Dźwięk przewracanych stron codzienności
koi najbardziej
gdy jesteś czytelniczką
i spokojnym wzrokiem
czytasz moje na wpół niezapisane karty
gdy cień rzuca nie szarawy dom
lecz chmura
zawieszona nad naszymi głowami
chwila ciszy nieprzerwana czyimś słowem
mrok chylący dzień ku nocy
dwa cienie pojednane chwilą
jeszcze raz pochwycę delikatne ramię
złapię nieco głębszy oddech
dam się ponieść
ponad wypłowiałym czasem
gdy ciemną kreską
wyraźnie naszkicujesz szlak
wtorek, 29 lipca 2014
środa, 23 lipca 2014
Wyrosłem z samotności
Wyrosłem z samotności
co kazała
by zasypiać i się budzić
na jednej łóżka połowie
i tak
kluczami pobrzękuję
gdy do bramy wchodzę
lecz cóż poza przykurzoną podłogą
mnie wita
jak
niedomyta rączka
garnek co przypalony czekaniem
jeden talerz
i kubek
odstawiony
mijam nakruszone kanty
framugi, szafek
i mojego dzieciństwa
z którego nie krzyczę już
w jedną stronę
co kazała
by zasypiać i się budzić
na jednej łóżka połowie
i tak
kluczami pobrzękuję
gdy do bramy wchodzę
lecz cóż poza przykurzoną podłogą
mnie wita
jak
niedomyta rączka
garnek co przypalony czekaniem
jeden talerz
i kubek
odstawiony
mijam nakruszone kanty
framugi, szafek
i mojego dzieciństwa
z którego nie krzyczę już
w jedną stronę
poniedziałek, 21 lipca 2014
Wierzba odlana z brązu
Szlaki chodników
ślady kostki brukowej
rozciągnięte
z północy na południe
zasypane stukotem
naszego tętna
gdzie żyły
delikatnie przebrzmiałe
od gorąca
od słów co w gardle uwięzły
ścieżką do zapomnienia się stają
w cieniu wieczoru
i wierzby
co odlana chyli się ku niedalekiej parze
można spróbować jeszcze raz
- wystarczy się odnaleźć
ślady kostki brukowej
rozciągnięte
z północy na południe
zasypane stukotem
naszego tętna
gdzie żyły
delikatnie przebrzmiałe
od gorąca
od słów co w gardle uwięzły
ścieżką do zapomnienia się stają
w cieniu wieczoru
i wierzby
co odlana chyli się ku niedalekiej parze
można spróbować jeszcze raz
- wystarczy się odnaleźć
czwartek, 17 lipca 2014
Skarb zdobiony haftowaną chustą
Boję się nieraz otworzyć
wieczko zdobione haftowaną chustą
co wypełnione po brzegi
oplecione jest jedwabnym włosem
z głowy spuszczonej
gdy wzrok
utkwiony w bańki szklaną ścianę
schowany w dłoniach
rozpalony nieufnością
o ufność prosi
i głos
zamknięty
ostry jest w swej łagodności
gdybyś znała mych uczuć choć połowę
gdy usta ku szyi się chylą
kiedy dłoń kieszeni nie potrzebuje
kiedy jesteś
wtedy napełnia wiara
co nieraz z ludźmi pogrywa
w człowieka
w piękno
w spokój
Chciałbym
żebyś wiedziała
że pod zdobionym wieczkiem
jest więcej
niż myślisz
wieczko zdobione haftowaną chustą
co wypełnione po brzegi
oplecione jest jedwabnym włosem
z głowy spuszczonej
gdy wzrok
utkwiony w bańki szklaną ścianę
schowany w dłoniach
rozpalony nieufnością
o ufność prosi
i głos
zamknięty
ostry jest w swej łagodności
gdybyś znała mych uczuć choć połowę
gdy usta ku szyi się chylą
kiedy dłoń kieszeni nie potrzebuje
kiedy jesteś
wtedy napełnia wiara
co nieraz z ludźmi pogrywa
w człowieka
w piękno
w spokój
Chciałbym
żebyś wiedziała
że pod zdobionym wieczkiem
