niedziela, 29 grudnia 2013

O tym, żeby kobieta samotną nie była

- Niedobrze, gdy kobieta w domu bez mężczyzny przebywa - powiedział stary, zerkając z ukosa na młodszego od siebie towarzysza. - Spójrz - wyciągnął z kieszeni na lewej piersi zdjęcie i podał mu. - Widzisz, z kim ja tu na tym zdjęciu stoję? - zapytał.
- No widzę, z jakąś kobietą. Całkiem ładna... - na chwilę zawiesił głos - A to stare zdjęcie? - popatrzył na współrozmówcę.
- Stare... Tak stare, jak i moja starość jest - odpowiedział. - Dlatego trzymam tę fotografię, żeby przypominać sobie o czasach... hmm... takich czasach, no, które ty teraz masz. Kobiety... ech... nie tyle kobiety, ta jedna niech będzie. To wystarczy. Niech ta jedna kobieta, którą kochasz, nie czuje się sama. Nigdy. Różne rzeczy w życiu robiłem, wstyd się przyznać. I głupi byłem. Teraz to wiem. A najbardziej żałuję, że nie zawsze dawałem jej potrzebnego wsparcia. Może to dziwne, że się tego szczegółu przyczepiłem, ale taka prawda. Nie zapominać o niej - nigdy. To najważniejsze. Także jeśli się to ma na uwadze, to i głupoty człowieka nie nachodzą. Na tym zdjęciu... Ile to my mieliśmy lat... Młodość, chłopaku, to cudowne źródło szczęścia i głupoty zarazem. A jak trudno upilnować swoje myśli, to pewnie sam wiesz, co ja ci gadać będę.
- Ale co ma do tego kobieta bez mężczyzny w domu? - przerwał młodszy.
- Eh... no nie zawsze można być przy kobiecie, także i pomysły, co się w głowie rodzą durnowate są. Może się nie wydaje, ale ona się o ciebie martwi. Myśli, co to za kolejne pierdoły wykombinowałeś. A jeśli kocha, to zaraz pozna, co się nawyrabiało. Nie zapyta, a wie. Także, jeśli chcesz być szczęśliwy, bądź z kobietą zawsze, kiedy możesz, to i ona, i ty, spokojniejsi będziecie. Dlatego kobieta nie powinna w domu bez mężczyzny przebywać, bo obojgu to na złe tylko wyjść może - stary skończył opowiadać i zapatrzył się w wyblakłą, pomiętą fotografię.

wtorek, 24 grudnia 2013

Na Święta

Zaprojektuję Święta
takie, żebyś poczuła się dobrze
i bez zbędnych zmartwień
przy sytym zasiadła stole

za oknem sypnie śniegiem
ścieżkę zeszkli mróz
i skrzypieć będzie pod butami

dłonie podzielą się ciepłem
usta - dobrym słowem
- my przełamiemy się czasem
wspólnych chwil

zaprojektujmy Święta
pod ciepłą kopułą domu
i niech w ognisku
nie zabraknie miłości

piątek, 20 grudnia 2013

Prośba na dwudziestego grudnia

Wiem, że bywasz zmęczona.
Że czasami jest już późno.
Ale nikt inny nie zrobi tego lepiej niż Ty.

Mam prośbę.
Pomóż mi wybierać drogi.
Jest och wokół sporo, a ja się nie chcę zgubić.

niedziela, 15 grudnia 2013

By zaplanować jutro

Kiedyś wyruszałem na wędrówki.
Szukałem szczęścia w zachodzie słońca.
Badałem odbicie w leniwie płynącej rzece.

Kiedyś wyruszałem na poszukiwania.
Próbowałem zamknąć czas w przybrudzonej szklance.
Zakurzonymi ścieżkami uciekałem przed samym sobą.

Był czas, gdy nie planowałem.
Był czas, gdy nie miałem czego planować.
Był czas.

Dziś nie wyruszam na samotne wędrówki.
Nie szukam szczęścia w zachodach.
Nie swojej przyglądam się twarzy.

Dziś uciekam do Ciebie.
Przed Tobą otwieram mój czas.
Dziś już nie szukam.

To czas, gdy niewprawną ręką kreślę rysunki,
by zaplanować jutro.

niedziela, 8 grudnia 2013

Nocny marsz

Zawiało w twarz mrozem
i nie po raz pierwszy
nie dało się bronić rękawem

wiatr wdarł się pod kurtkę
i z obłędem w oczach
do kości przeżarł me ciało

ale kroczę nadal
czasem krzywo stąpam
a odcisk odbija się krwią

i nie zapominam
co nieraz mówiłem
z celu nie rezygnuję

piątek, 6 grudnia 2013

Dzięki Tobie

nie boję się spojrzeć w oczy
i mówić
i czuć
rozkoszować się choćby chwilą
która wnet już tylko zapachem i ciepłym wspomnieniem
ożywia mą martwą ciszę

nie boję się widzieć
choćby oczami wyobraźni
scen budowanych na niewypowiedzianych myślach
kształtem dotykającym
zwiewnych sukienek
i czterech ścian
w nieco innych okolicznościach

nie boję się uczyć
wciąż nowych słów
i opisów
które nie bledną o poranku
z pierwszym łykiem kawy
i smakiem słodyczy na ustach

środa, 4 grudnia 2013

Późnym wieczorem

zamykasz powoli swe oczy
odchodząc w niespokojny sen
tam zimne kołysanie wiatru
rozwiewa lekki Twój włos

tam huczy mroźne powietrze
i miesza chłodem Twą krew

składasz w pośpiechu ramiona
znów usta zaciskasz silnie

zamykasz się przed świata chłodem
zamykasz się także przede mną
ucieknij z tego kurhanu
ucieknij tak prosto w dół

napełnij swe usta mową
a myśli rozwiązać chciej

wciąż czekam ze swoim ciepłem
i czuwam byś w nowy dzień

zastała mnie gotowego
bo taki dla Ciebie być chcę

niedziela, 1 grudnia 2013

Pierwszy grudnia

Ostatnie krople zimnego listopadowego deszczu spadały wokół tworząc niewielkie strużki przelewające się między wystającymi gdzieniegdzie kamieniami. Droga polna była już przesycona wodą, toteż szybko zaczęły tworzyć się na niej duże kałuże, a błoto coraz wyraźniej dawało się we znaki i skutecznie utrudniało powolny marsz. Nie pamiętam dokładnie, jak się tam znalazłem. Przypominam sobie jednak dobrze uczucie zimna, które przenikało od skóry do szpiku kości. I choć nie wiem, jak to jest, gdy coś się wbija do szpiku, to to uczucie z pewnością mogło temu dorównać. Szedłem już tak jakiś czasu i całe ubranie wyglądało nie lepiej niż ścieżka, po której kroczyłem. Buty grzęzły w miękkim gruncie, przez ubranie przesączała się wilgoć, a zimno uderzało ze zdwojoną siłą, gdy tylko się przystanęło. Stawałem zatem jak najrzadziej, zresztą i tak nie miałem po co.
Droga wiła się rozległymi zakolami, aż w końcu ginęła gdzieś w ścianie drzew, która z otoczki deszczowej nocy wyrosła przede mną dość niespodziewanie. Gęsty las o tej porze roku wyglądał nieszczególnie zachęcająco, a wszędzie unosił się zapach opadłych, wpół przegniłych liści, które, i w tym była ich jedyna zaleta, szczelnie zakryły ziemię i błoto przestało dokuczać. Nie wiedziałem, czy idę w dobrym kierunku i czy w ogóle istnieje coś takiego, jak dobry kierunek. Zrobiło się jeszcze ciemniej, a potknięcia o wystające korzenie i leżące na ziemi połamane gałęzie przestały być czymś rzadkim. Mimo kryjącej się gdzieś niepewności i lekkiego strachu wynikających z otaczających mnie okoliczności, nie chciałem zawracać. Droga, którą przemierzyłem, została za mną i z każdym kolejnym krokiem miałem silniejsze poczucie, że to, co robię, jest właściwe.
Przystanąłem na chwilę, żeby choć trochę utwierdzić się w przekonaniu, że nie kluczę między drzewami. Spojrzałem w niebo. Spomiędzy bezlistnych konarów drzew spadały coraz delikatniejsze krople wody, otaczająca cisza stawała się bardziej odczuwalna, ale nadal nie było widać żadnej gwiazdy. Zerknąłem na zegarek i ruszyłem przed siebie. Był pierwszy grudnia i kilka minut po północy.

Kształty pożądane

kształt dłoni zamknięty w uścisku
kształt odciśnięty na poduszce
kształt ust

kształty poszukiwanego
kształty nienasycenia
kształty niepowtarzalne

chcę stąpać delikatnie
nie naruszyć ich formy
tak pożądanej
tak kruchej

czwartek, 28 listopada 2013

Podobno znamy się od grudnia

Podobno od grudnia
śnieg okrył drzewa
jak ja zgrabne ramiona
które nie raz się uginają pod moim ciężarem
i rwą do przodu
wbrew myśli i słowu

wiatr zaniósł połamane gałązki
w ciepły zakątek tlącego się ognia
niech się pali
i niech ogrzewa
zemdlone chłodem dłonie

znów stoję i się przyglądam
żeby skoczyć
odeprzeć ten atak starej zimy

może i śnieg okrył drzew szczyty
i gór wierzchołki
ja przytulę do piersi
nie po raz pierwszy
i nie ostatni
zgrabne ramiona i ciało
i w potoku włosów się upoję
jak jeszcze nigdy

