niedziela, 22 listopada 2009

Jesienny powiew

W końcu. Po ponad miesięcznej przerwie udałem się do Gogolina. Jak można się spodziewać, celem wyjazdu były porządki w ogrodzie. Nie będę się wdawał w szczegóły dotyczące wykonanych prac, bo nie o tym chciałem napisać.
Ostatnimi czasy zastanawiam się nad pięknem panującej pory roku. Niektórym może się wydawać, że w jesieni nie ma nic wartego uwagi. Często pada deszcz, zimno daje się we znaki częstymi przeziębieniami, a kolejne warstwy ubieranej odzieży zabierają całą przyjemność jesiennych randek. I co z tego, że parkowe aleje pokryte są wielobarwnym dywanem liści, skoro i tak późnym popołudniem spowite są zasłoną mroku. Można długo wymieniać negatywne aspekty istnienia jesieni, ja radzę jednak spojrzeć na to z innej strony, trochę tajemniczej, może odrobinę magicznej, ale na pewno pięknej. I tak oto w moim umyśle narodził się ten wiersz.
Przezłocone liście tak ciężkie od kruszcu,
którym okryte jesiennym powiewem,
opadły już dawno na wilgotną ziemię,
stając się z cicha szeleszczącym szlakiem.

I choć drzew korony już nie tak bogate,
a nagie, kościste, wstydliwie skręcone,
wciąż pełne blasku świetlistej powagi,
gdy z rana rosą słońca tkwią skropione.

I gdy szarości bezmiaru głębina
szal swój dokoła wszystkiego zarzuci,
utuli nas przeto w jesiennej kołysce,
co zda się poruszać z ust naszych westchnieniem.

A tlący się z lekka srebrzysty dar nieba,
przenika cienistą dolinę półmroku
i z wiatrem niesiony rozgrzewa swym żarem
zapach przepełnionej jesienną bryzą nocy...

poniedziałek, 9 listopada 2009

Dorosłe ograniczenia dzieciństwa

W końcu się zmobilizowałem i usiadłem nad interpretacją fragmentu "Dzieciństwa" Tołstoja. Mowa tu oczywiście o pierwszym fragmencie opublikowanym tu przeze mnie kilka dni temu.
Wcześniej jednak wprowadzę w sam temat. Główny bohater tej powieści autobiograficznej, Nikolaj, wypowiadający się w pierwszej liczbie osoby pojedynczej (wskazuje to na pewien związek samego autora z bohaterem), zakochuje się, jak sam nazywa ten stan emocjonalny, w niewiele starszym chłopcu. Gdy tylko się z nim spotyka, wielbi go. Jest w niego ślepo zapatrzony, niczym w anioła. Jaki jest zatem problem tego uczucia? Nie wnikam już w samo to, że jest to miłość między dwoma chłopcami, ale skupię się na tym, dlaczego, w gruncie rzeczy, jest to miłość nieudana, po części pełna smutku i na pewno niespełniona, czyli w jakimś stopniu również tragiczna.
Co zatem uniemożliwiło naszemu bohaterowi w pełni wykorzystać potencjał miłości? Co zablokowało jego instynkty kochania? Odpowiedź, po przeczytaniu kilku wersów powieści, ukazuje się sama. Tym czynnikiem hamującym była iskra instynktu dorosłości, która zapłonęła w młodym umyśle. Chłopiec bał się wyznać miłość.
I choć wydaje się dziwne, że dzieckiem pokierował dorosły nurt myślenia racjonalistycznego, nie ulega wątpliwości, że to właśnie nasza ostrożność często ogranicza nas w działaniu.
Dobrze, niech zatem nasz instynkt chroni nas przed autodestrukcją - pomyślimy. Niech tak będzie, chcemy tego - nie jesteśmy przecież samobójcami. Ale tak naprawdę, czy wyznanie komuś uczucia, szczere otwarcie się przed kimś, może być samozniszczeniem? W takim razie, czy gdyby bohater książki Tołstoja zachował się zgodnie z dziecięcą intuicją, otwartością i szczerością, i wyznał swemu wybrankowi jakim uczuciem go darzy, nie byłby szczęśliwszy? I to bez względu na odpowiedź ze strony wybranka.
Jakże często nam samym, dorosłym już ludziom, brakuje właśnie takiej dziecięcej śmiałości, prostoduszności i otwartości. Wraz z wiekiem stajemy się zgorzkniali, zamknięci w sobie. Boimy się, że jakieś potknięcia mogą zniszczyć nasze życie. Boimy się porażek, smaku goryczy i rozczarowania. Jednak zapominamy o tym, że nie wszystkie próby kończą się przegraną.
Niekiedy, zamiast myśleć o plusach i minusach jakiegoś przedsięwzięcia, jakiejś życiowej decyzji, polećmy się naszym dziecięcym instynktom, byśmy, podobnie jak Tołstojowski Nikoleńka, nie żałowali naszej bierności. I niech taki właśnie świat kolorowych barw i pogodnego patrzenia w przyszłość towarzyszy nam na codzień.

niedziela, 1 listopada 2009

"Dzieciństwo" Tołstoja

Ostatnimi czasy sięgnąłem po książkę Lwa Tołstoja zawierającą jego trzy dzieła autobiograficzne "Dzieciństwo, Lata chłopięce, Młodość". Nie jest to wierne odwzorowanie jego życiorysu, ale jedynie spojrzenie na swoje życie z jakiejś odległości i opisanie przeżyć oraz uczuć towarzyszących różnym życiowym zakrętom i wydarzeniom.
W części poświęconej, jak nazywa ją sam autor, dzieciństwem, natknąłem się na kilka interesujących fragmentów, które chciałbym tutaj zamieścić, a ich interpretację zamieszczę w późniejszym czasie.
"Każdy przejaw uczucia świadczył o dzieciństwie, a ten, kto sobie na to pozwalał, był jeszcze malcem. Nie przeszedłszy przez te gorzkie próby, które doprowadzają dorosłych do ostrożności i chłodu we wzajemnych stosunkach, pozbawialiśmy się często radości łagodnego, dziecięcego przywiązania dlatego tylko, że chcieliśmy naśladować dorosłych."
"Próżność jest to uczucie, które najmniej da się pogodzić z prawdziwym smutkiem, a przecież jest to uczucie tak mocno zakorzenione w ludzkiej naturze, że bardzo rzadko wypędza je nawet najgłębszy smutek. Próżność w rozpaczy wyraża się tym, że chcemy uchodzić za smutnych, nieszczęśliwych lub odpornych na nieszczęście; i te niskie chęci, do których się nie przyznajemy, lecz które prawie nigdy - nawet w najgłębszej żałobie - nas nie opuszczają, pozbawiają nasz smutek siły, godności i szczerości."