piątek, 23 września 2011

Zakręty, zakręty...

- Gdyby droga była prosta, to by było nudno - powiedział Tomasz.
- Ale na pewno bezpieczniej! - skwitował odważnie jego znajomy, po czym wsadził nos w kubek z ciepłą kawą.
- Może masz rację - odrzekł bez przekonania Tomasz i szybko dorzucił - Bezpieczeństwo - bezpieczeństwem, a życie - życiem!
- To żeś teraz wymyślił - odpowiedział współrozmówca.
- Ale spójrz! - Tomasz nie poddawał się. - Wyobraź sobie...
- Wyobrażam - przerwał niegrzecznie znajomy.
- Wyobraź sobie, że twoje życie to jedna prosta. Bez zakrętów, bez wzniesień i dolin. Przyjemna trasa, bo równa. Ale tylko do czasu. Dość szybko zaczniesz zauważać brak urozmaiceń.
Tomasz rozpoczął swoją wypowiedź, a znudzony kompan odstawił kubek na brzeg stołu i zaczął drapać się po brodzie. Po chwili zapytał zaciekawiony:
- No czyli, że co. Że jak trasa równa, to nie jest ciekawa? Ja się staram prowadzić takie życie, jakie prowadzę. Bez ekscesów i zbytnich uniesień. Bez emocji. Za to trzeźwo patrzę i ciągle analizuję. Co by zmienić, co poprawić, co by tu nowego odkryć. Ha!
- Moment - przerwał wyraźnie ożywiony Tomasz. - Zaczynasz mieszać się w swoich wywodach. Najpierw mówisz, że prowadzisz życie bez ekscesów, a po chwili dodajesz, że ciągle szukasz, co by tu nowego odkryć. Czyli jednak szukasz tych emocji?
- O tym nie pomyślałem - znajomy odpowiedział lekko zmieszany. - Chodziło mi bardziej o życie bez uczuć. Tak jest wygodniej. To tak, jakbyś nie musiał jeździć po tych twoich zakrętach. Wyrzucasz kierownicę i wio, przez świat! - nawiązał chętnie do użytej przenośni.
- Ale właśnie dzięki zakrętom nie jest się biernym - Tomasz próbował przekonać kolegę. - Cały czas musisz czuwać, żeby nie wypaść z trasy. A nawet, bo może się tak stać, jeśli wypadniesz, zaraz kontrujesz i jedziesz dalej. Mało tego, za zakrętem może się okazać, że przed tobą roztacza się nowy, piękny krajobraz i widoki, o których nigdy wcześniej nie śniłeś! Niekiedy warto zjechać z tej twojej autostrady w boczną drogę i zacząć dostrzegać piękno, na które wcześniej było się ślepym! Nie ma co tracić czasu na życie bez wypełnienia, bez smaku i kolorów!
Znajomy szybkim ruchem ręki podniósł kubek i wypił resztkę kawy, oczyścił językiem zęby z fusów i podsumował, kiwnąwszy głową, mówiąc:
- Czyli, że jak? To uczucia nadają naszym marnym żywotom sensu?
- No. - skwitował krótko Tomasz. Odsunął krzesło, na którym siedział, wstał, wziął swój znoszony płaszcz i rzekł na pożegnanie:
- Tym się różnimy od zwierząt. Umiemy kochać.

piątek, 16 września 2011

Leniwie

nam mija ten dzień
leniwie nam mijają chwile
wciąż leżę i nie ruszam się
wciąż leżymy tak oboje.

Leniwie wyciągam swą dłoń
leniwie dotykasz mą skroń
wciąż leżę, lecz poruszam się
wciąż leżymy tak oboje.

Leniwie odsłaniam Twój brzuch
leniwie gładzisz mą szyję
wciąż leżę i oddycham żwawiej
wciąż leżymy tak oboje.

Lecz nagle ochoczy pożar
do ust naszych się rwie
już nie ma chwili wytchnienia
i nie ma nigdzie już lenia.

Pracować nam się zachciało
budować nową więź
wciąż Cię więc obejmuję
wciąż nam siebie jest mało.

