łatwiej, gdy jestem w domu
i nieco lżej, gdy nikogo
kto ukruszy
nadwątlone ramię
uciekam wtedy do siebie
bez przymusu i w złości
że znów zepsuł ktoś
kto się stara
być może nie znaczę zbyt wiele
i pośród setek linijek
nic więcej poza znakami
co bez znaczenia
milczę
za oknem krzyk dzieci
i wiatr co łamie topole
czekające na nieco więcej słońca
i ja zaczekam
sobota, 31 maja 2014
piątek, 30 maja 2014
Ciepło, którym nie potrafię się dzielić
w ciemnym korytarzu spoglądam na drewniane schody
zza uchylonych drzwi dobiega dźwięk telewizora
skrzypi fotel
szum wentylatora
preludium
nasłuchuję cichych kroków
zbliżających się jako jedne z ostatnich
czekam na pierwsze spojrzenie
i zdanie
gdy wreszcie podniosę głowę
nieprzytomnie wieczornym wzrokiem
zapytam
jak było
by po raz kolejny
się przekonać
w ciemniejącym dniu chłodny wiatr oziębia dłonie
a ja wciąż
trzymam w sobie ciepło
którym nie potrafię się dzielić
zza uchylonych drzwi dobiega dźwięk telewizora
skrzypi fotel
szum wentylatora
preludium
nasłuchuję cichych kroków
zbliżających się jako jedne z ostatnich
czekam na pierwsze spojrzenie
i zdanie
gdy wreszcie podniosę głowę
nieprzytomnie wieczornym wzrokiem
zapytam
jak było
by po raz kolejny
się przekonać
w ciemniejącym dniu chłodny wiatr oziębia dłonie
a ja wciąż
trzymam w sobie ciepło
którym nie potrafię się dzielić
środa, 28 maja 2014
Zabawa w Boga
Świat bez nauki, to świat bez praw skonstruowanych przez naturę, czy to raczej świat bez praw opisanych przez człowieka? Wszystkich bowiem praw rządzących światem zebrać się w encyklopedii nie da i wszelkie takie próby z góry skazane są na niepowodzenie. Prawa fizyki, będące podstawą w formowaniu się wszechświata, powstały w momencie Wielkiego Wybuchu, więc zebranie ich, opisanie przez nas, ludzi zaszczepionych temu światu w pewnym momencie jego istnienia, jest niemożliwe. Nie znamy nawet tak naprawdę pochodzenia tych praw, co dobrze w książce Krótka historia czasu opisuje Stephen Hawking, podkreślając, że prawa fizyki kształtujące wszechświat mogły powstać losowo lub mogły zostać narzucone przez istotę wyższą, Boga. Lecz nie na pochodzeniu tych praw chciałem się skupić, a na wykorzystaniu ich przez człowieka.
Od momentu, w którym ludzkość zaczęła wykorzystywać naukę dla zwiększenia komfortu życia (zapewne jest to jeden z głównych powodów, dla których szeroko pojęta nauka jest w dalszym ciągu rozwijana), skierowała ją nie tylko do zapanowania nad otaczającym światem, ale także przeciwko sobie. Wykorzystując prawa nauki zakorzenione w naturze, człowiek tę naturę zaczął powoli unicestwiać. Poprzez rabunkową eksploatację złóż naturalnych, zarówno tych odnawialnych, jak i nieodnawialnych, staliśmy się pogromcami świata, któremu naszą egzystencję zawdzięczamy. Przykłady można byłoby szerzyć, zaczynając od destrukcyjnego działania człowieka już w momencie wyrabiania pierwszych narzędzi z żelaza i towarzyszącej temu procesowi wycince drzew w celu powiększania areału, poprzez całkowite wyjałowienie krajobrazu, a kończąc na wyczerpujących się obecnie łatwo dostępnych złożach ropy naftowej.