niedziela, 24 listopada 2013

We mgle

Nie znał do końca jej uczuć i myśli. W zamglony i zimny poranek niełatwo było wyczytać z twarzy więcej niż dający się we znaki chłód. Wilgotne powietrze zostawiało na skórze maleńkie krople, a otwarta przestrzeń nie dawała możliwości ukrycia się przed delikatnymi powiewami wiatru, co czyniło otaczającą aurę jeszcze mniej przyjazną. Szli tak obok siebie jakiś czas, a mokra, miejscami pożółkła trawa malowała na ich butach ślad cienkich strużek wody. Wokół wszystko wydawało się pozbawione barw, a bezlistne drzewa tylko dodatkowo przysłaniały szaro-niebieskie niebo, rzucając ciemne cienie na błyszczące rosą ścieżki. W końcu przystanęli na dawno skoszonym, trawiastym placu i spojrzeli na siebie.
- Męczące, co nie? - zapytał, nie kończąc myśli.
- Przecież nie szliśmy daleko - odpowiedziała bez emocji w głosie.
- Nie o to mi chodzi. Tylko o to, jaki bywam - urwał zdanie i zaczął się wpatrywać w jej oczy. Po chwili odwrócił wzrok i głośno wzdychnął. Nie zawsze potrafił znaleźć proste słowa, które odzwierciedliłyby jego myśli. Sięgał wtedy po rozbudowane metafory, które były dość dalekie od konkretnego przekazu - takiego, jakiego ona by chciała.
Po dłuższej chwili milczenia obrócił się do niej ponownie.
- Wiem, że bywam irytujący, że czasami mówię od rzeczy, ale w taki nie najlepszy sposób szukam kontaktu. Bliskości, mimo odległości. Dystans bywa jednak nie do przeskoczenia. Nie zawsze to rozumiem, więc przepraszam. - skończył i delikatnie przygryzł na wpół wysuszone wargi, oczekując od niej jakiejś odpowiedzi.
Lecz ona nie odpowiedziała. Spojrzała na niego z lekkim politowaniem, po czym pozwoliła się objąć. W tym momencie poczuł zapach i ciepło bijące spod chusty owijającej jej smukłą szyję. Czekał na to. Gdy jego płuca na nowo wypełniły się jesiennym powietrzem, pocałował ją w blady policzek.

środa, 20 listopada 2013

To samo miejsce

Kuchnia. Stół. Krzesło.
Firanka na oknie.
Głuchy dźwięk trzasku. Szelest.

Przedpokój. Kurz. Chodnik.
Niewielkich stóp stukot.
W pamięci przemiło głos brzmiący.
To samo miejsce, lecz bez jej ciała
zszarzałą wydaje się pustką.

Pokój i łóżko. Dywanik i stolik.
Zła cisza wypełnia tę przestrzeń.
Miejsce to samo, lecz bez jednej duszy
obcym się zdaje być wiecznie.

sobota, 16 listopada 2013

Robotnik Z.

Pan Z. jak zwykle od rana siedział w fotelu. Żona wyszła na zakupy, syn jeszcze spał, więc nie było nic do roboty. Czytanie - to jest zajęcie na każdą sekundę wolną od pracy! Siedział więc tak od rana i czytał. Nie ważne co - byle nie ruszać się z miejsca. Gdy żona wróci, przyniesie mu nowy numer ulubionego czasopisma, a wtedy już na pewno nie będzie nic lepszego do robienia.
Koło godziny jedenastej z pokoju wynurzył się zaspany syn. Burknął standardowe "he!", po czym poszedł do łazienki. Obejrzał kąt na suficie i westchnął. W drodze powrotnej zapytał ojca:
- Dzwoniłeś do właściciela z góry?
- Nie. Nie będę do niego dzwonił, tylko pójdę do mieszkania, do tych, co tam mieszkają i im powiem - odpowiedział pan Z.
- Ach, no tak... - wychodząc z pokoju podsumował syn. W tym momencie był już pewny, że ojciec nie ruszy palcem przez najbliższy czas w sprawie zacieku, który z dnia na dzień powiększał się.
Pierwsza oznaka pojawiała się ponad tydzień temu. Pan Z. stwierdził jednak, że nie jest źle, nie kapie, więc nie trzeba interweniować. Tak, to bardzo interesujący sposób myślenia - sąsiad z góry, który nie wie o przecieku, na pewno przestanie korzystać z wody lub naprawi cieknącą rurę lub, co bardziej wymyślna teoria każe sądzić - rura naprawi się sama! Materiały samonaprawiające to przyszłość, ale w przypadku rur PCV na pewno nie ta najbliższa. Z. siedział zatem wygodnie w fotelu nadal, nie myśląc o pogarszającej się sytuacji w łazience, której on przecież nie malował...

czwartek, 14 listopada 2013

Zapytaj mnie kiedyś

Zapytaj o listy
które dzielnie trzymam
zalakowane w mojej szufladzie

- tusz spadł niepewnie
wilgotną kroplą
stróżkę liter zaczął kreślić pospiesznie

jest kilka zdań
może bez racji
o przedawnionym przesłaniu

jest kilka słów
niepowiedzianych
serdecznych i szczerych jak dziecko

Zapytaj o wiersze
gdzieś wyskrobane
na starej, zużytej karcie

- nie milkną
wiatrem nieporuszone
nie rażą
zakryte przed światłem

jest kilka dat
tak wyróżnionych
płonących z błogości czy strachu

i kilka myśli
tych nienazwanych
co czule chronią je usta

środa, 13 listopada 2013

Zagadka

Ogrzewa i chłodzi, gasi i rozpala,
emocje i głupstwa wyczuwa już z dala,
choć trudno czasami znaleźć dobre słowo,
inaczej nie powiem - przed nią chylę czoło.

niedziela, 10 listopada 2013

Dalsza droga

Minął rok
z włosami zmierzwionymi
od wieczornej rosy
i rozpalony słońcem
w poranku
kochanego spojrzenia

gdzieś za oknem przysiadł spóźniony ptak
nucąc życzenia
żeby trwać w tych kilku wyznaczonych celach

Minął rok
a ja znów się zakradnę pod Twoje ramię
i przekroczę delikatnie granicę
by się otulić ciepłem
- niech go nie brakuje
na naszej dalszej drodze

fot. O.

wtorek, 5 listopada 2013

Słowo niedoskonałe

Pochylony nad mym stołem
we wschodzącej zorzy łunie
ręce twoje opisuję,
serce twoje opisuję;


/ K. I. Gałczyński, Pieśń II /

Obraz moich słów wyrazem
kreowany jest na co dzień,
słowo, szkoda, słowem bywa
raz się zjawia, znów go nie ma.

Lecz jest obraz, ten niezmienny,
co go w sercu swoim noszę
- me spojrzenie w Twoje oczy,
me spojrzenie w Twoją duszę.

Nie jest, rzekłbym, doskonały,
pewnie nawet płytki bywa,
ale dla mnie on wystarcza
- wiem co widzę, wiem, co czuję.

Niechże zatem moje słowa,
co tchną pustką bez wymiaru,
w sposób prymitywnie prosty
raz choć Ciebie szczerze chwalą.

czwartek, 31 października 2013

Na dobry sen

Połóż na mojej poduszce
tej nocy blady policzek

Wtul się w ciepłe objęcie
kołdry z mych dłoni splecionej

Rozpłyń się w ciszy posłaniu
oddechem wyznaczaj nam takty

Pocałuj znów słowem "dobranoc"
wilgotne zbliżając swe wargi
Pozwól mi zabrać Twe smutki
przykrości wachlarzem zebrane

Pozwól odetchnąć na nowo
powietrzem wstydliwie zbudzonym

Pozwól, na dobry sen, bym przy Tobie
zasypiać już mógł tak na co dzień

poniedziałek, 28 października 2013

Gdzieś między prawdą a K.

Jest głód wiary skąpany w pustce niewiary - niewiary w instytucję, niewiary w człowieka, który tę instytucję reprezentuje, niewiary w ludzi, którzy się z tą instytucją identyfikują. Zaciera się granica między tym, co ludzkie, a tym, co do nas nie należy. Występuje zamiana znaczeń - o celu się zapomina, a skupia się na środkach. Człowiek nie spotyka się już z Nim, ale idzie do k. Nie chce wyglądać godnie przed Nim, chce wyglądać elegancko przed innymi. Nie czuje skruchy przed Nim - chce pokazać swoje zmiany innym. Wreszcie nie chodzi się dla Niego, lecz chodzi się dla kogoś. Kończy się przekaz o czasach obecnych, a usiłuje wrócić do korzeni, które się dawno zdezaktualizowały. Szuka się usprawiedliwienia tam, gdzie się go szukać nie powinno. Słyszy się słowa, które zamiast zachęcać do zmiany, od tej zmiany odciągają.
Mam swój rozum i swoje sumienie, którego jestem świadomy. Wiem o swoich słabościach, których nie lubię. Znam kroki, które muszę podejmować, by żyć w zgodzie z samym sobą. Konkretne - bez znajdowania usprawiedliwienia, bez "zamykania powiek", bez zbędnych słów. Chcąc być uczciwym wobec siebie, płaci się niekiedy wysoką cenę, ale ten wysiłek podjąć warto. I to nie dla innych, ale dla budowania własnej tożsamości.
Jest głód wiary, którego nie nasyca k. i nie koją nawoływania czy nakazy. To jest głód, który zaspokajać trzeba w sobie samemu.

czwartek, 24 października 2013

Słowa naznaczone

obudzony burzącą się krwią nie pojmę
znaczeń zmieniających wizerunek
gdy chęć z niechęcią się miesza
gdy dobro się miesza ze złem

chłodne noce i gorące dni
- zimny wiatr na rozpalonej skórze
wciąż mówię, wciąż słucham
- słowa o jednoznacznym tonie
bądź, gdy zmęczenie przyćmi radość
- cień dnia rzucony na wieczór
bądź w swej osobie i nie przestawaj
- wołaj chociaż po cichu
wciąż słucham, wciąż proszę
o kolejne słowa
- naznaczone tą, której pragnę

wtorek, 22 października 2013

Spacer

Kolejny raz spojrzał na jej twarz. Silne słońce jasno oświetlało delikatną skórę tak, że przypominała mieniący się w jego promieniach alabaster. Co chwilę na jedwabne policzki spadał cień liści mijanych drzew, by po chwili znów dać szansę zabłysnąć temu niecodziennemu widokowi. Dzień październikowego popołudnia urokiem ustępował jedynie samej dziewczynie, która na całe szczęście nie chciała się chować dziś za kosmkiem włosów. Za kosmkiem, który zazwyczaj lekko spływał po jej lewej skroni. Oboje spacerowali niespiesznie, jakby i ze sprzyjającej pogody, i z siebie skorzystać chcieli jak najwięcej. Dłoń była cieplejsza niż zwykle, a w oczach pojawił się spokój, którego on tak bardzo pragnął. Pragnął też zatrzymać ją przy sobie i choć na chwilę przedłużyć uczucie spełnienia, jakie towarzyszyło mu, gdy Ona była z nim. I to właśnie dzięki Niej niedzielna pustka przestawała istnieć.

