z zaklętymi w niej echami rozmów
pozamykanymi gdzieniegdzie
kamiennymi kręgami
figur
i rzeźb nieprzypominających
rozciągnięta wzdłuż równoleżników
i równych kroków
które po kamiennych schodach
to w górę, to w dół
przemierzają
z plecakiem
co nie ciąży
i z nogami
co bez zmęczenia
pochylam się naturze
- to właśnie tu
gestem wskazuję horyzont
moich myśli i uczuć
niedziela, 29 czerwca 2014
piątek, 27 czerwca 2014
Bańki mydlane
Bańki mydlane
puszczane przez oddech
niewprawiony w wydawanie rozkazów
mienią się barwami
których oko oczekuje z nadzieją
puszczane wraz z melodią
gdzie pogwizdywanie
i dźwięk harmonijki
uszom ani myślom
nie dają odpoczynku
pora się oderwać
z karbowanej otuliny
co gdzieniegdzie gniecie
ponad próg
i poza granice parkietu
wzlecieć w otulinie
powietrza
co z gotowych dobiega ust
puszczane przez oddech
niewprawiony w wydawanie rozkazów
mienią się barwami
których oko oczekuje z nadzieją
puszczane wraz z melodią
gdzie pogwizdywanie
i dźwięk harmonijki
uszom ani myślom
nie dają odpoczynku
pora się oderwać
z karbowanej otuliny
co gdzieniegdzie gniecie
ponad próg
i poza granice parkietu
wzlecieć w otulinie
powietrza
co z gotowych dobiega ust
poniedziałek, 23 czerwca 2014
By widzieć więcej
Zaglądam przez błękitną ramkę
przez mój mały peryskop
gdzie chwil
zdziwień nie liczy się na palcach
to jak zakraść się
ponad stalowy korpus
dryfującego ciała
i ponad falami ujrzeć
zbłąkane myśli
samooskarżeń
i samookaleczeń duszy
zawijam krwawiący palec
bandażem ust
licząc
że ustanie
cierpkich słów płynąć osocze
wysyłam raz jeszcze
choć nie wiem
czy dojdzie na czas
sygnał
z przechylonej szalupy
przez mój mały peryskop
gdzie chwil
zdziwień nie liczy się na palcach
to jak zakraść się
ponad stalowy korpus
dryfującego ciała
i ponad falami ujrzeć
zbłąkane myśli
samooskarżeń
i samookaleczeń duszy
zawijam krwawiący palec
bandażem ust
licząc
że ustanie
cierpkich słów płynąć osocze
wysyłam raz jeszcze
choć nie wiem
czy dojdzie na czas
sygnał
z przechylonej szalupy
| John Wilson Carmichael, Shipping off Hartlepool, Tees Valley |
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Jest dobrze
Jest dobrze
gdy pisać można o czymś dobrym
a nie w myślach gnuśnych gnuśnieć
gdy można nogę mimo braku sił
nieco wyżej podnieść
i próg przeskoczyć
taki próg co na drodze zawadza
Jest dobrze
by nie powiedzieć,
że dobrze to za mało
gdy usta do uśmiechu się składają
a spacer nie dla rozmyślań czynię
lecz by nieco słodkiej beztroski
w malinowym smaku zażyć
Jest dobrze
gdy dobre się nam udziela
i niech to dobre już tak zostanie
gdy pisać można o czymś dobrym
a nie w myślach gnuśnych gnuśnieć
gdy można nogę mimo braku sił
nieco wyżej podnieść
i próg przeskoczyć
taki próg co na drodze zawadza
Jest dobrze
by nie powiedzieć,
że dobrze to za mało
gdy usta do uśmiechu się składają
a spacer nie dla rozmyślań czynię
lecz by nieco słodkiej beztroski
w malinowym smaku zażyć
Jest dobrze
gdy dobre się nam udziela
i niech to dobre już tak zostanie
wtorek, 10 czerwca 2014
Bluszcz
Oplotły mnie palce
silnie urodą mocne
jak bluszcz
co posągowi martwemu dodaje uroku
chwyciły dłoń
wokół serca
koroną obrosły
by mogły strzec
nieco większej wartości
Usłużnie będę pomnikiem
przy którym przycupniesz
gdy zmęczenie
gdy myśl
zabiorą uśmiech, który o poranku
Zapleć się wokół mnie
objęciem
co przyozdobione
listowiem z pocałunków będzie
silnie urodą mocne
jak bluszcz
co posągowi martwemu dodaje uroku
chwyciły dłoń
wokół serca
koroną obrosły
by mogły strzec
nieco większej wartości
Usłużnie będę pomnikiem
przy którym przycupniesz
gdy zmęczenie
gdy myśl
zabiorą uśmiech, który o poranku
Zapleć się wokół mnie
objęciem
co przyozdobione
listowiem z pocałunków będzie
środa, 4 czerwca 2014
Zwrotki na dwóch biegunach
Z rozwianymi włosami
gdyż pośpiech w naturze mej leży
pośród śpiewu ptaków
zatrzymuję się przy ławce
Słońce za najniższym drzewem
wskazuje zachód
i na zachód kieruję
me myśli
Spiszę kilka słów
niewysokim stylem
lecz napiszę z mocą
a gdy odczytasz te słowa
może kiedyś znowu
usiądziesz obok
Chciałbym, żebyś to widziała
zielonością hipnotyzująca zieleń
byś usłyszała te dźwięki
i by zapach wieczoru
zbliżył
Tu, gdzie bezruch krajobrazu
walczy z żyjącą naturą
- całe szczęście
że przewaga tej drugiej strony
gdyż pośpiech w naturze mej leży
pośród śpiewu ptaków
zatrzymuję się przy ławce
Słońce za najniższym drzewem
wskazuje zachód
i na zachód kieruję
me myśli
Spiszę kilka słów
niewysokim stylem
lecz napiszę z mocą
a gdy odczytasz te słowa
może kiedyś znowu
usiądziesz obok
Chciałbym, żebyś to widziała
zielonością hipnotyzująca zieleń
byś usłyszała te dźwięki
i by zapach wieczoru
zbliżył
Tu, gdzie bezruch krajobrazu
walczy z żyjącą naturą
- całe szczęście
że przewaga tej drugiej strony
Nieustannie
Przyciągasz nieustannie
choć nie raz niestarannie
z mej strony
czynów wypłynie fala
Nie patrzę za siebie
oto wolę Ciebie
widzieć w planach
za nie tylko chwil kilka
Kiedy przyjdzie udręka
zawsze czeka ma ręka
- chwyć ją nawet
gdy ciepłem nie sprzyja
Wtedy spojrzę w Twe oczy
kamień z serca się stoczy
i upadnie
dzieląca zasłona
Ciebie z chęcią obejmę
szarość dnia miło zdejmę
by spragnionych ust
zostać posłaniem
choć nie raz niestarannie
z mej strony
czynów wypłynie fala
Nie patrzę za siebie
oto wolę Ciebie
widzieć w planach
za nie tylko chwil kilka
Kiedy przyjdzie udręka
zawsze czeka ma ręka
- chwyć ją nawet
gdy ciepłem nie sprzyja
Wtedy spojrzę w Twe oczy
kamień z serca się stoczy
i upadnie
dzieląca zasłona
Ciebie z chęcią obejmę
szarość dnia miło zdejmę
by spragnionych ust
zostać posłaniem
Subskrybuj:
Posty (Atom)


