Zanurzmy się w odmętach naszych życzeń
niesionych z okazji
i bez
gdy słowa
i stalówka pióra
kreślą w powietrzu i na kartce papieru
okrągłe symbole kochania
zawijane w szczęście
i pachnące powodzeniem
na usta składane
i w obięciu
tak gdy na wzgórzu
i na leśnej ścieżce
w ciepłym szalu
zamknęło się Twoje "ja"
skradam się
i kraść chcę coraz więcej
w zapomnieniu i opamiętaniu
po stukroć zaklętego Twego piękna
gdy przez zaciśnięte zęby wypowiedzieć jednak nie mogę
nasze małe zmartwychwstanie
niech się rodzi każdego dnia na nowo
jeśli noc
zbyt ciemnymi barwami zdobiona
wtorek, 29 grudnia 2015
niedziela, 27 grudnia 2015
~ IV ~
Każdy dzień jest nowym czekaniem.
Czekaniem, które nie mija.
Założę dziś szalik
i opatulę się nim na lepsze czasy.
Może na wiosnę znów zadzwonią dzwony.
A miłość?
Może też się zbudzi
i powie "dzień dobry!".
Swoim ciepłym i szczerym głosem oznajmi,
że to kolejny początek.
Czekaniem, które nie mija.
Założę dziś szalik
i opatulę się nim na lepsze czasy.
Może na wiosnę znów zadzwonią dzwony.
A miłość?
Może też się zbudzi
i powie "dzień dobry!".
Swoim ciepłym i szczerym głosem oznajmi,
że to kolejny początek.
~ III ~
Chciałbym, byś to zostawiła.
W torebce. Na szafce.
Gdzie nikt nie zagląda.
I o tym zapomniała.
Chciałbym móc poznawać
tę, którą poznałem
i gdy w te dni
nic mówić nie musiałaś.
Chciałbym, byś to zostawiła
i gdy wracasz do domu,
zabrała do siebie tylko mnie.
W torebce. Na szafce.
Gdzie nikt nie zagląda.
I o tym zapomniała.
Chciałbym móc poznawać
tę, którą poznałem
i gdy w te dni
nic mówić nie musiałaś.
Chciałbym, byś to zostawiła
i gdy wracasz do domu,
zabrała do siebie tylko mnie.
~ II ~
(O przemijaniu pisać nie wypada.)
I gdy z kolacją młodość mija
słowo za słowem
gdy w wypowiedziach miłość tonie
żalem zasypana
przemija młodość z każdym krokiem
z młodością mija ochota
I gdy z kolacją młodość mija
słowo za słowem
gdy w wypowiedziach miłość tonie
żalem zasypana
przemija młodość z każdym krokiem
z młodością mija ochota
wtorek, 15 grudnia 2015
~ I ~
Tak prywatnie czuję się samotny.
Nie wiem, czy często.
Czy - za często.
Gdy uderzam palcami w blat stołu.
Gdy chleb smaruję masłem.
I w tym czekaniu samotność ma swoje zdanie.
Mówi, że nie warto.
I robić z tego więcej
niż znaczy dla kogoś naprawdę.
Nie wiem, czy często.
Czy - za często.
Gdy uderzam palcami w blat stołu.
Gdy chleb smaruję masłem.
I w tym czekaniu samotność ma swoje zdanie.
Mówi, że nie warto.
I robić z tego więcej
niż znaczy dla kogoś naprawdę.
sobota, 12 grudnia 2015
Pisanie
"(...) pisanie to w gruncie rzeczy wstydliwa rzecz, coś, co powstaje w samotności i jest tej samotności objawieniem. Objawieniem w całej swej słabości. W całej swej megalomanii, hipochondrii, egotyzmie, próżności, poczuciu niedowartościowania, mnóstwa kompleksów, zawiści, niedojrzałości, strachu i pazerności na słowa - w tym wszystkim więc, z czego składa się pisarz. I jak tu mówić o odpowiedzialności, skoro w końcu ów pisarz czy poeta zamyka się w swoim pokoju, sam, i zaraz demony wyłażą zza biurka, wskakują na głowę, szarpią za włosy i wkładają palec do ucha, puszczają wiatry, stroją miny, wywalają język i przedrzeźniają każde słowo. Wiem o tym, ale nie mam nic lepszego do zaproponowania. Piszę i zamierzam nadal oddawać się tym podejrzanym machlojkom z językiem, tej grze, w której stawka jest o wiele poważniejsza niż się wydaje, tym miłosnym i zabójczym uściskom: jeśli poezja ma być zapisem przygód ducha, zapisem tego drugiego, równoległego życia, istnienia, którym istniałoby lub istnieje gdzieś nasze ja, nasza dusza, nasze ciało, przeżywa niewygodne przygody, piękne i straszne, podczas gdy my żyjemy tu i teraz, tuż obok. Jeśli te życia różnią się od siebie i czytelnik odczuwa zazdrość, żal lub to coś, co każe mu odłożyć książkę i spojrzeć przed siebie, na okno, na chmury, na zatłoczony wagon metra, na zlew przepełniony brudnymi naczyniami, na wróble bijące się obok ławki o skórkę chleba lub w twarz ukochanej osoby, to dobrze. Plany na przyszłość są proste: pracować i podróżować, kochać i nienawidzić, śnić - ponieważ wszystko ma początek w snach - naprawdę dużo śnić i czekać na moment, w którym będzie można jakoś żyć."
Tomasz Różycki, Tomi. Notatki z miejsca postoju, Warszawa 2013, s. 55
Subskrybuj:
Posty (Atom)