poniedziałek, 14 października 2013

Obrazek

Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, gdy siedzieli na wzgórzu. Sierpniowy wieczór był przyjemnie ciepły, a delikatny wiatr orzeźwiał zmęczone od gorąca dnia ciała. Słoneczna kula światła nikła za horyzontem i lekką smugą malowała na policzkach dziewczyny różowo-czerwone, transparentne obrazy. Miękka skóra wokół jej błyszczących ust z gracją dopasowywała się do wyrazu zadowolenia i wakacyjnej beztroski. Chłopak spoglądał niepewnie na twarz towarzyszki. Ona natomiast patrzyła w stronę rodzącej się nocy, choć i tak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że on zwrócony jest w jej kierunku. Niejednokrotnie zwracała mu na ten temat uwagę, ale jak zwykle jej nie słuchał. Być może chciałby jej posłuchać, być może chciałby czasami nie zwracać zbyt dużej uwagi na jej pełne oczy i smukłą buzię, ale nie umiał. W każdym szczególe odnajdywał źródło nieskończonego piękna, które go uspokajało. Faktura skóry przypominała mu powierzchnię płatków kwiatu, włosy jakby uplecione z lekkiej, pajęczej sieci, poddającej się każdemu powiewowi powietrza, natomiast oczy - o oczach ukrytych za niespotykanie długimi rzęsami mógłby mówić bez końca - to w nich dostrzegał prawdziwy obraz dziewczyny, niezakłócony gorszym nastrojem, dniem i zwykłym ludzkim zmęczeniem.
To właśnie na koniec dnia, gdy wracał znużony do pustego pokoju, obrazek z zachodzącym słońcem, obrazek jej twarzy, jej obraz dawały mu potrzebny spokój i wiarę, że jest Ktoś.

niedziela, 13 października 2013

pod naszym kocem

chcę
Ciebie
podnieść
i być
podporą
gdy
chowasz
twarz w dłoniach

chcę
ją rozjaśnić
i ogrzać te dłonie
by poczuć ciepło
pod naszym kocem
jaśnieją oczy
zamknięte w świetle
świecy
Twojego wrodzonego piękna

poniedziałek, 7 października 2013

Bezgranicznie

skórą proszę
ustami
i powolnym oddechem

zmęczonymi oczami
przywołuję obraz
Twój

jestem cały
i cały wołam
aż włos się jeży
aż zapada się
ciało jak muszla

i chcę Cię objąć
i całą
poczuć i mieć
wtuloną bezgranicznie

niedziela, 6 października 2013

Opozycje

sto pięćdziesiąt tysięcy wypowiedzi
- kilka linijek za dużo

tysiące godzin rozmów
- kilka zbędnych zdań

mówić - milczeć - słuchać

czekać na słowo - rzucać słowem

czekać na gest - przed gestem się wzbraniać

rozpalać i gasić

dążyć i uciekać

i traci się czas na złe zagrywki
i traci się w tych zagrywkach siebie

niech więc myśl, co się rodzi
była warta myśli
- pewne opozycje są zbędne

środa, 2 października 2013

Pewna opowieść

Mógłbym nieco nostalgicznie zacząć pewną opowieść, której początek znajduje się w którejś jesieni, a koniec... No właśnie - o końcu nie słyszałem. Nie słyszałem, a może nie chciałem słuchać - w każdym razie nie zapisałem ani słowa. Rysuje się zatem opowieść bez końca i niech taka dla drogich czytelników, jak i dla mnie samego, pozostanie.
W listopadowe popołudnie słońce dawało się we znaki mieszkańcom miasta. Jesienną porą świeciło już dość nisko nad horyzontem i mało, że skutecznie oślepiało, to jeszcze dawało niewiele ciepła, co w połączeniu z zimnym wiatrem tworzyło otoczkę przenikliwego chłodu. Jednak tamten dzień był nieco inny. Ludzie raźno deptali po wysłużonych, kamiennych kostkach bruku, a pogoda sprawiała wrażenie odmiennej niż ta, której można się było spodziewać, zerkając w kalendarz. Niektórzy spacerowicze odpoczywali na ławkach, inni przemierzali kolejne kroki ku wyznaczonym lub nieznanym celom. Wśród jednych i drugich znaleźli się też nasi bohaterowie - ona siedziała na ławce, on dopiero do niej zmierzał. Czy był spóźniony? Względem czasu lokalnego - nie, ale nie lubił, gdy ktoś musiał na niego czekać, więc w tym przypadku można powiedzieć, że tak - był spóźniony. Spóźniał się zresztą często i okaże się, że spóźni się jeszcze nie raz. Ale o tym opowiem innym razem. Dziewczyna siedziała w nienagannej postawie obrócona w kierunku wschodniej części miasta, natomiast chłopak, dostrzegając jej drobną postać, dokonał manewru oskrzydlającego i niezauważony znalazł się za jej plecami. Zagadał, krótko wytłumaczył się z dość późnego przybycia, a następnie zaproponował udanie się do kawiarni.
Standardowy scenariusz rozpoczął niestandardową znajomość, o której wiem, niestety, jeszcze zbyt mało, żebym mógł streścić jej przebieg. Muszę też jednak przyznać, że streszczenie byłoby nie na miejscu, gdyż każdy szczegół jest ważny, a pominięcie któregokolwiek uszczupliłoby historię o wartościowe składniki. Nie o wszystkim wiem, nie o wszystkim napisać mogę, ale jednego jestem pewien - to najpiękniejsza opowieść, jaką kiedykolwiek słyszałem, a jej bohaterka - najbardziej interesującą postacią, o której mógłbym napisać. I na pewno jeszcze nie raz o niej napiszę.

niedziela, 29 września 2013

Autocharakterystyka

tworzona z haseł i zdań
płynących pod moim adresem
w szarym mieście
w parku
na uboczu

zatajam przed sobą samym
zwitek niepowodzeń
tłumiąc chęci
przybite jak krzyżyk do ściany

kim jestem
pytam
podnosząc do ust
cuchnący destylat szaleństwa

kim jestem -
pali napis
na wysuszonej soczewce
skupiającej tamten obraz
tamtego człowieka

być sobą -
opuszczać się w dół po wysłużonej linie
czy być -
wspinać się ku nieznanemu szczęściu

kim jestem
dzisiaj

kim jestem
na koniec miesiąca

kim?
oto moja charakterystyka
należy do Ciebie

wtorek, 17 września 2013

Gdy biegnę

myślę
o kolorze nieba
o kolorze oczu
o zapachach

myślę też o drodze
o celu
lecz nie o tym na trasie

myślę, co byś powiedziała
gdybyś chociaż usłyszała moje myśli
gdybyś usłyszała słowa
które tlą się w wysuszonej zimnym powietrzem krtani

gdy biegnę
zostawiam za sobą wczorajsze zmęczenie
myśląc o jutrze

poniedziałek, 16 września 2013

Odnalazłem

w ściszonym głosie
w oczach wypełnionych blaskiem
w cichych prośbach
w kroplach na skroni
w cieple ciała
w oddechu
w barwie włosów
w gładkości skóry
w zapachu
w delikatnym ruchu
w oddaniu
w zaufaniu
...
w gorącym świetle świecy
przy dźwiękach znanej muzyki
odnalazłem Ciebie

niedziela, 15 września 2013

Na górskim szlaku

Na górskim szlaku kręta droga niesie
nasz głos
ku rozległym dolinom
gdzie chmur podstawa i szaniec mgieł

Chodź, dziś wejdziemy wyżej niż zwykle
ku wysokim szczytom
skierujemy swe kroki
a wzrok ku wspólnym celom

Na górskim szlaku trzymaj się mnie mocno
nie wychylaj poza zimne łańcuchy
niech mokre kamienie osuszy wiatr
i ciepła ręka skora do pomocy

Chodź, wejdziemy razem na ten szlak niepewny
i razem zdobędziemy szczyty
choć długa to droga
nie zawsze jest pod górę


piątek, 6 września 2013

W drodze na szczyt

Znów zapragnął biec
przed siebie
i znów nie patrzył pod nogi

a przecież ostatnio było jakby ciężej
i nogi podnieść
i głowę
trzymaną gdzieś w obłokach

czasami trzeba zejść niżej
uniżyć się
wobec niej
i wobec tej
którą się kocha

skinął głową
pochylił się
i zawiązał buty
mocniej niż zwykle
zacisnął sznurówki
Jestem gotowy spróbować jeszcze raz
- powiedział

Znów zapragnął biec
z nią przy boku
tak samo mocno
trzymać
rękę wskazującą cel
nawet, jeśli nie wiedział, czy ten cel jest na szczycie


dla O., na dzień przed jej urodzinami

niedziela, 1 września 2013

Prosty wiersz z prostym przesłaniem

Skrył się blask
i w oczach iskrzy zdumienie,
gdy "zawsze" pada z mych ust,
gdy wieczne wyzwalam pragnienie.

A tego tak zwykle chcę -
jedyną jesteś osobą
i dopóki wystarczy sił,
jestem i wciąż będę z Tobą.

Choć pytasz, skąd o tym wiem,
choć słowem nie wszystko opowiem,
myśleć inaczej nie umiem.
Dlaczego, się pewnie nie dowiem.

To Ciebie tak właśnie chcę,
o Ciebie chcę zabiegać stale -
jestem na dobry dzień,
jestem, gdy huczą fale.