Doświadczenia rodziły idee, idee były przyczyną do powstania nauk. Nastąpił rozwój cywilizacji, ale nasze myślenie wciąż opiera się na wczesnym instynkcie. Zmieniły się technologie, zwiększono nacisk na kwestie ochrony środowiska, jednak nasz sposób działania wydaje się niezmienny. Poznając coraz lepiej prawa rządzące światem, od tego świata się oddalamy. Stawiamy siebie w roli egzekutorów i prawowitych zarządców, ale zapasy, którymi dysponujemy, nie są niewyczerpalne i jeśli w wielu przypadkach rozwój nauki przyczynił się do uczynienia życia łatwiejszym, to ten sam rozwój chce zapanować nad naturą, z której odkrywane przez nas prawa się wywodzą. Zupełnie tak, jakby uczeń chciał przerosnąć mistrza. Wydaje się, że nie zdajemy sobie z tego sprawy, a refleksja przychodzi wówczas, gdy natura przypomina o sobie bezlitośnie - zasypując w lawinie grupę himalaistów lub grzebiąc w błotnistym szlamie tysiące ludzi. Wskazać jednoznacznie na źródło tego ludzkiego zapomnienia, ludzkiej niedoskonałości byłoby trudno, niemniej jednak nasze działania w stosunku do otaczającego świata nie powinny być bezmyślne, a takimi, niestety, bardzo często się okazują.
Wybranie odpowiedniej drogi rozwoju nauki i czerpiących z niej nowych technologii jest zadaniem niewątpliwie trudnym. Bo cóż tak naprawdę znaczy „odpowiednia droga”? Może ścieżka rozwoju, którą obecnie postępujemy, jest tą właściwą i wszelkie rozważania na podjęty temat wydają się nieuzasadnione. Uważam jednak, że obecnie nie mamy wyboru – nie zmienimy przecież czegoś, co z mozołem powstawało przez tysiące lat. Nie cofniemy się do epoki kamienia łupanego z hasłem „Nie wyszło nam – zacznijmy jeszcze raz!”. Nie zrzucimy z siebie wygodnych ubrań na rzecz skórzanych odzień. Nie zamieszkamy w nieogrzewanych domach. Nie pozbawimy się nowoczesnego transportu, szybkiej wymiany informacji, nowoczesnej medycyny. Pomimo tych wszystkich udogodnień, z których i ja na co dzień korzystam, śmiem twierdzić, a zapewne poprą mnie również i inni, że wiele wyborów, których ludzkość dokonała, nie było wyborami korzystnymi. Przypominały raczej chęć stania się równymi Bogu.
Odwieczna tendencja ku dominacji jednego człowieka nad drugim objawiła to gorsze właśnie oblicze nauki, która niejednokrotnie zamiast budować – niszczyła. I to nie tylko mury obronne średniowiecznych zamków upadające pod naporem kul miotanych za pomocą czarno prochowych armat czy kilkaset lat później połacie zwrotnikowych lasów ginące pod wpływem cieszącego się złą sławą preparatu Agent Orange. Działania te nie były podyktowane koniecznością czynienia życia łatwiejszym, bardziej znośnym i przyjaznym. Człowiek sięgał w nich po zdobycze nauk, by niszczyć siebie nawzajem. Ernest Volkman w książce Nauka idzie na wojnę dobrze ten stan opisuje, pisząc, że „wszystkie (…) nowoczesne dyscypliny naukowe mają związek z wojnami i nieustannym poszukiwaniem lepszej i silniejszej broni”. I choć nie jest to jedyny czynnik napędowy, dzięki któremu nauki wciąż się rozwijają, to samo jego pochodzenie może stawiać naszą ludzką cywilizację w niekorzystnym świetle. Prawdą jest także to, że obecnie to właśnie rozwój technologii do celów militarnych wymusza wynajdowanie coraz to lepszych materiałów konstrukcyjnych, układów elektronicznych, a często również zaawansowanych metod leczenia.
Świat nauki stale się rozwija. Rozwój ten z dekady na dekadę przyspiesza. Różnice pokoleniowe są coraz łatwiej dostrzegalne. Zmiany, które postępują, a które są wynikiem badań, wymuszają na nas coraz większą konieczność dopasowywania się do zmieniającej się rzeczywistości. Tylko nie zawsze tych zmian tak naprawdę potrzebujemy. Wydaje się, że jesteśmy aktualnie w takim punkcie naszego istnienia, z którego nie ma tak naprawdę dobrego wyjścia i wybierać już można tylko mniejsze zło. Na wyprostowanie ścieżki ewolucji nauki jest już za późno, a może to właśnie samo źródło jej powstania było naszym błędem. Zamiast starać się dobrze wykorzystać to, co zostało nam dane, staliśmy się bezmyślnymi realizatorami naszej niepohamowanej chciwości, zawiści i żądzy posiadania. Próbując odkryć prawa rządzące światem, stworzyliśmy ich nasze ludzkie, nędzne odpowiedniki i zamieniliśmy je ze sobą. Współczesna nauka nie jest dyscypliną neutralną, a poznając jej potęgę, nabraliśmy jeszcze większej ochoty do stawiania siebie jako panów tego świata, do swoistej zabawy w Boga.
