sobota, 29 czerwca 2013

Pod parasolem nocy

Jednego tylko pragnę każdego wieczoru
- ust się Twoich słodką nasycić skarbnicą!
Niech mi one będą źródłem nieskończonym,
bym się mógł napoić, bym się mógł zatracać!

Bym oczy zemdlone z miłości mógł widzieć,
bym się w nich rozpływał i topił, i gubił!
I ciało kochane, tak pięknie niewieście,
w objęciach swych zamknął i tulił, i pieścił!

Jednego tylko pragnę - być wciąż bliżej Ciebie,
gorącem Twym goreć, w zapachu się chować!

Ciebie tylko pragnę i Twojej rozkoszy
- lecz Tyś znów zakryta parasolem nocy.

piątek, 28 czerwca 2013

Kwiat.

za mało kwiatów
wciąż za mało ich sypię
pod Twe nogi

co tak niestrudzenie wystukują
rytm
marszu po zapomnianych rodzinnych ścieżkach
i serca
które nieporadnie próbuje dorównać Ci kroku

za mało kwiatów
i ich miękkich płatków
za poduszki w nocy Ci służy

- to weź chociaż te dwie nadwątlone sztuki
gdy jestem sam na cóż mi one

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Zapach uwolniony z kart

Pachnące karty
nad którymi zawieszam wzrok
przywołują obraz ich właścicielki:
pięknie filigranowej postaci
pochylonej nad tym samym zeszytem kilka chwil wcześniej

stąd ten zapach
i to roztargnienie
rozproszyło moją uwagę znad pięknie okrągłych znaków

od niej
wniósł się powiew tryumfu
i pachnie jak lekko muskające policzek powietrze
gdy stanie się o poranku na grani

a teraz ja ten zapach niepowtarzalnego piękna
uwalniam dłonią pod Jej nieobecność

niedziela, 23 czerwca 2013

Lekcja zakwitania

Rozkwitasz pąkiem białej róży
rozkwitasz tak co noc
co noc piękniejesz
słodko śpiąc
najsłodszym kwiatem swym

Rozkwitasz pąkiem srebrno-złotym
rozkwitasz tak co dzień
co dzień się stajesz
ja to wiem
pełniejsza w barwie swej

Ze złota lśniące płatki Twe
diamentem przyprószone listki
i blasku blask
zamknięte masz
co wieczór, gdy jest nasz

czwartek, 13 czerwca 2013

Niepełny nas wieczór

Co robisz
gdy cień się co wieczór wydłuża
i niespokojnej przesłanką jest nocy?
Uchylasz lekko drzwi do swej tajemnicy
a może zerkasz przez dziurkę od klucza?

Nie raz widziałem
wyobraźni okiem
jak się schylałaś
i spomiędzy szczebli
wyglądałaś na zewnątrz -
może zza tarasu ten znak wyczekany
skapnie niczym kropla
dając choć wytchnienie?

I dwa jasne punkty
słonecznego blasku
to na ścianie żółtej
czy w białej pościeli
mrugną znów uprzejmie
zalotnie i pięknie.

Skoczmy o poranku
ponad zimne pola
uszczknijmy nektaru
i rosy, i siebie

Co robisz
w pusty wieczór tlący się obrazkiem
półpustego łóżka
półtęsknych nas w sobie?

czwartek, 6 czerwca 2013

Pewna przypowieść

Gdy przeglądałem stare pamiętniki znalezione na zakurzonym strychu, wpadł mi w ręce podniszczony zeszyt z kilkoma opowiadaniami. Jedno z nich, będące krótką przypowieścią, urzekło mnie formą i ponadczasowym przesłaniem. Nie będę już dłużej przeciągał wstępu, tylko krótkim przemyśleniem zaznaczę, że gdy brakuje nam wiary w siebie i w swoje pozornie nieduże osiągnięcia, spójrzmy na ludzi, dla których coś znaczymy. Może się wtedy okazać, że to właśnie oni są wskaźnikiem naszej wartości...
Raz jeden nauczyciel wybrał ucznia. Nie był to wybór z przypadku - zarówno nauczyciel, jak i uczeń dokonali przemyślanej decyzji. Uczeń, choć niekiedy oporny w nauce, przyjmował wiele rad i mądrości, w zamian ofiarując swoje zaufanie i serce. Cieszył się, że wreszcie był ktoś, kto go rozumie, potrafi trafić do jego wnętrza i pokazać rzeczy, których wcześniej nikt inny pokazać nie umiał. Uczeń rósł w wiedzy i z każdym kolejnym dniem poznawał bardziej i siebie, i świat, w którym żył. Był szczęśliwy, że to właśnie jemu przypadło się uczyć od mistrza. Któregoś dnia nauczyciel podupadł na duchu. Choć w jego oczach nadal iskrzyło się życie, stwierdził, że cała wiedza, którą przekazał, nie jest wiele warta. Uczeń wiedział, że nauczyciel tym razem się myli. Widział to po sobie i po zmianach, których dzięki mistrzowi dokonał. Uczeń, widząc pogrążonego w smutku nauczyciela, tak do niego rzekł:
- Mistrzu, nigdy mnie nie zawiodłeś. Dałeś mi klucze do wcześniej nieznanych tajemnic. Dzięki tobie wiem, że coś znaczę. Jeśli zatem uważasz, że twoja wiedza na nic się zdała, jak wytłumaczysz to, że teraz w końcu jestem kimś? To dzięki tobie staję się człowiekiem. Jeśli czasami tracisz wiarę w siebie, wesprzyj się na moim ramieniu - ono dla ciebie zawsze służy pomocą.

Wiersz, który jest apelem

napisany, żeby obudzić
i żeby tym zarzewiem
który w sobie masz
rozpalić Ciebie

Niestrudzona
nadkładasz drogi by po kocich łbach
znów stawić czoła nierozstrzygniętym bitwom
Cierpliwa
czekasz na lepsze
i moje, i innych odwzorowanie szczęścia
Odważna
by sięgnąć po swoje
kalecząc delikatne dłonie
Mądra
dzielisz się życiem
prawdziwie je objaśniając
Dobra
dajesz tę radość
co stanąć na nogi pozwala
Masz w sobie ogień, co pobłyskuje w oczach.
Masz w sobie ogień, którym rozgrzewasz.
Masz w sobie miłość, której potrzebuję.