niedziela, 31 marca 2013

Nierozwiązany worek słów

Zasypiasz na boku, a u Twoich nóg
kładę worek -
nierozwiązany worek słów.

Jest lekki
i delikatnym ruchem strącasz go
między łóżko a ścianę.

Płócienny, porządnie wykonany,
chroni to,
czego nie mam odwagi mówić.

Trochę brakującego uczucia.
Trochę brakujących zdań.
Zakończenia.

Czasami się budzisz
i wpatrujesz w ten szary przedmiot
niepowodzeń,
zmartwień,
rozczarowań.

A ciemność wokół nie pozwala zauważyć kilku znaczeń.
A cisza - usłyszeć kilku ważnych słów.

piątek, 29 marca 2013

Wczoraj a dziś

Eugeniusz Bodo w polskim, przedwojenny filmie "Piętro wyżej" śpiewał niejedną piosenkę, ale ta, którą można odsłuchać, a samą sytuację z filmu zobaczyć w obiekcie powyżej, jest istotniejsza nie tyle z racji samej fabuły, co z racji jej uniwersalnego znaczenia. Filmowy Henryk Pączek, spiker radiowy cieszący się uznaniem wielu ważnych osobistości a w szczególności kobiet, śpiewa o swojej jakże wygodnej sytuacji życiowej, o braku zmartwień i o tym, że dzięki temu może korzystać z życia. Przedstawia siebie nie jako kogoś niezwykłego: "Gdy ktoś, jak ja, posadę dobrą ma i młody jest, i ogień ma we krwi." Wskazuje tym samym na to, że każdy, kto jest w podobnej sytuacji do niego, zachowuje się podobnie, jakby chciał swoje postępowanie usprawiedliwić. Ale czy słusznie i czy ma do tego prawo? Jak widać po reakcji młodej kobiety, która słucha tego solowego popisu muzycznego, każde usprawiedliwianie się byłoby nie na miejscu. Bohater o tym wie i pewny siebie spogląda na nią, zalotnie do niej mruga i kontynuuje wcześniej podjęty wątek: "Ten wciąż co dnia używa, gdzie się da i trzyma się zasady, która brzmi". Okazuje się, że Henryk nie jest człowiekiem bez zasad. Brawo! Mężczyźni z zasadami są lepiej postrzegani w oczach kobiet. Świadczy to bowiem o ich utrwalonym światopoglądzie, stałości i odpowiedzialności. "No, to w takim razie posłuchajmy tych pańskich taśm prawdy" powiedziałby Janis z Testosteronu. No to słuchamy, jaką zasadę ma Henryk Pączek: "Jeżeli kochać to dzień lub dwa, bo człowiek wtedy przyjemność ma, gdy dzisiaj ta, a jutro ta. Co dziś użyję, to wiem, ze mam, co dziś wypiję, to wiem, że sam - należy brać, brać, co się da." Zdawałoby się, że ta zasada nie byłaby dobrze widziana w oczach kobiety, która szuka stabilizacji w życiu. A któż powiedział, że ona szuka stabilizacji? Elegancko zdejmuje płaszcz, uśmiecha się szeroko, eksponując piękne zęby i słucha dalej Henryka, który wskazuje na powód takiego działania (czyli jednak trochę się usprawiedliwia - pewnie żeby nie wyjść na zbyt gruboskórnego): "Za parę lat, kto wie, co spotka jeszcze mnie, więc póki czas korzystam z życia. Co będzie jutro, nie moja rzecz, nie patrzę naprzód, nie patrzę