Niepokój obarczony błędem

wtedy się daje we znaki
gdy nie myślę
zgodnie z zasadą
równorzędności
o którą tak skrycie zabiegam

dopaść, zamęczyć
przegryźć i wyssać
- gorąca krew od obłędu
oczy czerwone
głos aldehydem skropiony
- gdzie moje "ja" się podziewa

wolna wola zamiera
i cichnie zdanie
w chaosie myśli
emocji bez echa

Oto błąd mojego myślenia
mówić "jesteś moja" - nie słyszeć "jestem twoja"

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Słowa połyskujące złotem

gdy milknę
jest kilka słów, które chciałbym powiedzieć na jednym tchu

wpatruję się wtedy
jak w obrazek
i myślę, czy nie zaskoczyć
puentą
zdaniem nieprzesadnie zaokrąglonym
i prostym do przesady

znalazłem któregoś dnia
brak obawy przed wypowiedzeniem
kocham

znalazłem któregoś wieczoru
poszukiwane i spragnione
ciepło

znajduję dziś spełnienie
mojego nieideału
w pełni

i nie pragnę więcej
niż trwać w tym postanowieniu
i żeby kiedyś
zamiast milczenia
wypłynęły słowa połyskujące złotem

niedziela, 18 sierpnia 2013

bez zbędnych słów

czuję, że przenikam do szpiku kości

gdy poisz mnie sobą
karmisz
bez przeszkód
bez zbędnych słów

jeszcze bardziej
jestem
pragnę
jeszcze bardziej
potrzebuję
kocham

w utuleniu
w pocałunku
w geście

odnajduję wszystko
odnajduję nas

wtorek, 13 sierpnia 2013

być kimś więcej

być może nie znaczę wiele więcej
niż niekupiony składnik
zamknięty w moim planowaniu bez drogi
drogi bez przebiegu

być może jestem skupiony na celu
za bardzo
być może za bardzo się skupiam
żeby nie przeoczyć sekundy
i żeby cisza nie zdominowała myśli

nie walczę z wiatrakami
realnie ogarnięty
moim jestem
i Twoim

czasami wyciągam rękę po więcej
i ponad wszystko
żeby objąć ramieniem

daleko do rycerskich kopii
brody i znamion doświadczenia

daleko do bycia kimś
- tego uzupełnienia szukam w Tobie


Honoré Daumier, Don Kichot

niedziela, 4 sierpnia 2013

Krótki list na "dzień dobry"

Potrzeba i chęć przychodzą ze środka, aby objąć całe moje zewnętrzne "ja", aby spoić rozerwane cząstki.
Wstaje dzień. Budzę się do życia po raz tysięczny. I to pragnienie buduję od nowa. Za każdym razem.
Opieram je na wizjach, na wspomnieniach. Opieram je na Tobie. Na relacji, na słowach i na gestach.
Kiedy mogę, wpatruję się długo i niebezpiecznie przesadnie. Najczęściej wtedy, gdy nie widzisz.
I najczęściej wtedy myślę o jutrze. Tym za kilka dni, a może jednak o tym trochę dalej.
I wtedy ciągle widzę Ciebie.

PS Nie musisz wstawać. Nie chcę, żebyś wychodziła.

niedziela, 28 lipca 2013

jestem i tak zostanę

widzę i mówię
gdy przeszkadza

nie nazywam dobrego
nad wyraz
ale chwalę według siebie
żeby docenić i pokazać
co ukryte
pod spojrzeniem
i białą bluzką

jestem obok
i tak zostanę
by nieść
by wznosić
i budzić do życia

lepiej nazwane zalety
niepokojem przykryte rysy
- wezmę je wszystkie
byleby były razem

środa, 17 lipca 2013

Bez warunku

dajesz dużo powodów
gdy dajesz siebie
i uśmiech na powitanie
gdy nasze ręce razem
gdy wzrok utkwiony
a słowa ciche

dajesz dużo powodów
bym się nie bał mówić
dajesz dużo powodów
bym się nie bał kochać
dajesz mi dużo powodów
samą sobą

i to wystarcza
bez warunku

wtorek, 9 lipca 2013

Na nasz wiek.

Przemyślenia.
Gdy stoję niby o krok do przodu i wciąż jednak o krok do tyłu. Uwikłany w sposób oceny. Znaczę więcej. Znaczę mniej. A może znaczę tyle samo?
Mam wiedzę, która jest ulotna. Mam siebie. Mam siebie, który nie jest pewny otoczenia. Mam siebie, który ma cele. Mam Kogoś. Chcę mieć Kogoś.
Ktoś. Kto doceni. Kto jest bliski.
Bliski. Blisko. Być najbliżej.
Mój. Moja. Nasza. Nasze sprawy.
Niech to będą nasze przemyślenia. Na nasz wiek. Na przyszłość. Naszą.

Wciąż więcej

chcę
wciąż więcej pragnę
a usta
spragnione gorąca
a usta spragnione mowy
czystej
jak nosicielka
tej prawdy

wciąż więcej i tylko więcej
a słowa utkane na nici
a słowa
zawieszone
jak dźwięk z kościelnej wieży

pozwól mówić
pozwól czuć
a kochać
nieulotnie

słowa
uczucie
wiersz

wciąż tylko
dla
Ciebie

środa, 3 lipca 2013

Taki dla Ciebie

mogę być tragarzem, jeśli zechcesz
złych myśli, obaw i strachu
i ciężkich książek w plecaku

mogę Cię zabrać i już nie wracać
mogę Cię zabrać ze sobą

na co dzień i w niepogodę
przynieść Ci różę
posprzątać

ale najbardziej
tak z wnętrza promienieć
ciepłem i życzliwym gestem
uściskiem i dobrym słowem

bo tak najbardziej
to po prostu być
po prostu być tak dla Ciebie

sobota, 29 czerwca 2013

Pod parasolem nocy

Jednego tylko pragnę każdego wieczoru
- ust się Twoich słodką nasycić skarbnicą!
Niech mi one będą źródłem nieskończonym,
bym się mógł napoić, bym się mógł zatracać!

Bym oczy zemdlone z miłości mógł widzieć,
bym się w nich rozpływał i topił, i gubił!
I ciało kochane, tak pięknie niewieście,
w objęciach swych zamknął i tulił, i pieścił!

Jednego tylko pragnę - być wciąż bliżej Ciebie,
gorącem Twym goreć, w zapachu się chować!

Ciebie tylko pragnę i Twojej rozkoszy
- lecz Tyś znów zakryta parasolem nocy.

piątek, 28 czerwca 2013

Kwiat.

za mało kwiatów
wciąż za mało ich sypię
pod Twe nogi

co tak niestrudzenie wystukują
rytm
marszu po zapomnianych rodzinnych ścieżkach
i serca
które nieporadnie próbuje dorównać Ci kroku

za mało kwiatów
i ich miękkich płatków
za poduszki w nocy Ci służy

- to weź chociaż te dwie nadwątlone sztuki
gdy jestem sam na cóż mi one

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Zapach uwolniony z kart

Pachnące karty
nad którymi zawieszam wzrok
przywołują obraz ich właścicielki:
pięknie filigranowej postaci
pochylonej nad tym samym zeszytem kilka chwil wcześniej

stąd ten zapach
i to roztargnienie
rozproszyło moją uwagę znad pięknie okrągłych znaków

od niej
wniósł się powiew tryumfu
i pachnie jak lekko muskające policzek powietrze
gdy stanie się o poranku na grani

a teraz ja ten zapach niepowtarzalnego piękna
uwalniam dłonią pod Jej nieobecność

niedziela, 23 czerwca 2013

Lekcja zakwitania

Rozkwitasz pąkiem białej róży
rozkwitasz tak co noc
co noc piękniejesz
słodko śpiąc
najsłodszym kwiatem swym

Rozkwitasz pąkiem srebrno-złotym
rozkwitasz tak co dzień
co dzień się stajesz
ja to wiem
pełniejsza w barwie swej

Ze złota lśniące płatki Twe
diamentem przyprószone listki
i blasku blask
zamknięte masz
co wieczór, gdy jest nasz

czwartek, 13 czerwca 2013

Niepełny nas wieczór

Co robisz
gdy cień się co wieczór wydłuża
i niespokojnej przesłanką jest nocy?
Uchylasz lekko drzwi do swej tajemnicy
a może zerkasz przez dziurkę od klucza?

Nie raz widziałem
wyobraźni okiem
jak się schylałaś
i spomiędzy szczebli
wyglądałaś na zewnątrz -
może zza tarasu ten znak wyczekany
skapnie niczym kropla
dając choć wytchnienie?

I dwa jasne punkty
słonecznego blasku
to na ścianie żółtej
czy w białej pościeli
mrugną znów uprzejmie
zalotnie i pięknie.

Skoczmy o poranku
ponad zimne pola
uszczknijmy nektaru
i rosy, i siebie

Co robisz
w pusty wieczór tlący się obrazkiem
półpustego łóżka
półtęsknych nas w sobie?

czwartek, 6 czerwca 2013

Pewna przypowieść

Gdy przeglądałem stare pamiętniki znalezione na zakurzonym strychu, wpadł mi w ręce podniszczony zeszyt z kilkoma opowiadaniami. Jedno z nich, będące krótką przypowieścią, urzekło mnie formą i ponadczasowym przesłaniem. Nie będę już dłużej przeciągał wstępu, tylko krótkim przemyśleniem zaznaczę, że gdy brakuje nam wiary w siebie i w swoje pozornie nieduże osiągnięcia, spójrzmy na ludzi, dla których coś znaczymy. Może się wtedy okazać, że to właśnie oni są wskaźnikiem naszej wartości...
Raz jeden nauczyciel wybrał ucznia. Nie był to wybór z przypadku - zarówno nauczyciel, jak i uczeń dokonali przemyślanej decyzji. Uczeń, choć niekiedy oporny w nauce, przyjmował wiele rad i mądrości, w zamian ofiarując swoje zaufanie i serce. Cieszył się, że wreszcie był ktoś, kto go rozumie, potrafi trafić do jego wnętrza i pokazać rzeczy, których wcześniej nikt inny pokazać nie umiał. Uczeń rósł w wiedzy i z każdym kolejnym dniem poznawał bardziej i siebie, i świat, w którym żył. Był szczęśliwy, że to właśnie jemu przypadło się uczyć od mistrza. Któregoś dnia nauczyciel podupadł na duchu. Choć w jego oczach nadal iskrzyło się życie, stwierdził, że cała wiedza, którą przekazał, nie jest wiele warta. Uczeń wiedział, że nauczyciel tym razem się myli. Widział to po sobie i po zmianach, których dzięki mistrzowi dokonał. Uczeń, widząc pogrążonego w smutku nauczyciela, tak do niego rzekł:
- Mistrzu, nigdy mnie nie zawiodłeś. Dałeś mi klucze do wcześniej nieznanych tajemnic. Dzięki tobie wiem, że coś znaczę. Jeśli zatem uważasz, że twoja wiedza na nic się zdała, jak wytłumaczysz to, że teraz w końcu jestem kimś? To dzięki tobie staję się człowiekiem. Jeśli czasami tracisz wiarę w siebie, wesprzyj się na moim ramieniu - ono dla ciebie zawsze służy pomocą.

