Spójrz, Panie, na moją marną ziemię!
To, co spoczywa w jej szarej czerni
nie chce już dawać owocu.
Spójrz, Panie, na moją wychudłą pierś!
Nikogo już nią nie wykarmię.
Panie, do Ciebie oczy swe
nabrzmiałe krwią kieruję
i wołam bez wytchnienia:
Unieś mnie ponad ten padół
i wyrwij z niewoli śmierci!
piątek, 28 października 2011
Modlitwa starej matki
niedziela, 23 października 2011
Dwa
Ile?
Ile żyć?
Dwa?
Dwa. Albo więcej.
Ilu nas jest w jednym schowanych?
Bo jeśli myślę, to zawsze są dwie myśli.
To pewnie dwóch.
Tak, dwóch. Albo więcej.
I tak polemizuję w dyskusji dwóch myślących istot.
Ja ze swoim ja,
On ze swoim.
A gdy mówię ja, to mówię Ja czy On?
A jeśli Jego Ja to moje Ja?
A jeśli Dwa różne Ja mnie od środka budują?
Dwa?
Tak, dwa... Albo więcej.
Złe dźwięki.
To im postawić się czas wreszcie.
I ten hałas niedźwięczny.
To w nim brać nie chcę udziału.
I w tłoku mokrych ciał też nie.
Niech mówią.
Niech komentują.
Niech nie kochają.
Co mi tam.
Ja i tak nie chcę.
środa, 19 października 2011
Wewnętrzny nieład
Nie lubię
a jednak to robię
Nie chcę.
To nie rób.
Nie znoszę.
Przestań!
Nie marudź.
Przestań!
Daj spokój!
To boli.
I mnie
a jednak to robię.
wtorek, 18 października 2011
poniedziałek, 17 października 2011
niedziela, 16 października 2011
Dwa lata trwania w dobrej wierze
Z ciekawości zerknąłem dziś do archiwum bloga i z pewnym niedowierzaniem zauważyłem, że od pierwszego wpisu minęły dokładnie dwa lata. Był wtedy rok dwa tysiące dziewiąty. Piątek. Było zimniej niż dziś, delikatnie padało. Inne studia, inne plany na przyszłość, inne priorytety. Nawet znajomi byli inni. Czy coś zatem z tego pozostało? Czy może uległem całkowitej przemianie? Niektórzy twierdzą, że ludzie się nie zmieniają, ale ja uważam, że tak nie jest. Zmieniłem częściowo swoje otoczenie, a wraz z nim zmieniłem niektóre przyzwyczajenia, sposób patrzenia na świat i cele. Coś się wyjaśniło, w czymś się utwierdziłem, a jeszcze w czymś innym nie stało się nic. Nadal wisi nade mną niepewna chmura, z której albo spadnie deszcz, albo zaczną bić pioruny, albo przez coraz to większe otwory zaczną przebijać się promienie słońca. Czasami mam dość niespodziewanego. Dość tej niewiedzy o jutrze. Czasami się zastanawiam, co robię źle, że jestem w tym, a nie innym miejscu. Przez te dwa lata mogłem być przecież już kimś, a nie osiągnąłem praktycznie niczego. Wiele zmarnowanych szans, setki chwil bezproduktywnych. I najgorsze jest to, że mógłbym tak wyliczać bez końca. Ale czy naprawdę jest aż tak źle? Pewnie nie, ale niekiedy, a szczególnie podczas rocznic, dobrze ponarzekać.
Cieszę się, że, pomimo różnego zaangażowania w tworzenie tego bloga, stale do niego wracam i uzupełniam go w kolejne przemyślenia i lepsze czy gorsze utwory liryczne. Tym samym mogę sobie życzyć, aby tych pierwszych było więcej i oby liczba czytelników dopisywała cały czas.
Za oknem zachodzi słońce, na dworze robi się chłodniej, a w moim sercu trwa ciągła niepewność i obawa przed przyszłością. Mam głęboką nadzieję, że, gdy za rok lub dwa lata będzie mi dane wspominać poprzedni jubileusz powstania tego bloga, napiszę coś bardziej optymistycznego...
Wszystkim wiernym czytelnikom dziękuję za towarzyszenie mi oraz życzę pomyślności w konfrontacji ze światem i ludźmi!
Cieszę się, że, pomimo różnego zaangażowania w tworzenie tego bloga, stale do niego wracam i uzupełniam go w kolejne przemyślenia i lepsze czy gorsze utwory liryczne. Tym samym mogę sobie życzyć, aby tych pierwszych było więcej i oby liczba czytelników dopisywała cały czas.
Za oknem zachodzi słońce, na dworze robi się chłodniej, a w moim sercu trwa ciągła niepewność i obawa przed przyszłością. Mam głęboką nadzieję, że, gdy za rok lub dwa lata będzie mi dane wspominać poprzedni jubileusz powstania tego bloga, napiszę coś bardziej optymistycznego...
Wszystkim wiernym czytelnikom dziękuję za towarzyszenie mi oraz życzę pomyślności w konfrontacji ze światem i ludźmi!
sobota, 15 października 2011
ODEZWA
Nie krzyczcie na alarm -
- nic przecież nie płonie!
To, co mogło się palić
już zgliszczami śmierdzi.
Nie wrzucajcie więc chrustu,
bo zarzewia tu brak,
ten, co ogień zaprószył
sam obrócił się w piach.