Od momentu, w którym ludzkość zaczęła wykorzystywać naukę dla zwiększenia komfortu życia (zapewne jest to jeden z głównych powodów, dla których szeroko pojęta nauka jest w dalszym ciągu rozwijana), skierowała ją nie tylko do zapanowania nad otaczającym światem, ale także przeciwko sobie. Wykorzystując prawa nauki zakorzenione w naturze, człowiek tę naturę zaczął powoli unicestwiać. Poprzez rabunkową eksploatację złóż naturalnych, zarówno tych odnawialnych, jak i nieodnawialnych, staliśmy się pogromcami świata, któremu naszą egzystencję zawdzięczamy. Przykłady można byłoby szerzyć, zaczynając od destrukcyjnego działania człowieka już w momencie wyrabiania pierwszych narzędzi z żelaza i towarzyszącej temu procesowi wycince drzew w celu powiększania areału, poprzez całkowite wyjałowienie krajobrazu, a kończąc na wyczerpujących się obecnie łatwo dostępnych złożach ropy naftowej.
Doświadczenia rodziły idee, idee były przyczyną do powstania nauk. Nastąpił rozwój cywilizacji, ale nasze myślenie wciąż opiera się na wczesnym instynkcie. Zmieniły się technologie, zwiększono nacisk na kwestie ochrony środowiska, jednak nasz sposób działania wydaje się niezmienny. Poznając coraz lepiej prawa rządzące światem, od tego świata się oddalamy. Stawiamy siebie w roli egzekutorów i prawowitych zarządców, ale zapasy, którymi dysponujemy, nie są niewyczerpalne i jeśli w wielu przypadkach rozwój nauki przyczynił się do uczynienia życia łatwiejszym, to ten sam rozwój chce zapanować nad naturą, z której odkrywane przez nas prawa się wywodzą. Zupełnie tak, jakby uczeń chciał przerosnąć mistrza. Wydaje się, że nie zdajemy sobie z tego sprawy, a refleksja przychodzi wówczas, gdy natura przypomina o sobie bezlitośnie - zasypując w lawinie grupę himalaistów lub grzebiąc w błotnistym szlamie tysiące ludzi. Wskazać jednoznacznie na źródło tego ludzkiego zapomnienia, ludzkiej niedoskonałości byłoby trudno, niemniej jednak nasze działania w stosunku do otaczającego świata nie powinny być bezmyślne, a takimi, niestety, bardzo często się okazują.
Wybranie odpowiedniej drogi rozwoju nauki i czerpiących z niej nowych technologii jest zadaniem niewątpliwie trudnym. Bo cóż tak naprawdę znaczy „odpowiednia droga”? Może ścieżka rozwoju, którą obecnie postępujemy, jest tą właściwą i wszelkie rozważania na podjęty temat wydają się nieuzasadnione. Uważam jednak, że obecnie nie mamy wyboru – nie zmienimy przecież czegoś, co z mozołem powstawało przez tysiące lat. Nie cofniemy się do epoki kamienia łupanego z hasłem „Nie wyszło nam – zacznijmy jeszcze raz!”. Nie zrzucimy z siebie wygodnych ubrań na rzecz skórzanych odzień. Nie zamieszkamy w nieogrzewanych domach. Nie pozbawimy się nowoczesnego transportu, szybkiej wymiany informacji, nowoczesnej medycyny. Pomimo tych wszystkich udogodnień, z których i ja na co dzień korzystam, śmiem twierdzić, a zapewne poprą mnie również i inni, że wiele wyborów, których ludzkość dokonała, nie było wyborami korzystnymi. Przypominały raczej chęć stania się równymi Bogu.