Wiersz, który jest apelem

napisany, żeby obudzić
i żeby tym zarzewiem
który w sobie masz
rozpalić Ciebie

Niestrudzona
nadkładasz drogi by po kocich łbach
znów stawić czoła nierozstrzygniętym bitwom
Cierpliwa
czekasz na lepsze
i moje, i innych odwzorowanie szczęścia
Odważna
by sięgnąć po swoje
kalecząc delikatne dłonie
Mądra
dzielisz się życiem
prawdziwie je objaśniając
Dobra
dajesz tę radość
co stanąć na nogi pozwala
Masz w sobie ogień, co pobłyskuje w oczach.
Masz w sobie ogień, którym rozgrzewasz.
Masz w sobie miłość, której potrzebuję.

niedziela, 26 maja 2013

"Zielone światło na końcu przystani"

Stąpam po pomoście butwiejącego czasu ku lampce na drugim brzegu.

Lampa świeci dość jasno.

Idę nieostrożnie.
Potykam się o wystające gwoździe.
Nie patrzę pod nogi.
Biegnę.

Wokół unosi się lekka mgła.
Wilgocią orzeźwia skórę.
Poi zmysły.

Ta mała lampka na drugim brzegu.

Nieobecna.
Daleka.
Na wyciągnięcie ręki.
Bliska.
Chcę ją zdobyć na odległość czasu i przestrzeni.

Stąpam po pomoście, a u Ciebie przez całą noc pali się zawsze zielone światło na końcu przystani.

czwartek, 23 maja 2013

"Teraz jedno serce"

"Kiedyś byłem sam. Zanim odnalazłem cię, miałem serca pół." - ściszony blues melancholijnie płynął do moich uszu. Obróciłem się na plecy, żeby lepiej usłyszeć słowa piosenki Tadeusza Nalepy. Mimo otwartych oczu, nie widziałem nic, poza delikatnymi wzorami świecy tańczącymi dość niezgrabnie na suficie. Pokój zalała ciemność. Poczułem, jak od środka dobija się dawno nieobecny już u mnie strach. Niepewność zaczęła ściskać mój żołądek, przełyk, gardło. Tęsknota znowu usiadła na piersiach i zacisnęła ręce na tchawicy. W myślach zaczęły krążyć obrazy zabarwione węglowym, wilgotnym pyłem.
Statek zerwał cumy. Fale stawały się coraz wyższe, a wykonywana praca zdawała się nie przynosić efektów. Wzburzona woda dostawała się na pokład i z chciwością chciała zagarniać jego kolejne połacie, tak pieczołowicie niedawno czyszczonego.
Leżałem w bezruchu. Czekałem na to, co się wydarzy. Nie miałem do nikogo żalu. Może tylko do siebie. Teraz nie mogłem zrobić nic.
Szum wody wlewającej się na górny pokład robił się nie do zniesienia. Łajbą kołysało coraz mocniej.
- Jest gdzieś we mnie przeczucie - pomyślałem. - Głębokie przeczucie, że mam rację, a statek nie zatonie.
Oczami bez wyrazu nadal patrzyłem w ciemną pustkę przed sobą i słuchałem dogasających dźwięków utworu. "Teraz jedno serce bije w piersiach nam. Teraz jedno serce mamy ty i ja" zaśpiewała para wokalistów, perkusja odważnie dała o sobie znać, a drewniany obraz miłości kołysał się rytmicznie na długim łańcuszku...


niedziela, 19 maja 2013

Żeby mieć więcej poranków

Otwieram oczy.
Czarne, długie rzęsy chronią piękno zaklęte w hebanie.
Dłonią przenikam granicę połowy, której naruszać nie powinienem.
Czyste ciepło, naznaczone bezgłośnym oddechem, daje dowód życia.

Między zachodem słońca a dźwiękami porannego osiedla kilka razy otwieram oczy.
Kilka razy - żeby tych poranków mieć więcej.

sobota, 11 maja 2013

Zamknięty złym ranem

Ucichła monotonia oddechów i kropel
nocnym wybijana rytmem
ostygły poduszki i pościel, i dłonie
i światło znów straszy złym ranem

brak cieni na ścianach
co płomieniem świecy
nietrwale wyryte zostały

a zamiast dźwięków
nieskromnie śpiewanych
szum ulic myśli zagłusza

Zamknięty w swej klatce
betonem oblanej
zbyt często budzić się muszę
bez ciepłego słowa
i słodkiej radości
spijanych jak nektar z jej ust.



Byle do przodu

- Nic się nie dzieje bez przyczyny - powiedziałem, omiatając wzrokiem rozległą równinę. Słońce wzniesione wysoko nad horyzontem grzało niemiłosiernie. Chwilę wcześniej wyszliśmy z lasu i teraz zrobiło się naprawdę gorąco.
- Ale tych płotów to nie musiał nikt tutaj stawiać - przecież to tylko łąki. - Stwierdziła, wzruszając ramionami. W jej oczach pojawiła się lekka konsternacja.
- Widocznie był w tym jakiś cel, żeby poprzedzielać tę ziemię. Nikt by nie grodził, gdyby nie musiał. - odpowiedziałem. Staliśmy teraz obok siebie i patrzyliśmy gdzieś bez celu. Wydawać by się mogło, że zwracamy się w jednym, ściśle określonym kierunku, że gdzieś w oddali jest punkt, który przyciągnął nasz wzrok, ale nie znaliśmy swoich myśli, ani tak naprawdę nikt z nas nie widział, na co patrzy druga osoba.
- Uważam, że czasami niepotrzebnie jakieś bariery się stawia. Zamiast dzielić, można byłoby to wszystko uprościć - stwierdziła dość zagadkowo.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytałem i spojrzałem na nią badawczym wzrokiem.
- Żeby się nie ograniczać do ściśle określonych zasad. Wszystko jest zbyt elastyczne, żeby nadać temu jakiś konkretny kształt. I nie mówię w tej chwili o tym, co mamy przed sobą - wskazała od niechcenia dłonią teren przed nami i obróciła się w moją stronę.
- No to się domyślam... Czasami jednak samemu niechcący stawia się jakieś płoty. Ważne tylko, żeby w odpowiednim czasie je rozebrać. Eh... - westchnąłem. Zawsze to robiłem, gdy czułem się bezsilny i nie wiedziałem, co powiedzieć.
- Właśnie. Może jednak nie będzie tak źle - skwitowała życzliwym uśmiechem i oparła jedną nogę na drewnianym ogrodzeniu. W tym samym momencie zacząłem się przedzierać na drugą stronę niewysokiego płotu.


środa, 8 maja 2013

Nie pamiętam

Każdego dnia
wymazuję jak gumką
z pamięci
jakieś słowo
głęboko zakorzenione

na oznaczenie
kogoś
czegoś
brak miejsca w pamięci

Kiedyś może ktoś zapyta.
A ja nie odpowiem.
Bo nie pamiętam.

piątek, 3 maja 2013

Blisko

nas
kryją się nasze myśli
a ciepło ogrzewa nasze ciała

jest
niepowtarzalne
zamknięte między oddechami
między nami

między dziś i jutro
połóżmy się blisko
bliżej niż zwykle
a wtedy wszystkim
będzie nasze blisko

Majowa jutrzenka

w żółciejącym świetle dnia
w złotej poświacie
dajesz mi siebie

a ja zgarniam dłonią okruchy
tego
co było
żeby się uwolnić

i się uwalniam

o poranku
gdy delikatne światło budzi nasze zmysły
budzisz mnie cichym
Dzień dobry

dzień
tydzień
miesiąc
...

mogłabyś mówić
a ja się będę rozkoszował

nie tylko słowem
nie tylko o poranku
nie tylko w świetle

środa, 24 kwietnia 2013

Nie bać się o jutro

usiąść na betonowym murku
i nogi opuścić ku zielonej wodzie
gdzie pijawki się snują bezwiednie

spojrzeć na czerwone słońce
to znów ponad parkiem
wzrok przesunąć ku białej tarczy księżyca

poszukiwanie szczęścia mógłbym zakończyć na wieczorze
i zimnym powietrzu, i drzewach tracących kolory

Ale ja swoje myśli kieruję nieco dalej -
tam, gdzie ten jasny księżyc komuś spać nie pozwala,
ku pełni
pięknego szczęścia
zamkniętego malowniczymi uliczkami

może znów ktoś przemknął po brukowanej jezdni
może znów słychać psa
a dzieci zbierają rozbite rowery

wraz z zapadającą
w naszych pamięciach
nocą
obracasz się w pościeli
szukasz swojego miejsca
by rano na nowo
po kilku niepewnych ruchach
oczarować

sobota, 20 kwietnia 2013

Przytul(m)nie

otoczę ciepłym ramieniem
ciało
nadwątlone zimnym powietrzem, które wdarło się pod kurtkę
tę, która od początku chronić miała przed zimnem

wybierz dłoń
tę, spośród milionów istnień
która z mozołem ogrzewa przestrzeń
i drewnem, i węglem
w starych, zmurszałych murach

jak ten nieruchomy płomień świecy
ogrzewa skórę bladym światłem
mieni się na falującej tafli wody
przenika gorącem

przenikliwie
- niech zmieni się w
przenikające

zimno
- w
ciepło

a ja
otoczę ramieniem
by było
przytulnie

piątek, 19 kwietnia 2013

środa, 10 kwietnia 2013

Myśli bardziej bezpośrednie

Środowe przedpołudnie to dobry czas.
Kilkanaście minut po jedenastej postanowiłem być nieco bardziej bezpośredni.
I choć dzień zaczął się mgliście (chyba nie przez przypadek), ja od tej szarości uciekam
- myślami, co krążą

nad pięknem, które tego piękna zbyt często się wyrzeka
nad delikatną rysą w delikatnej formie zamkniętą
nad słodkim słowem, co ze słodkich ust ulatuje
nad ciepłym oddechem, co z ciepłego ciała pochodzi
nad miękkością włosów, która miękkość pościeli przebija
nad nieskazitelną linią powabem kobiecym nakreśloną
nad uśmiechem warg przygryzionych
nad błyskiem triumfujących oczu
nad Jej blaskiem

niezaprzeczalnym, tak głęboko w myślach moich zakorzenionym
nie tylko w to środowe przedpołudnie
nie tylko dziś
Ale ona o tym wie.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Ponumerowani

