Podobno od grudnia
śnieg okrył drzewa
jak ja zgrabne ramiona
które nie raz się uginają pod moim ciężarem
i rwą do przodu
wbrew myśli i słowu
wiatr zaniósł połamane gałązki
w ciepły zakątek tlącego się ognia
niech się pali
i niech ogrzewa
zemdlone chłodem dłonie
znów stoję i się przyglądam
żeby skoczyć
odeprzeć ten atak starej zimy
może i śnieg okrył drzew szczyty
i gór wierzchołki
ja przytulę do piersi
nie po raz pierwszy
i nie ostatni
zgrabne ramiona i ciało
i w potoku włosów się upoję
jak jeszcze nigdy
czwartek, 28 listopada 2013
niedziela, 24 listopada 2013
We mgle
Nie znał do końca jej uczuć i myśli. W zamglony i zimny poranek niełatwo było wyczytać z twarzy więcej niż dający się we znaki chłód. Wilgotne powietrze zostawiało na skórze maleńkie krople, a otwarta przestrzeń nie dawała możliwości ukrycia się przed delikatnymi powiewami wiatru, co czyniło otaczającą aurę jeszcze mniej przyjazną. Szli tak obok siebie jakiś czas, a mokra, miejscami pożółkła trawa malowała na ich butach ślad cienkich strużek wody. Wokół wszystko wydawało się pozbawione barw, a bezlistne drzewa tylko dodatkowo przysłaniały szaro-niebieskie niebo, rzucając ciemne cienie na błyszczące rosą ścieżki. W końcu przystanęli na dawno skoszonym, trawiastym placu i spojrzeli na siebie.
- Męczące, co nie? - zapytał, nie kończąc myśli.
- Przecież nie szliśmy daleko - odpowiedziała bez emocji w głosie.
- Nie o to mi chodzi. Tylko o to, jaki bywam - urwał zdanie i zaczął się wpatrywać w jej oczy. Po chwili odwrócił wzrok i głośno wzdychnął. Nie zawsze potrafił znaleźć proste słowa, które odzwierciedliłyby jego myśli. Sięgał wtedy po rozbudowane metafory, które były dość dalekie od konkretnego przekazu - takiego, jakiego ona by chciała.
Po dłuższej chwili milczenia obrócił się do niej ponownie.
- Wiem, że bywam irytujący, że czasami mówię od rzeczy, ale w taki nie najlepszy sposób szukam kontaktu. Bliskości, mimo odległości. Dystans bywa jednak nie do przeskoczenia. Nie zawsze to rozumiem, więc przepraszam. - skończył i delikatnie przygryzł na wpół wysuszone wargi, oczekując od niej jakiejś odpowiedzi.
Lecz ona nie odpowiedziała. Spojrzała na niego z lekkim politowaniem, po czym pozwoliła się objąć. W tym momencie poczuł zapach i ciepło bijące spod chusty owijającej jej smukłą szyję. Czekał na to. Gdy jego płuca na nowo wypełniły się jesiennym powietrzem, pocałował ją w blady policzek.
- Męczące, co nie? - zapytał, nie kończąc myśli.
- Przecież nie szliśmy daleko - odpowiedziała bez emocji w głosie.
- Nie o to mi chodzi. Tylko o to, jaki bywam - urwał zdanie i zaczął się wpatrywać w jej oczy. Po chwili odwrócił wzrok i głośno wzdychnął. Nie zawsze potrafił znaleźć proste słowa, które odzwierciedliłyby jego myśli. Sięgał wtedy po rozbudowane metafory, które były dość dalekie od konkretnego przekazu - takiego, jakiego ona by chciała.
Po dłuższej chwili milczenia obrócił się do niej ponownie.
- Wiem, że bywam irytujący, że czasami mówię od rzeczy, ale w taki nie najlepszy sposób szukam kontaktu. Bliskości, mimo odległości. Dystans bywa jednak nie do przeskoczenia. Nie zawsze to rozumiem, więc przepraszam. - skończył i delikatnie przygryzł na wpół wysuszone wargi, oczekując od niej jakiejś odpowiedzi.