Odwieczna tendencja ku dominacji jednego człowieka nad drugim objawiła to gorsze właśnie oblicze nauki, która niejednokrotnie zamiast budować – niszczyła. I to nie tylko mury obronne średniowiecznych zamków upadające pod naporem kul miotanych za pomocą czarno prochowych armat czy kilkaset lat później połacie zwrotnikowych lasów ginące pod wpływem cieszącego się złą sławą preparatu Agent Orange. Działania te nie były podyktowane koniecznością czynienia życia łatwiejszym, bardziej znośnym i przyjaznym. Człowiek sięgał w nich po zdobycze nauk, by niszczyć siebie nawzajem. Ernest Volkman w książce Nauka idzie na wojnę dobrze ten stan opisuje, pisząc, że „wszystkie (…) nowoczesne dyscypliny naukowe mają związek z wojnami i nieustannym poszukiwaniem lepszej i silniejszej broni”. I choć nie jest to jedyny czynnik napędowy, dzięki któremu nauki wciąż się rozwijają, to samo jego pochodzenie może stawiać naszą ludzką cywilizację w niekorzystnym świetle. Prawdą jest także to, że obecnie to właśnie rozwój technologii do celów militarnych wymusza wynajdowanie coraz to lepszych materiałów konstrukcyjnych, układów elektronicznych, a często również zaawansowanych metod leczenia.
Świat nauki stale się rozwija. Rozwój ten z dekady na dekadę przyspiesza. Różnice pokoleniowe są coraz łatwiej dostrzegalne. Zmiany, które postępują, a które są wynikiem badań, wymuszają na nas coraz większą konieczność dopasowywania się do zmieniającej się rzeczywistości. Tylko nie zawsze tych zmian tak naprawdę potrzebujemy. Wydaje się, że jesteśmy aktualnie w takim punkcie naszego istnienia, z którego nie ma tak naprawdę dobrego wyjścia i wybierać już można tylko mniejsze zło. Na wyprostowanie ścieżki ewolucji nauki jest już za późno, a może to właśnie samo źródło jej powstania było naszym błędem. Zamiast starać się dobrze wykorzystać to, co zostało nam dane, staliśmy się bezmyślnymi realizatorami naszej niepohamowanej chciwości, zawiści i żądzy posiadania. Próbując odkryć prawa rządzące światem, stworzyliśmy ich nasze ludzkie, nędzne odpowiedniki i zamieniliśmy je ze sobą. Współczesna nauka nie jest dyscypliną neutralną, a poznając jej potęgę, nabraliśmy jeszcze większej ochoty do stawiania siebie jako panów tego świata, do swoistej zabawy w Boga.
środa, 21 maja 2014
Zapach majowej nocy
Przywołuję pośrodku nocy
majowym zapachem wiedziony
w snach, które by trwać mogły
bez końca
Twe imię
żłobię w pościeli
co nieswojo bez ciepłego ciała
sama milczeniem prosi
palca opuszką pośród miękkich załamań
gdzie jeszcze lekką czuć nutę
i słodka woń
wtuliła się
w zakamarki nocnego szlaku
Przywołuję pośrodku nocy
Twe imię
niesiony na pograniczu
szeroko rozciągniętym
między jednym a drugim
oddechem
numerem mijanych ulic
i wierszem
majowym zapachem wiedziony
w snach, które by trwać mogły
bez końca
Twe imię
żłobię w pościeli
co nieswojo bez ciepłego ciała
sama milczeniem prosi
palca opuszką pośród miękkich załamań
gdzie jeszcze lekką czuć nutę
i słodka woń
wtuliła się
w zakamarki nocnego szlaku
Przywołuję pośrodku nocy
Twe imię
niesiony na pograniczu
szeroko rozciągniętym
między jednym a drugim
oddechem
numerem mijanych ulic
i wierszem
| Willard Metcalf, May Night |
poniedziałek, 19 maja 2014
W młodniku
W młodniku świeże gałązki
skropione rosą poranku,
mgiełkę wiatr już przerywa,
rozwiewa poranne zaspanie.
Otulam najczulej jak umiem,
dzieląc się skrytym mym ciepłem,
najmilsze w dotyku istnienie,
przecudne kobiece wcielenie.
I czuję pod dłonią Twój oddech,
włos pocałunkiem odgarniam,
w pieszczotach poranku odkrywam
Twe najprawdziwsze oblicze.
W młodniku świeżym powiewem
zielone pachnie igliwie,
niech nas zaś budzi codziennie
zapach, co miłości spełnieniem.
skropione rosą poranku,
mgiełkę wiatr już przerywa,
rozwiewa poranne zaspanie.