Widziałem dziś tłumy ludzi w garniturach niosących ponumerowane teczki innym ludziom w garniturach.
Nadaliśmy sobie numery: najpierw numery w dzienniku, później indeksów, żeby skończyć jako numer teczki z dokumentami w firmie. Dobrze, jeśli w tej teczce nie będzie wyłącznie naszego listu motywacyjnego i CV. Ktoś bowiem zręcznie wyliczył, że bycie numerem ułatwia kontakty międzyludzkie.
"Nie znam cię jako człowieka, ale jako numer - bezimienny i bezpłciowy. Nie znam cię. Nie muszę się martwić o ciebie, o twoją rodzinę. Nie interesuje mnie to. Interesują mnie za to przychody i to, ile dzięki tobie zarobię." - taki tekst powinien znajdować się pod każdą umową o pracę. Byłoby uczciwie. A jeśli nie uczciwie, to trochę bardziej sprawiedliwie. Ale jak wiadomo, na nią nie ma co liczyć, a na pewno nie wtedy, gdy chodzi o pieniądze.
Widziałem dziś tłumy ludzi w garniturach rozmawiających z innymi ludźmi w garniturach na temat kilkunastu ofert pracy w kilku branżach. Chyba tu nie pasuję. To wszystko.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

W parku

drzewa widziały
wielu ludzi
ich spojrzenia
uśmiechy
łzy

widziały
wielu biegaczy
ciągnących w ociężałych krokach zmęczenie
samotnych starców
z siatkami okupionymi złymi wyborami

widziały
wiele dzieci
ich matki bez błysku w oku
i ojców z rękami w kieszeni

widziały tych
którzy niegdyś w podskokach tryumfu
powłóczą nogami po śliskiej powierzchni swoich marzeń

to się już zdarzyło
te pocałunki
dotknięcia
słowa
uczucia
wylane w agonii cichych kropel
bezszelestnie rozrzuconych pośród bezlistnych drzew

w tym parku
drzewa widziały wiele
wszystko
poza miłością

niedziela, 31 marca 2013

Nierozwiązany worek słów

Zasypiasz na boku, a u Twoich nóg
kładę worek -
nierozwiązany worek słów.

Jest lekki
i delikatnym ruchem strącasz go
między łóżko a ścianę.

Płócienny, porządnie wykonany,
chroni to,
czego nie mam odwagi mówić.

Trochę brakującego uczucia.
Trochę brakujących zdań.
Zakończenia.

Czasami się budzisz
i wpatrujesz w ten szary przedmiot
niepowodzeń,
zmartwień,
rozczarowań.

A ciemność wokół nie pozwala zauważyć kilku znaczeń.
A cisza - usłyszeć kilku ważnych słów.

piątek, 29 marca 2013

Wczoraj a dziś

Eugeniusz Bodo w polskim, przedwojenny filmie "Piętro wyżej" śpiewał niejedną piosenkę, ale ta, którą można odsłuchać, a samą sytuację z filmu zobaczyć w obiekcie powyżej, jest istotniejsza nie tyle z racji samej fabuły, co z racji jej uniwersalnego znaczenia. Filmowy Henryk Pączek, spiker radiowy cieszący się uznaniem wielu ważnych osobistości a w szczególności kobiet, śpiewa o swojej jakże wygodnej sytuacji życiowej, o braku zmartwień i o tym, że dzięki temu może korzystać z życia. Przedstawia siebie nie jako kogoś niezwykłego: "Gdy ktoś, jak ja, posadę dobrą ma i młody jest, i ogień ma we krwi." Wskazuje tym samym na to, że każdy, kto jest w podobnej sytuacji do niego, zachowuje się podobnie, jakby chciał swoje postępowanie usprawiedliwić. Ale czy słusznie i czy ma do tego prawo? Jak widać po reakcji młodej kobiety, która słucha tego solowego popisu muzycznego, każde usprawiedliwianie się byłoby nie na miejscu. Bohater o tym wie i pewny siebie spogląda na nią, zalotnie do niej mruga i kontynuuje wcześniej podjęty wątek: "Ten wciąż co dnia używa, gdzie się da i trzyma się zasady, która brzmi". Okazuje się, że Henryk nie jest człowiekiem bez zasad. Brawo! Mężczyźni z zasadami są lepiej postrzegani w oczach kobiet. Świadczy to bowiem o ich utrwalonym światopoglądzie, stałości i odpowiedzialności. "No, to w takim razie posłuchajmy tych pańskich taśm prawdy" powiedziałby Janis z Testosteronu. No to słuchamy, jaką zasadę ma Henryk Pączek: "Jeżeli kochać to dzień lub dwa, bo człowiek wtedy przyjemność ma, gdy dzisiaj ta, a jutro ta. Co dziś użyję, to wiem, ze mam, co dziś wypiję, to wiem, że sam - należy brać, brać, co się da." Zdawałoby się, że ta zasada nie byłaby dobrze widziana w oczach kobiety, która szuka stabilizacji w życiu. A któż powiedział, że ona szuka stabilizacji? Elegancko zdejmuje płaszcz, uśmiecha się szeroko, eksponując piękne zęby i słucha dalej Henryka, który wskazuje na powód takiego działania (czyli jednak trochę się usprawiedliwia - pewnie żeby nie wyjść na zbyt gruboskórnego): "Za parę lat, kto wie, co spotka jeszcze mnie, więc póki czas korzystam z życia. Co będzie jutro, nie moja rzecz, nie patrzę naprzód, nie patrzę wstecz i jedno wiem (...) - żyję dzisiejszym dniem. Dziś (...) - to mi zaprząta myśl." Czyli jednak znalazł usprawiedliwienie - nieznana przyszłość. Gdyby przyszłość była znana, straciłaby swój nieszczególny urok - niewiedzę o niej. Henryk o tym wie, dlatego nie marnuje ani chwili, żeby brać z życia, ile tylko można. Czy myśli tylko o przyjemnościach cielesnych, a uczucia zostawia z boku? Nie do końca, bo przecież przez jeden dzień lub dwa kocha. Tak przynajmniej śpiewa i, kto wie, może też dlatego, żeby dać słuchającej go kobiecie nadzieję na odrobinę uczucia w "używaniu". Bo, jak się później okazuje, ta młoda dama kierowane do niej słowa traktuje dość poważnie. Henryk oczywiście poniewczasie reflektuje się i dostrzega płytkość jego zasady i postępowań, które z niej wynikały. Po przemianie siada znów za fortepianem i śpiewa nieco inną już wersję.
Na czym polega ta zmiana? Nie jest to skomplikowana zagadka. Raczej należy do tych prostych. Henryk zauważa, że do jego serca najzwyczajniej w świecie "ktoś się wkradł". I choć "przez dwadzieścia parę lat" wiedział, czego chce, teraz z nim jest źle i "nie wie, czego chce". Tym samym "zaczyna marzyć, zaczyna śnić". O czym? "Że bez tej jednej nie może żyć." No proszę - nasz chojrak się zakochał. A tak chwalił swój stan swobody i wolności, który dawał mu brak wiedzy o tym, co przyniesie jutro. Teraz jedno, co jest dla niego pewne i co powoduje, że jest "pierwszy raz szczęśliwy" (pokazuje zatem, że wcześniej, pomimo korzystania z życia, szczęśliwy nie był, bo czuł się samotny) to ta, z którą chce być. Nadal "nie patrzy naprzód, nie patrzy wstecz", ale jest to spowodowane tylko i wyłącznie chęcią realizowania się w danym momencie życia z tą jedną kobietą i dodatkowo, co później podkreśla, wie, że zdobyła jego serce, a co za tym idzie, jest gotów być z nią "do ostatniego dnia". Ona jest teraz celem jego życia.
Czy to tylko puste wyznanie w lirycznej piosence? Czy może rzeczywista przemiana bohatera? Choć to banalna historia miłosna przedstawiona w filmie, zdaje się, że może mieć odzwierciedlenie w prawdziwym życiu (stąd ta uniwersalność, o której wspomniałem). Jeśli chcemy zmiany na lepsze, bo wiemy, że ktoś tej zmiany jest wart, to dlaczego by jej nie zrealizować? Tym bardziej, gdy dzięki komuś swoje często niedostrzegane wady możemy w końcu ujrzeć. Czy ponosimy jakąś cenę? Czy nie gubimy jakiejś cząstki siebie? Tutaj trzeba uważać, bo łatwo wpaść w wir idealizowania, a to już wprowadza szkodliwy pierwiastek sztuczności. Czy jest zatem gotowa recepta, żeby nie przesadzić i żeby, pozostając sobą, zmienić tylko to, co niekorzystne? Nie wydaje mi się. Ale wiem, że warto się czasem nad tym zastanowić. I znalezienia tego "złotego środka" sobie i Wam życzę.

środa, 27 marca 2013

Usta

Słyszę cichy głos.
Lekki szept docierający do mojego ucha.
Czuję powietrze.

Jest ciepłe.
Łaskocze.
Bardzo przyjemnie.

