pijam kawę
na nocnym stoliku zawsze mam pełny kubek
i myśli
i od niechcenia zebranych
całkiem w przelocie
lekkich chwil uczulenia
mało sypiam
to pewnie przez tę kawę
którą spijam z jej niewidzialnych ust
ukrytych
i jakby ku przestrodze
nigdy w tej czarnej esencji niezanurzone
wciąż czekam
aż się rozbudzi
aż przepali
i lekko rozsypie
ziarna słodkiego trunku
środa, 28 listopada 2012
Ziarna słodkiego trunku
poniedziałek, 26 listopada 2012
Wczoraj wieczorem
urodziło się z przypadku
tak pięknie dobranych słów
nieporozumienia
jak zwykle
i jak zwykle pod koniec miesiąca
pojawiło się
niczym czerwonka i te kolby walące w drzwi
i z podobnym impetem wybiegło na zewnątrz
żeby być jak najdalej
żeby wykrzyczeć
miało się zmęczyć
upaść, zginąć, przepaść
a jedynie zmęczyło
przukucnęło w kącie i czeka
na kolejny łyk
i na to, co będzie dalej
piątek, 23 listopada 2012
[coraz częściej]
coraz częściej wychodzisz po mnie
gdy wracam wieczorem z pracy
i witasz mnie
na ulicy obsypanej żółtymi lampami
nie od razu całujesz
najpierw
jakby z lekkim niedowierzaniem
patrzysz mi w oczy
wciąż krótko
ostrzyżony trawnik przed domem
pokazuje ilu co najmniej klientów
przywędrowało tu
w poszukiwaniu odpowiedzi
wtedy wyciągam ramiona
i zamykam w sobie
pod okryciem jesiennego płaszcza
i nie muszę pytać
małe są nasze granice
kilka pięter i jeden plac
coraz częściej zatracające swój kształt
poniedziałek, 19 listopada 2012
O.
znalazłem Cię przez przypadek
ten sam, kapryśny co
zawsze
pojawia się wtedy,
kiedy trzeba się podrapać po głowie
gdzieś utkwiło w pamięci,
że już nie pisze
o urwanej znajomości
a tu
utkwiłem wzrok
na jej kartach
może gdybyś zaczęła znowu
ja bym był bardzo wdzięczny
bo trochę się zagubiłem
między wierszami
spisanymi na brązowym tle
jesteś lekka
wiatr Cię znów porywa
gdzie tym razem
Cię znajdę
nie wiem
piątek, 16 listopada 2012
Wierzba
A jednak drzewa mają tę zdolność
kamuflażu
gdy w otoczce nocy próbują przypominać
parasol
klosz
baldachim
albo uschłą dłoń
...
Stoi samotnie w parku
płacząca
wierzba
chyli się ku upadłym liściom
i czeka
...
może odczarujemy ten czas
sponiewierany mokrą poduszką
i schowamy się pod ciepłą pierzyną
czwartek, 15 listopada 2012
wtorek, 6 listopada 2012
ciepło.
Skuliłaś się, szukając ciepła w murach zimnego domu.
Założyłaś ręce, jak wtedy, gdy siedziałaś wyprostowana na krześle,
a ja liczyłem minuty między kolejnymi westchnieniami.
Westchnieniami ciszy.
A teraz leżałaś w bezruchu pod kołdrą,
i zimny nos wystawał spod białej poszewki.
Gdzieś w oddali zaszczekał pies.
Gdzieś wiatr niemrawo zakołysał jałowcem.
Utkana z lekkiej sieci sama zaczęłaś odliczać czas
i przesypywać drobinki piasku do nowej klepsydry.
Powolutku, z wrodzoną łagodnością.
Okruchy przemijania kruszyły się pod opuszkami długich palców
i opadały starannie na przygotowany stosik, który zdawał się topnieć.
Otworzyłaś lśniące oczy. Wokół zimno dokuczało jakby mniej.
Tylko wiatr zdawał się jeszcze nie spać.
Rozluźniłaś uchwyt i usłyszałaś stukanie swojego serca.
Jednak nie jesteś taka zimna. Ja wyczuwam ciepło.
Brudnoziem
Nie raz zbiegałem z górki na złamanie karku,
gdy ktoś nagle podstawiał nogę.
- Pośpiech nie jest wskazany - mówił i groził palcem.
Wstawałem, otrzepywałem kurz z kolan i biegłem dalej.
Biegłem co tchu, aż zdyszany stawałem
pod ścianą
płaczu.
Wiele razy wmawiałem sobie lepszy los
od tego niechcianego
co pogardził wyciągniętą ręką
z honorarium za nadgorliwość
Ile razy byłem lepszy od innych
w sennie doskonałych opowieściach
by wyrwać kawałek dla siebie
i móc się szczycić
na nieodsłoniętych postumentach
trzeba się trzymać w garści
żeby się nie rozpaść
żeby z hukiem nie pękła donica
zabarwiając okolice brodnoziemem
Subskrybuj:
Posty (Atom)