Gorący deszcz nas obmywa
leniwie rosi nam ciała
i wciąż tak mało Cię znam
i wciąż znamy się słabo.

Leniwie więc Cię poznaję
leniwie i bez pośpiechu
wciąż leżę i nie ruszam się
wciąż leżymy tak oboje

środa, 14 września 2011

Wrześniowa batalia, wrześniowe sny...

Krótki wpis po długiej nieobecności. Owszem, bywały nieobecności dłuższe, ale z tej nie jestem zadowolony tym bardziej, że koniec czerwca i początek lipca obfitował w różnego rodzaju wpisy, a później wszystko ucichło. Ucichły wszelkie głosy wewnętrzne, a chęci na stworzenie czegoś choćby najmniejszego i najlichszego odpłynęły wraz z nastaniem tej twórczej ciszy.
Nie chciałbym zagłębiać się w wydarzenia, których uczestnikiem byłem podczas wakacyjnych eskapad i przygód - nie to bowiem spędza mi sen z powiek. I choć można się złapać za głowę i powiedzieć: "No nie, znowu to samo!", ten post dotyczyć będzie poszukiwania tego, co jest istotą mojej egzystencji na Ziemi.
O ile na przełomie maja i czerwca byłem w zasadzie pewny co do kroków, które powinienem podjąć, o tyle kwestia ta miesiąc później nie wyglądała tak jasno. Niektóre sprawy się skomplikowały, inne za to same rozwiązały. Ludzka życzliwość i głupota szły ramię w ramię i pokazywały rzeczywistość w innych barwach, niż sam sobie wcześniej nasz świat wyobrażałem. Otworzyłem oczy i zacząłem dostrzegać to, co wcześniej było ukryte za zasłoną obłudy i nieszczerości. Wraz z obudzeniem się przyszło zwątpienie w człowieka. Wraz ze zwątpieniem - gniew. Gniew pociągnął za kolejny sznurek - pojawiła się rozpacz, a z nią - pustka. Po raz kolejny nie ruszyłem się z miejsca i czułem, że w bezcelowości osuwam się po stromej skarpie ku czeluściom. Nie wiedziałem, co mnie czeka. Nie miałem pojęcia, skąd wypatrywać ratunku. A może wcale na niego nie liczyłem? W całej tej życiowej zawierusze i piętrzących się warstwach kurzu opadającego leniwie, lecz pewnie, na moje spróchniałe drogowskazy, pogubiłem się i nie wiedziałem, dokąd się skierować. Teraz, gdy patrzę z  perspektywy czasu, nie wiem, na co liczyłem. Może na to, że ktoś mi poda pomocną dłoń i powie: "Idź w tym kierunku"? Nie wiem. Stało się inaczej i cieszę się, że właśnie tak.
Na wielkim, mglistym pustkowiu Bóg postawił dwójkę zmęczonych wędrowców. Czego od nich wymagał? Tego też nie wiem. Wiem natomiast jedno. Pewne zdarzenia nie dzieją się bez przyczyny. I właśnie nieprzypadkowo odnaleźli się i, niosąc ze sobą pokaźne bagaże doświadczeń, ruszyli w nieznane, by razem odkryć cel podróży. Czy to będzie już ich wspólny szlak? Czy oby razem nie zabłądzą na nowych, nieznanych ziemiach? To kolejne pytania, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć.
Jednym z tych wędrowców jestem oczywiście ja. I widzę wyraźnie, że mgłę przede mną rozwiewa tchnący wiosenną nutą scirocco, a ziemia na nowo okrywa się kwieciem. I choć niekiedy powiewy są zbyt silne, a mgła nieustępliwie zasłania horyzont, nie poddaję się, ale zaciskam silniej dłoń w uścisku i kroczę dalej.
Przeznaczenie. Powołanie. Cel życia. Niech każdy nazywa to tak, jak chce. Niech każdy odnajduje to na swój sposób. Ale gdy któregoś dnia sny się zaczynają spełniać, nie można tej szansy marnować. Trzeba zakasać rękawy i wziąć się do pracy.