Taka zaleta pracy z domu: siedząc przy komputerze, możemy sączyć piwo.
Zbieram myśli znad klawiatury, by choć przez chwilę nasycić się plątaniną liter i znaków tworzących kod.
Kod, który nie zawsze działa.
Kod, który nie działa.
Nie działa, a powinien, więc zaczynam szukać.
Dziury w całym.
Dziury w sposobie myślenia.
We mnie.
Zaczynam dostrzegać tę pustkę.
Pustkę pustego pokoju.
Pustkę pustej strony.
Nowego pliku.
Pustkę siebie samego.
Już ją prawie mam.
Chwytam pustą myśl, że już jutro nie będzie tak pusto.
I wrócimy do biura. Wszyscy.
Wśród tych pustych ulic.
Ale to będzie dopiero jutro.
Jutro.
A jeśli nie będzie jutra.
To jest jeszcze ta zaleta.
Zaleta pracy z domu.