Zamykam kluczem drzwi wieczorem,
zostawiam za sobą chłód,
co przenikliwie pachnie morem,
co serce zamienia w lód.
Jeszcze ogrzeję się w ogniu świecy,
co rzuca na biurko cień.
Odsłonię powoli Twoje plecy,
by ujrzeć lśnienie lśnień.
Rozkwitłaś wyrwana z puchu
myślą ciepłą zbudzona
i w lekkim świetlistym ruchu
odsłoniłaś ramiona.
O, kwiecie nocnego tchnienia
dajesz mi owoc spełnienia!
sobota, 23 lutego 2013
Sonet o nocnym kwiecie
wtorek, 5 lutego 2013
Zegarek
Zdejmę zegarek,
który z maniery na lewej noszę ręce
- trochę za ciasno nadgarstek trzyma
chłodem ściskając palce.
Zdejmę zegarek i go położę
na szafce albo na stole
- nie chcę, by cieniem swoim bezwstydnym
przyspieszał biegu godziny.
Zanim coś powiem, dwa razy wspomnę,
by nie uszczuplić nam tego,
co skrzętnie zbierane miało być skarbem
- niech zatem takim zostanie.
Zanim rozłożę drugą połowę,
białą ją snując pościelą,
raz jeszcze jeden zapytam siebie
- czy w tym dziś tkwimy już razem.
Młodości czar i serce wzburzone
czasem nakręca sprężynę,
więc trzymaj mnie krótko, trzymaj mnie silnie,
bym nie pękł, niszcząc mechanizm.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