wstecz i jedno wiem (...) - żyję dzisiejszym dniem. Dziś (...) - to mi zaprząta myśl." Czyli jednak znalazł usprawiedliwienie - nieznana przyszłość. Gdyby przyszłość była znana, straciłaby swój nieszczególny urok - niewiedzę o niej. Henryk o tym wie, dlatego nie marnuje ani chwili, żeby brać z życia, ile tylko można. Czy myśli tylko o przyjemnościach cielesnych, a uczucia zostawia z boku? Nie do końca, bo przecież przez jeden dzień lub dwa kocha. Tak przynajmniej śpiewa i, kto wie, może też dlatego, żeby dać słuchającej go kobiecie nadzieję na odrobinę uczucia w "używaniu". Bo, jak się później okazuje, ta młoda dama kierowane do niej słowa traktuje dość poważnie. Henryk oczywiście poniewczasie reflektuje się i dostrzega płytkość jego zasady i postępowań, które z niej wynikały. Po przemianie siada znów za fortepianem i śpiewa nieco inną już wersję.
Na czym polega ta zmiana? Nie jest to skomplikowana zagadka. Raczej należy do tych prostych. Henryk zauważa, że do jego serca najzwyczajniej w świecie "ktoś się wkradł". I choć "przez dwadzieścia parę lat" wiedział, czego chce, teraz z nim jest źle i "nie wie, czego chce". Tym samym "zaczyna marzyć, zaczyna śnić". O czym? "Że bez tej jednej nie może żyć." No proszę - nasz chojrak się zakochał. A tak chwalił swój stan swobody i wolności, który dawał mu brak wiedzy o tym, co przyniesie jutro. Teraz jedno, co jest dla niego pewne i co powoduje, że jest "pierwszy raz szczęśliwy" (pokazuje zatem, że wcześniej, pomimo korzystania z życia, szczęśliwy nie był, bo czuł się samotny) to ta, z którą chce być. Nadal "nie patrzy naprzód, nie patrzy wstecz", ale jest to spowodowane tylko i wyłącznie chęcią realizowania się w danym momencie życia z tą jedną kobietą i dodatkowo, co później podkreśla, wie, że zdobyła jego serce, a co za tym idzie, jest gotów być z nią "do ostatniego dnia". Ona jest teraz celem jego życia.
Czy to tylko puste wyznanie w lirycznej piosence? Czy może rzeczywista przemiana bohatera? Choć to banalna historia miłosna przedstawiona w filmie, zdaje się, że może mieć odzwierciedlenie w prawdziwym życiu (stąd ta uniwersalność, o której wspomniałem). Jeśli chcemy zmiany na lepsze, bo wiemy, że ktoś tej zmiany jest wart, to dlaczego by jej nie zrealizować? Tym bardziej, gdy dzięki komuś swoje często niedostrzegane wady możemy w końcu ujrzeć. Czy ponosimy jakąś cenę? Czy nie gubimy jakiejś cząstki siebie? Tutaj trzeba uważać, bo łatwo wpaść w wir idealizowania, a to już wprowadza szkodliwy pierwiastek sztuczności. Czy jest zatem gotowa recepta, żeby nie przesadzić i żeby, pozostając sobą, zmienić tylko to, co niekorzystne? Nie wydaje mi się. Ale wiem, że warto się czasem nad tym zastanowić. I znalezienia tego "złotego środka" sobie i Wam życzę.