Podgrzewasz moją duszę.
Rozrywasz serce.
A ja wciąż nie wiem, jak to robisz.

niedziela, 24 marca 2013

Normalne odczucie siebie

Uciekam do normalności. Do stanu, w którym nikt mnie nie pyta: Kiedy? Po co? Jak? To miejsce, gdzie mogę czuć się sobą. Nie zdarza się to często, nie zdarzało, ale jest możliwe - bo to przeżyłem. Jeszcze tym pachnę. I gdzieś spod koszulki wydobywa się słodki aromat czyjegoś ciała i czyjegoś miejsca. I podejście jest zdroworozsądkowe. Podobno nie zawsze. Ale ja czułem się dobrze, bo u mnie tego czasami brakuje. W moich czterech kątach czasami czuję się dziwnie atakowany. Słowami. Przede wszystkim słowami i ideami. Jakby na siłę jakiś totalitaryzm chciał zepchnąć mnie na boczny tor. A ja tu czuję się dobrze. No właśnie... Nie tu - tam.

środa, 20 marca 2013

z Tobą

Lepiej mi Tobą gdzieś na tamtej górze,
choć wcale nie tak wysoka.

Lepiej też w parku i na ulicy,
i w domu, i w samochodzie.

Lepiej mi z Tobą nawet, gdy milczysz,
i gdy ja milczę przy Tobie.

Lepiej jest z Tobą na jesień i w zimie,
choć chłód nam zagląda do okien.

Lepiej na wiosnę, co źle się zaczęła,
i latem, którego nie znamy.

Lepiej mi z Tobą w najciemniejszym lochu,
niż samemu w jasnej pościeli.

Lepiej mi z Tobą gdzieś na końcu świata
i z Tobą w zatłoczonym sklepie.

Z Tobą mi lepiej, to wiem i tak czuję,
choć czasem wypowiem złe słowo.
Bo wolę już skargi Twej przyjąć zapowiedź,
niż gnuśnieć bez Ciebie w niewoli.

Dla O. na dzień taki jak dziś

spod palców znakami zbyt szybko rwanymi
pieśń smutna płynąć zaczyna
i smętnym nurtem tych chwil ostatnich
nabrzmiałe powieki rozkrusza

znów spadnie kropla, znów dreszcz uderzy
w już przestraszone me ciało
skostniałe dłonie, twarz bez wyrazu
ból silny obudzi w skroni

to słowa ulotne krąg zatoczyły
i znowu wpadają w uszy
a pisane słowa spod szklistego oka
rozmyją się wraz w pierwszym hukiem

salwy z dwóch serc krzyżowego ognia
co goreje w nas nieugaszony
i chcę Ciebie unieść, byś Ty mnie poniosła
w tej wojnie dusz obumarłych

piątek, 15 marca 2013

22 - 23

Usiadłem przy stoliku na wiklinowym krześle. W kawiarni.
To ta kawiarnia przy ulicy wyłożonej brukiem.
To ta kawiarnia, z której zabrali nam kanapę. Kanapę z dwudziestego drugiego grudnia.

Usiadłem przy stoliku wpatrzony w to miejsce, z którego Ty patrzyłaś.
Swoimi szklistymi oczami.
A ja widziałem w nich trochę więcej.

Usiadłem, a wcześniej pomogłem zdjąć kurtkę.
Choć nigdy tego nie chciałaś.

Pewnie brakuje mi taktu.
I później milczę jak zaklęty.

I brakuje mi czasu.
I czasów, gdy po dwudziestej trzeciej widziałem czerwone światła niknące w zielonej poświacie.

środa, 13 marca 2013

Gdy nie widzę. Gdy nie rozmawiam.

Wieczorami jest najgorzej. Najgorzej się czuję i najtrudniej skupić się na pracy. Do tego dochodzi zmęczenie. Najchętniej położyłbym się spać. Zatem kładę się do łóżka. Nakrywam się kołdrą i próbuję zasnąć. W pokoju jest dość ciepło. Nie powinno być problemów z zaśnięciem. Zamykam oczy. Próbuję uspokoić oddech. Próbuję uspokoić bicie serca. Ale bezskutecznie. Siadam na łóżku. Opieram się o boazerię, którą pokryta jest ściana. I myślę. Myślami wybiegam daleko. Jakieś piętnaście kilometrów. Może trochę więcej. I czuję, jak mi coś ściska gardło. Czuję, jakby mi ktoś na klatce piersiowej postawił wiadro z gorącą wodą. Albo coś. Bo to raczej coś mnie dusi.
To tęsknota.

wtorek, 12 marca 2013

[W ostatniej zwrotce jest puenta.]

I chłód pokrzyżował znów plany.
Jęknąłem cicho.
Tak, że różowa, chłodem naznaczona dłoń lekko się zatrzęsła.
To z emocji. Albo ze strachu.
Wszystko jedno.

A nie, właśnie nie jest wszystko jedno.
Słyszałem opinię niezależnego eksperta.
I on twierdził, że trzeba mieć swoje zdanie.
To całkiem niezły pomysł.
Mieć swoje zdanie.
Na każdy temat.

A ja mam swoje zdanie na każdą chwilę.
Może nie od razu.
Czasami mogę coś palnąć.

(Z dwururki, ze starej śrutówki,
ustrzeliłem kiedyś zająca.
Wił się jak zaskroniec.
I syczał zjadliwym głosem.)

Bardzo dobrze spędza mi się z Panią czas.
Ja to Pani powtarzałem wielokrotnie.
I ja Panią bardzo cenię.
To tak na przyszłość i na teraz.
Zdania dobrze wyważone.

sobota, 9 marca 2013

Porządki

Otworzyły się drzwi do mieszkania i stanęła w nich mama. Jak zwykle weszła dość energicznie, mimo rąk zajętych ciężkimi zakupami. Przeważały w nich produkty spożywcze, ale ciężaru nadawały głównie warzywa. Jak zwykle, nie mówiąc o tym nikomu, do sklepu wyszła dość wcześnie, żeby później móc wypomnieć facetom siedzącym w domu, że "sama musi nosić te ciężary". Ale dziś było inaczej. Wróciła, rzuciła okiem do mojego pokoju, zaniosła siatki z zakupami do kuchni, po czym zapytała:
- Wyprowadzasz się?
- Nie, dlaczego? - zapytałem.
- Bo szafa otwarta, sterta ubrań na łóżku, więc może się pakujesz?
- Nie, porządki robię, to wszystko - odpowiedziałem. To wszystko - taka była prawda. Robiłem porządki w szafie.
W człowieku tkwi odwieczna chęć posiadania. I u mnie bywa podobnie, choć ostatnio trochę działam, żeby w tym zgubnym nawyku się ograniczać. Nie inaczej było dzisiejszego przedpołudnia. Wstałem, otworzyłem szafę i zacząłem wyciągać ubrania, w których już długi czas nie chodziłem. I przyszło mi to z łatwością. Bez problemu ułożyłem sporą stertę.
W swoim życiu, na różne okazje dostajemy rzeczy, które albo się przydadzą i je wykorzystamy bądź zużyjemy, albo ciśniemy w kąt, aby po niedługim czasie po prostu o nich zapomnieć. Przypisujemy im różne znaczenie i gdy nawet brakuje miejsca na półce czy w regale, nie wyrzucimy ich, bo mają dla nas jakąś wartość. Jakiś czas temu odbyłem dość pouczającą, jak widać, rozmowę na temat sentymentu do przedmiotów. Zadałem wtedy pytanie: co zatem robić z rzeczami, które są dla nas w jakiś sposób ważne? Odpowiedź była konkretna: jeśli chodzi o przeprowadzki, nie ma mowy o sentymentach. Wtedy sobie zdałem sprawę, że nadawana przez nas wartość rzeczom materialnym jest tak naprawdę tylko pozorna.
Warto zatem czasami zajrzeć do dawno nieotwieranych szaf i niewysuwanych szuflad i się zastanowić, czy mamy miejsce na kolejne rzeczy, czy potrzebujemy te, które mamy i czy naprawdę to wszystko, czym się otaczamy, jest niezbędne. Może wtedy się okazać, że wśród "skarbów" są tak naprawdę tylko śmieci, a dawno nienoszona koszulka wygląda jak nowa.

piątek, 8 marca 2013

Obrazek namalowany konturem twarzy

Obrazek namalowany konturem twarzy wygląda dość niepozornie.
Ma jednak w swojej objętości pełnię kształtu.
Ja tę pełnię widziałem nieraz. A czasami spojrzę w nocne niebo.
Na księżyc.
A tam z prawej to gwiazdozbiór. Nie będę powtarzał, przecież wiesz, jaki.

Widziany w kuchni.
Lekko spuszczona głowa schowana w ciemnych włosach.
Widziany w pokoju.
Wesołe, lśniące oczy ozdobne w długie rzęsy.
Widziany na ulicy.
Widziany w kawiarni.

Ja mógłbym tak bez końca się wpatrywać.
Widzisz to kątem oka. Stąd uśmiech.
Na ten obrazek.
Na ten obrazek namalowany konturem piękna.

piątek, 1 marca 2013

W drodze na K.

Odsłaniam żaluzję
dawnych niepowodzeń
by spojrzeć w okno
przykurzone zimowym oczekiwaniem

otwieram je
i czuję ten przypływ
powietrza
głosu -
Twojego głosu

wybiegam przez drzwi
otwarte naszym wołaniem
wprost na wschodzącą
oziminę
ulicę P.
i jej kostkę brukową
pomalowaną topniejącym śniegiem

niesiesz jak zwykle
torebkę na prawym ramieniu
z uśmiechem
który dajesz mi przy pierwszym pocałunku

przy pierwszym promieniu marcowego słońca
dajesz mi radość

sobota, 23 lutego 2013

Sonet o nocnym kwiecie

Zamykam kluczem drzwi wieczorem,
zostawiam za sobą chłód,
co przenikliwie pachnie morem,
co serce zamienia w lód.

Jeszcze ogrzeję się w ogniu świecy,
co rzuca na biurko cień.
Odsłonię powoli Twoje plecy,
by ujrzeć lśnienie lśnień.

Rozkwitłaś wyrwana z puchu
myślą ciepłą zbudzona
i w lekkim świetlistym ruchu
odsłoniłaś ramiona.

O, kwiecie nocnego tchnienia
dajesz mi owoc spełnienia!

wtorek, 5 lutego 2013

Zegarek

Zdejmę zegarek,
który z maniery na lewej noszę ręce
- trochę za ciasno nadgarstek trzyma
chłodem ściskając palce.