Otulam najczulej jak umiem,
dzieląc się skrytym mym ciepłem,
najmilsze w dotyku istnienie,
przecudne kobiece wcielenie.
I czuję pod dłonią Twój oddech,
włos pocałunkiem odgarniam,
w pieszczotach poranku odkrywam
Twe najprawdziwsze oblicze.
W młodniku świeżym powiewem
zielone pachnie igliwie,
niech nas zaś budzi codziennie
zapach, co miłości spełnieniem.
wtorek, 13 maja 2014
To samo niebo
A nad nami to samo niebo,
kiedy stawiam nogę na szarym bruku
i z niedowierzaniem kryjącym niepokoje
nie muszę już czekać.
Wychodzisz strojna w słońce,
obsypana porannymi chmurami
i w tym mglistym brzasku
chcę odkryć jeszcze bardziej
co zakryte przed chciwym wzrokiem,
oddalone kilometrami przykurzonej jezdni,
tlące się nieprzerwanie iskrą nadziei
i - w Twoich oczach
Gdybym mógł opisać to jednym słowem
zwięzłym objęciem
ująć nie tylko te ręce
i zaznać spokoju,
o którym mówiłem już wiele.
Tak pośród nieschodzonych traw,
skromnie opasanych drzewnymi traktami
ożywiasz duszę
- co bierze przykład z kwitnącego kwiatu.
Z zapachem zieleniącej się wiosny
i słodyczą na ustach
stawiam nogę na szarym kamieniu.
Dobrze, że nad nami, jest wciąż to samo niebo.
kiedy stawiam nogę na szarym bruku
i z niedowierzaniem kryjącym niepokoje
nie muszę już czekać.
Wychodzisz strojna w słońce,
obsypana porannymi chmurami
i w tym mglistym brzasku
chcę odkryć jeszcze bardziej
co zakryte przed chciwym wzrokiem,
oddalone kilometrami przykurzonej jezdni,
tlące się nieprzerwanie iskrą nadziei
i - w Twoich oczach
Gdybym mógł opisać to jednym słowem
zwięzłym objęciem
ująć nie tylko te ręce
i zaznać spokoju,
o którym mówiłem już wiele.
Tak pośród nieschodzonych traw,
skromnie opasanych drzewnymi traktami
ożywiasz duszę
- co bierze przykład z kwitnącego kwiatu.
Z zapachem zieleniącej się wiosny
i słodyczą na ustach
stawiam nogę na szarym kamieniu.
Dobrze, że nad nami, jest wciąż to samo niebo.
czwartek, 8 maja 2014
Mów do mnie
kiedy głowę pochylam
zbyt nisko
i niewiele więcej widzę
niż czubek własnego nosa
mów do mnie
kiedy nie słyszę
przekazu
i niech tych kilka zdań
we mnie rozkwitnie
jak rozkwita młodość
zaklęta w Twej urodzie
mów do mnie
aż wzrok swój uniosę
by się nasycić
po raz kolejny
słowem
które masz mi do powiedzenia
zbyt nisko
i niewiele więcej widzę
niż czubek własnego nosa
mów do mnie
kiedy nie słyszę
przekazu
i niech tych kilka zdań
we mnie rozkwitnie
jak rozkwita młodość
zaklęta w Twej urodzie
mów do mnie
aż wzrok swój uniosę
by się nasycić
po raz kolejny
słowem
które masz mi do powiedzenia
sobota, 3 maja 2014
Budzisz mnie
Obudź mnie
słowem
cicho wypowiedzianym
wbrew dźwiękom
które za oknem
niech spłynie
powtórzone trzykrotnie
jak trzykrotny pocałunek
na szczęście
obudź mnie
gestem
którym lekko
unosisz się ponad mną
bezszelestnie
chcę widzieć
chcę słuchać
i tak
każdego ranka
budzisz mnie do życia
słowem
cicho wypowiedzianym
wbrew dźwiękom
które za oknem
niech spłynie
powtórzone trzykrotnie
jak trzykrotny pocałunek
na szczęście
obudź mnie
gestem
którym lekko
unosisz się ponad mną
bezszelestnie
chcę widzieć
chcę słuchać
i tak
każdego ranka
budzisz mnie do życia
Subskrybuj:
Posty (Atom)