Lecz ona nie odpowiedziała. Spojrzała na niego z lekkim politowaniem, po czym pozwoliła się objąć. W tym momencie poczuł zapach i ciepło bijące spod chusty owijającej jej smukłą szyję. Czekał na to. Gdy jego płuca na nowo wypełniły się jesiennym powietrzem, pocałował ją w blady policzek.
środa, 20 listopada 2013
To samo miejsce
Kuchnia. Stół. Krzesło.
Firanka na oknie.
Głuchy dźwięk trzasku. Szelest.
Przedpokój. Kurz. Chodnik.
Niewielkich stóp stukot.
W pamięci przemiło głos brzmiący.
To samo miejsce, lecz bez jej ciała
zszarzałą wydaje się pustką.
Pokój i łóżko. Dywanik i stolik.
Zła cisza wypełnia tę przestrzeń.
Miejsce to samo, lecz bez jednej duszy
obcym się zdaje być wiecznie.
Firanka na oknie.
Głuchy dźwięk trzasku. Szelest.
Przedpokój. Kurz. Chodnik.
Niewielkich stóp stukot.
W pamięci przemiło głos brzmiący.
To samo miejsce, lecz bez jej ciała
zszarzałą wydaje się pustką.
Pokój i łóżko. Dywanik i stolik.
Zła cisza wypełnia tę przestrzeń.
Miejsce to samo, lecz bez jednej duszy
obcym się zdaje być wiecznie.
sobota, 16 listopada 2013
Robotnik Z.
Pan Z. jak zwykle od rana siedział w fotelu. Żona wyszła na zakupy, syn jeszcze spał, więc nie było nic do roboty. Czytanie - to jest zajęcie na każdą sekundę wolną od pracy! Siedział więc tak od rana i czytał. Nie ważne co - byle nie ruszać się z miejsca. Gdy żona wróci, przyniesie mu nowy numer ulubionego czasopisma, a wtedy już na pewno nie będzie nic lepszego do robienia.
Koło godziny jedenastej z pokoju wynurzył się zaspany syn. Burknął standardowe "he!", po czym poszedł do łazienki. Obejrzał kąt na suficie i westchnął. W drodze powrotnej zapytał ojca:
- Dzwoniłeś do właściciela z góry?
- Nie. Nie będę do niego dzwonił, tylko pójdę do mieszkania, do tych, co tam mieszkają i im powiem - odpowiedział pan Z.
- Ach, no tak... - wychodząc z pokoju podsumował syn. W tym momencie był już pewny, że ojciec nie ruszy palcem przez najbliższy czas w sprawie zacieku, który z dnia na dzień powiększał się.
Pierwsza oznaka pojawiała się ponad tydzień temu. Pan Z. stwierdził jednak, że nie jest źle, nie kapie, więc nie trzeba interweniować. Tak, to bardzo interesujący sposób myślenia - sąsiad z góry, który nie wie o przecieku, na pewno przestanie korzystać z wody lub naprawi cieknącą rurę lub, co bardziej wymyślna teoria każe sądzić - rura naprawi się sama! Materiały samonaprawiające to przyszłość, ale w przypadku rur PCV na pewno nie ta najbliższa. Z. siedział zatem wygodnie w fotelu nadal, nie myśląc o pogarszającej się sytuacji w łazience, której on przecież nie malował...
Koło godziny jedenastej z pokoju wynurzył się zaspany syn. Burknął standardowe "he!", po czym poszedł do łazienki. Obejrzał kąt na suficie i westchnął. W drodze powrotnej zapytał ojca:
- Dzwoniłeś do właściciela z góry?
- Nie. Nie będę do niego dzwonił, tylko pójdę do mieszkania, do tych, co tam mieszkają i im powiem - odpowiedział pan Z.