Zdejmę zegarek i go położę
na szafce albo na stole
- nie chcę, by cieniem swoim bezwstydnym
przyspieszał biegu godziny.

Zanim coś powiem, dwa razy wspomnę,
by nie uszczuplić nam tego,
co skrzętnie zbierane miało być skarbem
- niech zatem takim zostanie.

Zanim rozłożę drugą połowę,
białą ją snując pościelą,
raz jeszcze jeden zapytam siebie
- czy w tym dziś tkwimy już razem.

Młodości czar i serce wzburzone
czasem nakręca sprężynę,
więc trzymaj mnie krótko, trzymaj mnie silnie,
bym nie pękł, niszcząc mechanizm.


Salvador Dali, Premature Ossification of a Railway Station, 1930

niedziela, 27 stycznia 2013

Sweter

Sypnęło śniegiem
już dość dawno
i chłodem zawiało,
i teraz nawet drzwi zamykają się z łatwością.

Okno otwieram bez słów i bez emocji,
wpuszczając do środka nieco ożywczej zimy:
takiej spokojnej i cichej
i wypieki na twarzy widoczne

co mi powiesz milczeniem
i milcząc zapowiesz
wizytę niespodziewaną
której czekam
wypatrując cienia za oknem

nie siedzę z założonymi rękami
to je rozkładam, by witać
to znów składam...

Nawet adres na karteczce zapisałem,
spójrz, powinno się zgadzać
trochę niewyraźnie,
ale drogę znam na pamięć

to nic, że sypnęło śniegiem
że zasypało ślady
że chłód zawitał w nasze progi

- pod naszym swetrem zawsze znajdzie się ciepło

środa, 23 stycznia 2013

Ewakuacja z czasów nieokreślonych

A jednak obudziłem się. Choć wcale nie zasypiałem. Bo na pewno nie zasypiałem snem naturalnym. Oczy otworzyłem o godzinie 5:05. Tak mam wpisane w karcie. Za oknem było ciemno, zegarka ściennego nie widziałem. Zauważyłem jednak przerażone oczy pielęgniarki wpatrzone w moją twarz albo raczej w to, czym moja twarz była teraz.
O godzinie ósmej przyszedł lekarz nadzorujący. Sprawdził podstawowe odruchy i kazał czekać. W międzyczasie przechodzili inni lekarze i spoglądali na mnie badawczo. Zastanawiałem się, czy tak naprawdę źle wyglądam, czy robili to z przyzwyczajenia, mając w głowie myśl "Ciekawe, kogo tym razem przywieźli...", czy robili to z życzliwości. Jednak w ich oczach nie widziałem współczucia. Coś bardziej jakby odrazę. Było zatem jasne, że szpitalne plotki szybko się rozchodzą. Myślałem, że tylko wśród kadry, ale myliłem się.
Po dziewiątej spróbowałem wstać z materaca w metalowej ramie. Spróbowałem raz i okazało się, że to o jedną próbę za dużo. Zwymiotowałem żółcią. Do pokoju, w którym leżałem zaglądało coraz więcej osób. Patrzyli na mnie, jakby nie dowierzali.
Godzina dziesiąta. Próbuję wstać po raz drugi. Tym razem unoszę swój tułów. Siedzę wyprostowany i czuję, jak krew zaczyna pulsować w głowie. Jedno uderzenie serca, drugie, trzecie... Za każdym razem rozrywa mi skronie. Nie wytrzymuję. Wymiotuję po raz drugi. Tym razem nie wiem już czym.
Obudziłem się o 5:05 i od razu wiedziałem, że moja ucieczka donikąd się nie powiodła. Zobaczyłem brudne ściany izby przyjęć, ludzką twarz i poczułem nieprzyjemny zapach ludzkiego potu, śliny i wymiocin. Moje oczy widziały znów ten sam świat, mój nos wdychał wciąż to samo powietrze, a skóra czuła chłód wiosennego poranka.
- No to chyba coś mnie tu jeszcze czeka - pomyślałem.

środa, 9 stycznia 2013

Czytam, bo...

Gdybym mógł czytać wyłącznie dla siebie, byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Uznałbym to za moje zdanie, ale na pewno tak samo myślało już wielu przede mną i myśli wielu teraz. Gdybym mógł czytać to, na co mam ochotę, to, co jest w kręgu moich zainteresowań, to, co polecił mi ktoś do przeczytania i mnie tym zainteresował, gdybym wreszcie mógł czytać coś, na co z pełnym oddaniem przeznaczam swój cenny czas, naprawdę byłbym szczęśliwy. Na tym polu doświadczeń rodzi się jednak frustracja, bo czytając coś, na co mam ochotę, zaniedbuję tym samym sprawy uczelni, wymagającej ode mnie studiowania książek, które, owszem, interesującymi można nazwać, ale na pewno nie wszystkie znajdują się w zbiorze książek z etykietą „Te, które chcę przeczytać”. Wyłoniły się zatem pierwsze przyczyny czytania: chęć wypływająca ze mnie i konieczność, jak widać, bardzo często stojące po dwóch stronach frontu.
Gdybym nie czytał książek, byłbym głupcem. I to nie tylko w kwestii samokształcenia, gdyż wiele z nich pisanych jest właśnie w celu przekazania czytelnikowi informacji o otaczającym go świecie, ale głupota we mnie będąca wynikałaby z ubogiego życia wewnętrznego, nie raz przecież ubogacanego poprzez poznawanie przeżyć bohaterów literackich, i z wszechobecnego braku formy mojej osobowości. Osobowości kreowanej także językiem, którego używam, a który pozbawiony gotowych wzorców czerpanych podświadomie wprost z najróżniejszych utworów, byłby marnym narzędziem w budowaniu mojej osoby. Ważne jest dla mnie i to, co mówię, i to, co piszę, bowiem tworzy to mój wizerunek w społeczeństwie. Bez bogatego języka, bez form różnorodności przyjąłbym i ja obraz nieszczególny. Czytam, jak widać, z chęci zdobywania wiedzy i z chęci budowania i kreowania wyróżniającego się siebie.
Gdybym nie czytał, nie miałbym nic do powiedzenia. Często słychać, gdy ktoś, mówiąc, że czytał coś lub o czymś, wzbudza zainteresowanie innych. Nie chodzi o to, żeby zbierać wokół siebie tłumy, ale mając wiedzę na jakiś temat, wiedząc, coś, czego inni nie wiedzą, możemy wzbudzić zainteresowanie swoją osobą, wyróżnić się wśród tłumu i zaprezentować postawę człowieka ciekawego świata, a takich ludzi jest coraz mniej, więc stają się przez to bardziej wartościowi. Trzeba być jednak ostrożnym, bo to, co jednych zachęca innych może skutecznie od nas odstraszyć. No cóż, nie da się wszystkim dogodzić, jednak i tak z całą stanowczością twierdzę, że czytam, bo chcę mieć coś do powiedzenia.
Gdybym nie czytał, nie miałbym swojego zdania, a warto je mieć. Bez niego łatwo ulec pokusie bezkrytycznego słuchania populistycznych haseł głoszonych przez ludzi, którzy tak naprawdę nie wiedzą, o czym mówią. Bez dociekania i interesowania się tym, co dzieje się wokół nas, łatwo stać się pustym naczyniem, które inni mogą wypełnić swoimi treściami. Niekoniecznie wartościowymi. A stąd już tylko malutki krok ku temu, by stać się marionetką, nieznaczącym trybikiem w skomercjalizowanym świecie, w którym człowiek jako jednostka przestaje się liczyć. I choć niełatwo o obiektywizm w odbieranych informacjach, czytam, bo chcę mieć swoje zdanie.
Gdybym nie czytał, już dawno poległbym w trudach życia. Józef Czechowicz napisał „Kto czyta – żyje wielokrotnie” i nie mogę się z tym nie zgodzić. Choć otaczający mnie świat nie zniknie z dnia na dzień, choć problemy i troski z nim związane a mnie dotyczące same się nie rozwiążą, pochłonięcie się w lekturze ułatwia mi przeżywanie dni, które tchną egzystencjalną pustką i bezsensem działania. Wchodząc jakby w drugie życie, wkraczając w kolejny, równoległy świat, w którym staję twarzą w twarz z bohaterami, zapominam o nieidealnej rzeczywistości i daję się ponieść wydarzeniom, które choć mnie nie dotykają, stanowią dla mnie dobrą ochronną otoczkę. Czytam, bo chcę przeżyć.
Gdybym nie czytał, nie mógłbym istnieć w dzisiejszym społeczeństwie. Nie twierdzę, że ono podoba mi się, że akceptuję wszystkie jego zachcianki i integruję się z nim bezgranicznie, ale przez komunikaty językowe wymaga ode mnie interakcji. Bez ich czytania i rozumienia, groziłoby mi wykluczenie. Czytam, bo chcę współdziałać z innymi.
Mając wypisanych wyżej kilka argumentów wskazujących na przyczyny czytania, zastanawiam się, czy można byłoby jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie „Dlaczego czytam?”. Można. Odpowiedź klaruje się sama: czytam, bo chcę.

wtorek, 8 stycznia 2013

po dwóch stronach

pod palcami uginają się plastikowe przyciski
wystukując niezgrabny rytm
zdań do Ciebie

chłodna podłoga wyciąga ze stóp
ciepło dzisiejszego dnia
zbierane skrzętnie od ciemnego poranku do nocy

oczy wysuszone nieprzerywaniem
pragną chwili spokoju pod powiekami
tak jak ja pragnę spokoju
pod Twoim oddechem

niewypowiedziane słowa tracą słodycz
a ciało się zapada
licząc na spotkanie w ostatniej sekundzie

coraz trudniej pisać
znając jak nigdy tę bliskość
coraz trudniej nie patrzeć
znając jak nigdy Twe oczy

przed Tobą
wyświetlają się nowe ciągi znaków
niezgrabnie połączone w zwroty, zdania i wiersze

sobota, 5 stycznia 2013

za drzwiami

guziki
koraliki
urwane
myśli
i oddechy

odciśnięte
dłonie
ciała
i słowa
w pamięci

wciąż
bliżej

by poczuć
by usłyszeć
by być