszczoną bramę chciałem dokonać procesu odwrotnego - nadać temu miejscu ludzki wymiar na nowo.

środa, 18 marca 2015

Słowem ujęte objęcie

Nazwać pukiel włosów
odsłonić ramię
pocałunek złożyć na ustach

słowami wypełnić ciszę
gdzie myśli czmychnęły
i zjeżył się włos
na skórze

dłoń
gładząca biodro
i łącząca litery
w nieskładnym liryku

to forma pisana
w ujęciu
podkreślonym objęciem
nie odda uczuć

piątek, 13 marca 2015

Zza wschodniej granicy

Czyżby nadchodziła
tak nieproszona
jakby na siłę zapomniana
panna W.?

Znikąd się pojawia
jak tornado
i ginie
rozpływając się sama w sobie

zostawia powalone płoty
pomniki i drzewa
domy bez mieszkańców
puste spojrzenia i głosy
bez odpowiedzi

przemoczone strzępki tych
którzy musieli
i roztrzaskane tych
co nie chcieli
wstawać, iść, padać
głową w dół
twarzą do ściany
i plecami

a z otworów ludzkich czeluści
krzyczy już tylko martwa dusza
jakby pytała
czy o pannie W.
musimy sobie przypominać

niedziela, 1 marca 2015

Pudełko widziane z drugiej strony

Brak pudełka
co skrywa wyobrażenia
o nakręcanej
jak pozytywka
lalce

Nie ma znudzenia
Tym sercem
gdzie myśli uciekają
i słowa

Są życia dwa
niezmienne
jakby ktoś zegar zatrzymał
i by nie wracać
lecz być
z tak samo otwartą dłonią

Nie ma zabawy
i tylko chwil szkoda
na wewnętrzny monolog
który się nieco rozmija
zamiast trzymać w ryzach