środa, 27 marca 2013

Usta

Słyszę cichy głos.
Lekki szept docierający do mojego ucha.
Czuję powietrze.

Jest ciepłe.
Łaskocze.
Bardzo przyjemnie.

Podgrzewasz moją duszę.
Rozrywasz serce.
A ja wciąż nie wiem, jak to robisz.

niedziela, 24 marca 2013

Normalne odczucie siebie

Uciekam do normalności. Do stanu, w którym nikt mnie nie pyta: Kiedy? Po co? Jak? To miejsce, gdzie mogę czuć się sobą. Nie zdarza się to często, nie zdarzało, ale jest możliwe - bo to przeżyłem. Jeszcze tym pachnę. I gdzieś spod koszulki wydobywa się słodki aromat czyjegoś ciała i czyjegoś miejsca. I podejście jest zdroworozsądkowe. Podobno nie zawsze. Ale ja czułem się dobrze, bo u mnie tego czasami brakuje. W moich czterech kątach czasami czuję się dziwnie atakowany. Słowami. Przede wszystkim słowami i ideami. Jakby na siłę jakiś totalitaryzm chciał zepchnąć mnie na boczny tor. A ja tu czuję się dobrze. No właśnie... Nie tu - tam.

środa, 20 marca 2013

z Tobą

Lepiej mi Tobą gdzieś na tamtej górze,
choć wcale nie tak wysoka.

Lepiej też w parku i na ulicy,
i w domu, i w samochodzie.

Lepiej mi z Tobą nawet, gdy milczysz,
i gdy ja milczę przy Tobie.

Lepiej jest z Tobą na jesień i w zimie,
choć chłód nam zagląda do okien.

Lepiej na wiosnę, co źle się zaczęła,
i latem, którego nie znamy.

Lepiej mi z Tobą w najciemniejszym lochu,
niż samemu w jasnej pościeli.

Lepiej mi z Tobą gdzieś na końcu świata
i z Tobą w zatłoczonym sklepie.

Z Tobą mi lepiej, to wiem i tak czuję,
choć czasem wypowiem złe słowo.
Bo wolę już skargi Twej przyjąć zapowiedź,
niż gnuśnieć bez Ciebie w niewoli.

Dla O. na dzień taki jak dziś

spod palców znakami zbyt szybko rwanymi
pieśń smutna płynąć zaczyna
i smętnym nurtem tych chwil ostatnich
nabrzmiałe powieki rozkrusza

znów spadnie kropla, znów dreszcz uderzy
w już przestraszone me ciało
skostniałe dłonie, twarz bez wyrazu
ból silny obudzi w skroni

to słowa ulotne krąg zatoczyły
i znowu wpadają w uszy
a pisane słowa spod szklistego oka
rozmyją się wraz w pierwszym hukiem

salwy z dwóch serc krzyżowego ognia
co goreje w nas nieugaszony
i chcę Ciebie unieść, byś Ty mnie poniosła
w tej wojnie dusz obumarłych

piątek, 15 marca 2013

22 - 23

Usiadłem przy stoliku na wiklinowym krześle. W kawiarni.
To ta kawiarnia przy ulicy wyłożonej brukiem.
To ta kawiarnia, z której zabrali nam kanapę. Kanapę z dwudziestego drugiego grudnia.

Usiadłem przy stoliku wpatrzony w to miejsce, z którego Ty patrzyłaś.
Swoimi szklistymi oczami.
A ja widziałem w nich trochę więcej.

Usiadłem, a wcześniej pomogłem zdjąć kurtkę.
Choć nigdy tego nie chciałaś.

Pewnie brakuje mi taktu.
I później milczę jak zaklęty.

I brakuje mi czasu.
I czasów, gdy po dwudziestej trzeciej widziałem czerwone światła niknące w zielonej poświacie.

środa, 13 marca 2013

Gdy nie widzę. Gdy nie rozmawiam.

Wieczorami jest najgorzej. Najgorzej się czuję i najtrudniej skupić się na pracy. Do tego dochodzi zmęczenie. Najchętniej położyłbym się spać. Zatem kładę się do łóżka. Nakrywam się kołdrą i próbuję zasnąć. W pokoju jest dość ciepło. Nie powinno być problemów z zaśnięciem. Zamykam oczy. Próbuję uspokoić oddech. Próbuję uspokoić bicie serca. Ale bezskutecznie. Siadam na łóżku. Opieram się o boazerię, którą pokryta jest ściana. I myślę. Myślami wybiegam daleko. Jakieś piętnaście kilometrów. Może trochę więcej. I czuję, jak mi coś ściska gardło. Czuję, jakby mi ktoś na klatce piersiowej postawił wiadro z gorącą wodą. Albo coś. Bo to raczej coś mnie dusi.
To tęsknota.

wtorek, 12 marca 2013

[W ostatniej zwrotce jest puenta.]

I chłód pokrzyżował znów plany.
Jęknąłem cicho.
Tak, że różowa, chłodem naznaczona dłoń lekko się zatrzęsła.
To z emocji. Albo ze strachu.
Wszystko jedno.

