niedziela, 27 stycznia 2013

Sweter

Sypnęło śniegiem
już dość dawno
i chłodem zawiało,
i teraz nawet drzwi zamykają się z łatwością.

Okno otwieram bez słów i bez emocji,
wpuszczając do środka nieco ożywczej zimy:
takiej spokojnej i cichej
i wypieki na twarzy widoczne

co mi powiesz milczeniem
i milcząc zapowiesz
wizytę niespodziewaną
której czekam
wypatrując cienia za oknem

nie siedzę z założonymi rękami
to je rozkładam, by witać
to znów składam...

Nawet adres na karteczce zapisałem,
spójrz, powinno się zgadzać
trochę niewyraźnie,
ale drogę znam na pamięć

to nic, że sypnęło śniegiem
że zasypało ślady
że chłód zawitał w nasze progi

- pod naszym swetrem zawsze znajdzie się ciepło

środa, 23 stycznia 2013

Ewakuacja z czasów nieokreślonych

A jednak obudziłem się. Choć wcale nie zasypiałem. Bo na pewno nie zasypiałem snem naturalnym. Oczy otworzyłem o godzinie 5:05. Tak mam wpisane w karcie. Za oknem było ciemno, zegarka ściennego nie widziałem. Zauważyłem jednak przerażone oczy pielęgniarki wpatrzone w moją twarz albo raczej w to, czym moja twarz była teraz.
O godzinie ósmej przyszedł lekarz nadzorujący. Sprawdził podstawowe odruchy i kazał czekać. W międzyczasie przechodzili inni lekarze i spoglądali na mnie badawczo. Zastanawiałem się, czy tak naprawdę źle wyglądam, czy robili to z przyzwyczajenia, mając w głowie myśl "Ciekawe, kogo tym razem przywieźli...", czy robili to z życzliwości. Jednak w ich oczach nie widziałem współczucia. Coś bardziej jakby odrazę. Było zatem jasne, że szpitalne plotki szybko się rozchodzą. Myślałem, że tylko wśród kadry, ale myliłem się.
Po dziewiątej spróbowałem wstać z materaca w metalowej ramie. Spróbowałem raz i okazało się, że to o jedną próbę za dużo. Zwymiotowałem żółcią. Do pokoju, w którym leżałem zaglądało coraz więcej osób. Patrzyli na mnie, jakby nie dowierzali.
Godzina dziesiąta. Próbuję wstać po raz drugi. Tym razem unoszę swój tułów. Siedzę wyprostowany i czuję, jak krew zaczyna pulsować w głowie. Jedno uderzenie serca, drugie, trzecie... Za każdym razem rozrywa mi skronie. Nie wytrzymuję. Wymiotuję po raz drugi. Tym razem nie wiem już czym.
Obudziłem się o 5:05 i od razu wiedziałem, że moja ucieczka donikąd się nie powiodła. Zobaczyłem brudne ściany izby przyjęć, ludzką twarz i poczułem nieprzyjemny zapach ludzkiego potu, śliny i wymiocin. Moje oczy widziały znów ten sam świat, mój nos wdychał wciąż to samo powietrze, a skóra czuła chłód wiosennego poranka.
- No to chyba coś mnie tu jeszcze czeka - pomyślałem.

środa, 9 stycznia 2013

Czytam, bo...

