sobota, 18 grudnia 2010

Początek historii

To, co wydarzyło się w tamten pamiętny, czerwcowy dzień, na długo pozostanie w mojej pamięci. Tak mocno również zakorzeniło się w moim umyśle, że każda chwila, która dana jest mi teraz przez los, aż goreje od doświadczeń owego dnia.
Niełatwo jest mówić, a co dopiero pisać o historii, której odciśnięte piętno zostawiło aż taki ślad w moje duszy. To istny tatuaż przeszłości. Taki niezmywalny symbol przynależności do określonego stada, który farmerzy wypalają swojemu bydłu na sierści. Taki właśnie znak, który wnika głębiej, niż możecie sobie wyobrazić, zżera moją codzienność od środka, pochłaniając najdrobniejszy nawet fragment mojego istnienia.
Przetrawiony do cna swojej bezosobowości postanowiłem przybliżyć nieco dzieje upadku ludzkiego. Mojego upadku. I choć wydaje się, że stanąłem na nogi, grunt pode mną nadal jest niepewny, nadal zagłębia się w rozpadlinę cienia, mnie samego pogrążając coraz to bardziej i bardziej...

piątek, 10 grudnia 2010

Tekst tak naprawdę o niczym...

Tomasz, który urodził się już dość znaczny czas temu, wiedział, że każdy obserwator jego poczynań był co najmniej cztery razy młodszy. I nie byłoby nic niezwykłego gdyby nie fakt, że godnych naśladowców nie mógł znaleźć w żadnej grupie wiekowej społeczeństwa. A oglądali go już różni: dzieci mieszkające na obrzeżach miasta, starcy pracujący przy wyrębie drzewa w pobliskim lesie oraz garbate kobiety ze skórą zjedzoną przez starość, które z mozołem wynosiły pokruszone skały z kamieniołomów. Kiedyś swoje zdolności zaprezentował uczonym w mieście. Widzieli go doświadczeni wykładowcy z siwymi włosami i okularami pokrytymi książkowym kurzem. Widzieli go również przedsiębiorcy wyzyskujący wspomnianych już starców i wiekowe niewiasty. Jednak ani mędrcy, ani głupcy, ani młodzi, ani starzy nie wiedzieli, w czym tkwił fenomen Tomasza.

środa, 1 grudnia 2010

Dialog

O, zdradź mi, niewiasto, ten sekret,
niewiasto niebiańskowłosa!
Jakie imię ty dzierżysz
w swoich pobladłych ramionach?
Jakie słowa tak pusto niepełne
słać mi wypada w przestworza?
Jakim gestem zachęcić
mam cię do odpowiedzi?
O, usłysz moje wołania
jękami po brzegi wypchane!
O, daj mi twą słodycz, tę rozkosz,
co dźwiękiem z twych ust mokrych będzie!

A kimże młodzieńcze ty jesteś,
co spokój mój gładki zamącasz?
Jak dziecko w kałuży się bawisz,
kręgi na tafli malując.
Bo kimże ja jestem dla ciebie,
co rozum twój zaczynam brudzić
swą małą, nieznaczną osobą?
Me imię nie jest sekretem
i żadnym skarbem ukrytym.
Ono ci szczęścia nie sprawi -
tu wargi są najważniejsze.