jest więcej
niż myślisz
poniedziałek, 14 lipca 2014
Złoty pył
Obsypana złotym pyłkiem tajemnicy
co jak lekki kurz
wieczorem leniwie osiadłszy
słodki przynosi sen
Za minutę
za westchnień chwil parę
dzielisz się słowem
nieraz niechętnie
przestępuję więc z nogi na nogę
w oczekiwaniu na kolejny rozdział
krótkiej układanki
której początek poznaję pod koniec
Raczysz mnie dobrym uczuciem
i nie przestawaj
gdy łatwiej się odezwać
i gdy łatwiej nazwać coś po imieniu
Obsypana złotym pyłkiem tajemnicy
nieznanego dnia
gdzieś z marginesu kalendarza
do Ciebie wyciągam rękę
co jak lekki kurz
wieczorem leniwie osiadłszy
słodki przynosi sen
Za minutę
za westchnień chwil parę
dzielisz się słowem
nieraz niechętnie
przestępuję więc z nogi na nogę
w oczekiwaniu na kolejny rozdział
krótkiej układanki
której początek poznaję pod koniec
Raczysz mnie dobrym uczuciem
i nie przestawaj
gdy łatwiej się odezwać
i gdy łatwiej nazwać coś po imieniu
Obsypana złotym pyłkiem tajemnicy
nieznanego dnia
gdzieś z marginesu kalendarza
do Ciebie wyciągam rękę
niedziela, 6 lipca 2014
Ponad ciemniejącym polem
Zboże złotozielone
poprzeplatane szlakiem
szalem z niedalekiej podróży
zerwałem kłos
naszej małej natury
by po wczorajszych ścieżkach
kroczyć z myślą
o rozwianych Twych włosach
jeszcze jeden krok
szuter pod nogami zachrzęści
jeszcze jeden
pocałunek
który nie przez przypadek
uwolni się
jak stado skowronków
co spłoszone z krzaku dzikiej róży
wzleciało
słowo myślą wypowiedziane
ponad ciemniejącym polem
które nie raz
drogą swą przemierzałaś
poprzeplatane szlakiem
szalem z niedalekiej podróży
zerwałem kłos
naszej małej natury
by po wczorajszych ścieżkach
kroczyć z myślą
o rozwianych Twych włosach
jeszcze jeden krok
szuter pod nogami zachrzęści
jeszcze jeden
pocałunek
który nie przez przypadek
uwolni się
jak stado skowronków
co spłoszone z krzaku dzikiej róży
wzleciało
słowo myślą wypowiedziane
ponad ciemniejącym polem
które nie raz
drogą swą przemierzałaś
wtorek, 1 lipca 2014
Niedostatek
przy otwartym oknie
czekałem na moment
który nie przyszedł
słońce zaglądało do środka
upływającego czasu
mojego pokoju
i mnie
uciekającego myślami
południe opływające
w niedostatek powietrza
i niedostatek wiadomości
od człowieka
a przecież nikt nie powiedział
że wiedzeni z prądem rzeki
o brzeg się nie rozbijemy
a przecież nikt nie powiedział
że jesteśmy winni
czas, myśli, słowa
ludzkie dreptanie do celu
dreptanie w miejscu
postój w biegu
postój na papierosa
nikt nie powiedział
że jesteśmy winni
- wokół są inni
czekałem na moment
który nie przyszedł
słońce zaglądało do środka
upływającego czasu
mojego pokoju
i mnie
uciekającego myślami
południe opływające
w niedostatek powietrza
i niedostatek wiadomości
od człowieka
a przecież nikt nie powiedział
że wiedzeni z prądem rzeki
o brzeg się nie rozbijemy
a przecież nikt nie powiedział
że jesteśmy winni
czas, myśli, słowa
ludzkie dreptanie do celu
dreptanie w miejscu
postój w biegu
postój na papierosa
nikt nie powiedział
że jesteśmy winni
- wokół są inni
Subskrybuj:
Posty (Atom)