- Ach, no tak... - wychodząc z pokoju podsumował syn. W tym momencie był już pewny, że ojciec nie ruszy palcem przez najbliższy czas w sprawie zacieku, który z dnia na dzień powiększał się.
Pierwsza oznaka pojawiała się ponad tydzień temu. Pan Z. stwierdził jednak, że nie jest źle, nie kapie, więc nie trzeba interweniować. Tak, to bardzo interesujący sposób myślenia - sąsiad z góry, który nie wie o przecieku, na pewno przestanie korzystać z wody lub naprawi cieknącą rurę lub, co bardziej wymyślna teoria każe sądzić - rura naprawi się sama! Materiały samonaprawiające to przyszłość, ale w przypadku rur PCV na pewno nie ta najbliższa. Z. siedział zatem wygodnie w fotelu nadal, nie myśląc o pogarszającej się sytuacji w łazience, której on przecież nie malował...
czwartek, 14 listopada 2013
Zapytaj mnie kiedyś
Zapytaj o listy
które dzielnie trzymam
zalakowane w mojej szufladzie
- tusz spadł niepewnie
wilgotną kroplą
stróżkę liter zaczął kreślić pospiesznie
jest kilka zdań
może bez racji
o przedawnionym przesłaniu
jest kilka słów
niepowiedzianych
serdecznych i szczerych jak dziecko
Zapytaj o wiersze
gdzieś wyskrobane
na starej, zużytej karcie
- nie milkną
wiatrem nieporuszone
nie rażą
zakryte przed światłem
jest kilka dat
tak wyróżnionych
płonących z błogości czy strachu
i kilka myśli
tych nienazwanych
co czule chronią je usta
środa, 13 listopada 2013
Zagadka
Ogrzewa i chłodzi, gasi i rozpala,
emocje i głupstwa wyczuwa już z dala,
choć trudno czasami znaleźć dobre słowo,
inaczej nie powiem - przed nią chylę czoło.
niedziela, 10 listopada 2013
Dalsza droga
Minął rok
z włosami zmierzwionymi
od wieczornej rosy
i rozpalony słońcem
w poranku
kochanego spojrzenia
gdzieś za oknem przysiadł spóźniony ptak
nucąc życzenia
żeby trwać w tych kilku wyznaczonych celach
Minął rok
a ja znów się zakradnę pod Twoje ramię
i przekroczę delikatnie granicę
by się otulić ciepłem
- niech go nie brakuje
na naszej dalszej drodze
fot. O.
z włosami zmierzwionymi
od wieczornej rosy
i rozpalony słońcem
w poranku
kochanego spojrzenia
gdzieś za oknem przysiadł spóźniony ptak
nucąc życzenia
żeby trwać w tych kilku wyznaczonych celach
Minął rok
a ja znów się zakradnę pod Twoje ramię
i przekroczę delikatnie granicę
by się otulić ciepłem
- niech go nie brakuje
na naszej dalszej drodze
fot. O.
wtorek, 5 listopada 2013
Słowo niedoskonałe
Pochylony nad mym stołem
we wschodzącej zorzy łunie
ręce twoje opisuję,
serce twoje opisuję;
/ K. I. Gałczyński, Pieśń II /
we wschodzącej zorzy łunie
ręce twoje opisuję,
serce twoje opisuję;
/ K. I. Gałczyński, Pieśń II /
Obraz moich słów wyrazem
kreowany jest na co dzień,
słowo, szkoda, słowem bywa
raz się zjawia, znów go nie ma.
Lecz jest obraz, ten niezmienny,
co go w sercu swoim noszę
- me spojrzenie w Twoje oczy,
me spojrzenie w Twoją duszę.
Nie jest, rzekłbym, doskonały,
pewnie nawet płytki bywa,
ale dla mnie on wystarcza
- wiem co widzę, wiem, co czuję.
Niechże zatem moje słowa,
co tchną pustką bez wymiaru,
w sposób prymitywnie prosty
raz choć Ciebie szczerze chwalą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