Gdybym mógł czytać wyłącznie dla siebie, byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Uznałbym to za moje zdanie, ale na pewno tak samo myślało już wielu przede mną i myśli wielu teraz. Gdybym mógł czytać to, na co mam ochotę, to, co jest w kręgu moich zainteresowań, to, co polecił mi ktoś do przeczytania i mnie tym zainteresował, gdybym wreszcie mógł czytać coś, na co z pełnym oddaniem przeznaczam swój cenny czas, naprawdę byłbym szczęśliwy. Na tym polu doświadczeń rodzi się jednak frustracja, bo czytając coś, na co mam ochotę, zaniedbuję tym samym sprawy uczelni, wymagającej ode mnie studiowania książek, które, owszem, interesującymi można nazwać, ale na pewno nie wszystkie znajdują się w zbiorze książek z etykietą „Te, które chcę przeczytać”. Wyłoniły się zatem pierwsze przyczyny czytania: chęć wypływająca ze mnie i konieczność, jak widać, bardzo często stojące po dwóch stronach frontu.
Gdybym nie czytał książek, byłbym głupcem. I to nie tylko w kwestii samokształcenia, gdyż wiele z nich pisanych jest właśnie w celu przekazania czytelnikowi informacji o otaczającym go świecie, ale głupota we mnie będąca wynikałaby z ubogiego życia wewnętrznego, nie raz przecież ubogacanego poprzez poznawanie przeżyć bohaterów literackich, i z wszechobecnego braku formy mojej osobowości. Osobowości kreowanej także językiem, którego używam, a który pozbawiony gotowych wzorców czerpanych podświadomie wprost z najróżniejszych utworów, byłby marnym narzędziem w budowaniu mojej osoby. Ważne jest dla mnie i to, co mówię, i to, co piszę, bowiem tworzy to mój wizerunek w społeczeństwie. Bez bogatego języka, bez form różnorodności przyjąłbym i ja obraz nieszczególny. Czytam, jak widać, z chęci zdobywania wiedzy i z chęci budowania i kreowania wyróżniającego się siebie.
Gdybym nie czytał, nie miałbym nic do powiedzenia. Często słychać, gdy ktoś, mówiąc, że czytał coś lub o czymś, wzbudza zainteresowanie innych. Nie chodzi o to, żeby zbierać wokół siebie tłumy, ale mając wiedzę na jakiś temat, wiedząc, coś, czego inni nie wiedzą, możemy wzbudzić zainteresowanie swoją osobą, wyróżnić się wśród tłumu i zaprezentować postawę człowieka ciekawego świata, a takich ludzi jest coraz mniej, więc stają się przez to bardziej wartościowi. Trzeba być jednak ostrożnym, bo to, co jednych zachęca innych może skutecznie od nas odstraszyć. No cóż, nie da się wszystkim dogodzić, jednak i tak z całą stanowczością twierdzę, że czytam, bo chcę mieć coś do powiedzenia.
Gdybym nie czytał, nie miałbym swojego zdania, a warto je mieć. Bez niego łatwo ulec pokusie bezkrytycznego słuchania populistycznych haseł głoszonych przez ludzi, którzy tak naprawdę nie wiedzą, o czym mówią. Bez dociekania i interesowania się tym, co dzieje się wokół nas, łatwo stać się pustym naczyniem, które inni mogą wypełnić swoimi treściami. Niekoniecznie wartościowymi. A stąd już tylko malutki krok ku temu, by stać się marionetką, nieznaczącym trybikiem w skomercjalizowanym świecie, w którym człowiek jako jednostka przestaje się liczyć. I choć niełatwo o obiektywizm w odbieranych informacjach, czytam, bo chcę mieć swoje zdanie.
Gdybym nie czytał, już dawno poległbym w trudach życia. Józef Czechowicz napisał „Kto czyta – żyje wielokrotnie” i nie mogę się z tym nie zgodzić. Choć otaczający mnie świat nie zniknie z dnia na dzień, choć problemy i troski z nim związane a mnie dotyczące same się nie rozwiążą, pochłonięcie się w lekturze ułatwia mi przeżywanie dni, które tchną egzystencjalną pustką i bezsensem działania. Wchodząc jakby w drugie życie, wkraczając w kolejny, równoległy świat, w którym staję twarzą w twarz z bohaterami, zapominam o nieidealnej rzeczywistości i daję się ponieść wydarzeniom, które choć mnie nie dotykają, stanowią dla mnie dobrą ochronną otoczkę. Czytam, bo chcę przeżyć.
Gdybym nie czytał, nie mógłbym istnieć w dzisiejszym społeczeństwie. Nie twierdzę, że ono podoba mi się, że akceptuję wszystkie jego zachcianki i integruję się z nim bezgranicznie, ale przez komunikaty językowe wymaga ode mnie interakcji. Bez ich czytania i rozumienia, groziłoby mi wykluczenie. Czytam, bo chcę współdziałać z innymi.
Mając wypisanych wyżej kilka argumentów wskazujących na przyczyny czytania, zastanawiam się, czy można byłoby jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie „Dlaczego czytam?”. Można. Odpowiedź klaruje się sama: czytam, bo chcę.

wtorek, 8 stycznia 2013

po dwóch stronach

pod palcami uginają się plastikowe przyciski
wystukując niezgrabny rytm
zdań do Ciebie

chłodna podłoga wyciąga ze stóp
ciepło dzisiejszego dnia
zbierane skrzętnie od ciemnego poranku do nocy

oczy wysuszone nieprzerywaniem
pragną chwili spokoju pod powiekami
tak jak ja pragnę spokoju
pod Twoim oddechem

niewypowiedziane słowa tracą słodycz
a ciało się zapada
licząc na spotkanie w ostatniej sekundzie

coraz trudniej pisać
znając jak nigdy tę bliskość
coraz trudniej nie patrzeć
znając jak nigdy Twe oczy

przed Tobą
wyświetlają się nowe ciągi znaków
niezgrabnie połączone w zwroty, zdania i wiersze

sobota, 5 stycznia 2013

za drzwiami

guziki
koraliki
urwane
myśli
i oddechy

odciśnięte
dłonie
ciała
i słowa
w pamięci

wciąż
bliżej

by poczuć
by usłyszeć
by być