Nie wołajcie do nieba -
- nikt już dziś nie tonie!
To, co mogło utonąć
już osiadło na dnie.
Nie pompujcie więc wody,
bo potoku tu brak,
ten, co zniszczył raz tamę
sam utopił się w łzach.
Zostawcie swe obawy,
o Wy, Ludzie niewierni!
Nie bójcie się otworzyć
swych drzwi i na dwór wyjść!
Zobaczcie czyste niebo
bez dymu i bez chmur,
wsłuchajcie się w szum wiatru
i zaczerpnijcie tchu.
Wiza do naszego świata
Wiedliśmy życie
beztroskie nam
chwile
świat malowały
jasnymi barwami
I każdy wschód
słońca białego
poranka
witał nas
w szczęśliwym uścisku
Z Tobą marzyłem
sennymi myślami
za dnia
upalnego
jak w nocy Twe ciało
A dziś nie mam Ciebie
spokojnej i cichej
nocy
przeminął
nasz świat
czwartek, 6 października 2011
Prosto w oczy
Twe oczy jak kasztan
z łupiny wydarty
w wilgoć traw wrzucony
nieśmiały i lśniący
tak pewne jak orzeł
co na niebie krąży
co wciąż poszukuje
wytrwale i wiernie
głębokie i czułe
przeniknione sensem
koronują złotem
Twoją czystą duszę
i choć nieraz błyszczą
słoną kroplą rosy
zasypiać w nich pragnę
i dla nich się budzić
środa, 5 października 2011
Mechanicznie
Stać! Nie wchodzić!
trwa test wytrzymałościowy
próba zmęczeniowa
w najlepszym wydaniu
my w niej zawieszeni
siła nas rozrywa
zniszczyć chce
rozciągnąć
odsunąć, oddalić
chwytam Cię za rękę
Ty ją mocno ściskasz
lecz maszyna działa
nikt jej nie wyłącza
siłuje się z nami
pręży i napina
próbuje, lecz zdycha
buczy, wyje - pada
i moc trójfazowa
nie dała tu rady
ni tytan, ni stal
ni hart, ni nawęglanie
bo uścisk serdeczny
i wiara, i miłość
to nie coś, co ginie
w wymuszonej sile
wtorek, 4 października 2011
Oko za oko?
Jak to jest? Pewnego dnia budzicie się z silnym kołataniem serca, zrywacie się z łóżka i przecieracie twarz, po której przelatuje wyraz niepewności i strachu, żeby wieczorem nie móc zasnąć z powodu wielkiej pustki i niewiadomej. Jak to jest, że jednego razu trawi was wielkie zmartwienie, a drugim wielkie zdziwienie? Jak to jest, że troski o ważną dla was osobę nie dają wam żyć, a później dowiadujecie się, że zadajecie jej ból, który rani jej uczucia? Jak to jest, że godzinami rozmyślacie o drugiej osobie, a później na skutek nieporozumienia ona mówi wam, żebyście przemyśleli jakąś sprawę? Jak to jest, że przez tygodnie staracie się budować związek, aby w ciągu kilku minut spora jego część uległa zniszczeniu? Jak to jest, że rozmawiacie godzinami o niełatwych sprawach, aby później w kilku zdaniach pokłócić się, roztrząsając z pozoru banalne kwestie? Jak to jest?
Niekiedy wydaje się, że troski z jednej do drugiej osoby przechodzą niczym odbijająca się piłeczka pingpongowa. Gdy czujecie, że przegrywacie pod naporem przygniatających was problemów i niejasności, staracie się za wszelką cenę ich pozbyć, znaleźć rozwiązanie. Ale tym samym piłeczka wędruje do waszego towarzysza i, choć jesteście pozornie wolni, zaczynacie znów, podczas rozwiewania jego trosk, przyciągać na siebie kolejne fale nieszczęść. Ciągłe uwijanie się. Walka. Wysiłek. I do czego was, i do czego nas to prowadzi? Do wymiany? Do starej zasady "oko za oko"? Stop.
Odpocznijmy. Zastanówmy się, czy oby to, co chcemy wiedzieć, co chcemy powiedzieć, jest konieczne do naszego szczęścia. Wiele bowiem razy różnymi komentarzami i uwagami możemy sprawić komuś przykrość, nawet o tym nie wiedząc. Zostawmy więc te niesnaski, tę niemądrą wymianę zdań, rywalizację. Głęboko wierzę, że szczerość i prawda, jakiekolwiek by nie były, to w relacjach międzyludzkich podstawowe filary. Może budują obraz bez upiększeń, ale z głębokim nasyceniem barw, znakomitym kontrastem i wyrazistymi konturami. Wolicie barwne otoczki i pstrokate ozdobniki? Wasza rzecz. Nie zapominajcie jednak, że każdy z nas niesie obraz samego siebie. I nie jest to obraz ukończony. A efekt końcowy zależy nie tylko od nas, ale również od ludzi, z którymi się spotykamy, z którymi żyjemy i których kochamy. Pomagajmy więc sobie nawzajem w kreowaniu autentycznych dzieł sztuki. I między ponure i przeraźliwe sceny wprowadźmy nieco słońca. Z czasem się przekonamy, że wspólnie namalowany obraz nie będzie miał śladów po odbijającej się od niego piłeczce pingpongowej, ale wyłącznie delikatne smugi łagodnie i majestatycznie pociąganego pędzla.
Subskrybuj:
Posty (Atom)