A nie, właśnie nie jest wszystko jedno.
Słyszałem opinię niezależnego eksperta.
I on twierdził, że trzeba mieć swoje zdanie.
To całkiem niezły pomysł.
Mieć swoje zdanie.
Na każdy temat.

A ja mam swoje zdanie na każdą chwilę.
Może nie od razu.
Czasami mogę coś palnąć.

(Z dwururki, ze starej śrutówki,
ustrzeliłem kiedyś zająca.
Wił się jak zaskroniec.
I syczał zjadliwym głosem.)

Bardzo dobrze spędza mi się z Panią czas.
Ja to Pani powtarzałem wielokrotnie.
I ja Panią bardzo cenię.
To tak na przyszłość i na teraz.
Zdania dobrze wyważone.

sobota, 9 marca 2013

Porządki

Otworzyły się drzwi do mieszkania i stanęła w nich mama. Jak zwykle weszła dość energicznie, mimo rąk zajętych ciężkimi zakupami. Przeważały w nich produkty spożywcze, ale ciężaru nadawały głównie warzywa. Jak zwykle, nie mówiąc o tym nikomu, do sklepu wyszła dość wcześnie, żeby później móc wypomnieć facetom siedzącym w domu, że "sama musi nosić te ciężary". Ale dziś było inaczej. Wróciła, rzuciła okiem do mojego pokoju, zaniosła siatki z zakupami do kuchni, po czym zapytała:
- Wyprowadzasz się?
- Nie, dlaczego? - zapytałem.
- Bo szafa otwarta, sterta ubrań na łóżku, więc może się pakujesz?
- Nie, porządki robię, to wszystko - odpowiedziałem. To wszystko - taka była prawda. Robiłem porządki w szafie.
W człowieku tkwi odwieczna chęć posiadania. I u mnie bywa podobnie, choć ostatnio trochę działam, żeby w tym zgubnym nawyku się ograniczać. Nie inaczej było dzisiejszego przedpołudnia. Wstałem, otworzyłem szafę i zacząłem wyciągać ubrania, w których już długi czas nie chodziłem. I przyszło mi to z łatwością. Bez problemu ułożyłem sporą stertę.
W swoim życiu, na różne okazje dostajemy rzeczy, które albo się przydadzą i je wykorzystamy bądź zużyjemy, albo ciśniemy w kąt, aby po niedługim czasie po prostu o nich zapomnieć. Przypisujemy im różne znaczenie i gdy nawet brakuje miejsca na półce czy w regale, nie wyrzucimy ich, bo mają dla nas jakąś wartość. Jakiś czas temu odbyłem dość pouczającą, jak widać, rozmowę na temat sentymentu do przedmiotów. Zadałem wtedy pytanie: co zatem robić z rzeczami, które są dla nas w jakiś sposób ważne? Odpowiedź była konkretna: jeśli chodzi o przeprowadzki, nie ma mowy o sentymentach. Wtedy sobie zdałem sprawę, że nadawana przez nas wartość rzeczom materialnym jest tak naprawdę tylko pozorna.
Warto zatem czasami zajrzeć do dawno nieotwieranych szaf i niewysuwanych szuflad i się zastanowić, czy mamy miejsce na kolejne rzeczy, czy potrzebujemy te, które mamy i czy naprawdę to wszystko, czym się otaczamy, jest niezbędne. Może wtedy się okazać, że wśród "skarbów" są tak naprawdę tylko śmieci, a dawno nienoszona koszulka wygląda jak nowa.

piątek, 8 marca 2013

Obrazek namalowany konturem twarzy

Obrazek namalowany konturem twarzy wygląda dość niepozornie.
Ma jednak w swojej objętości pełnię kształtu.
Ja tę pełnię widziałem nieraz. A czasami spojrzę w nocne niebo.
Na księżyc.
A tam z prawej to gwiazdozbiór. Nie będę powtarzał, przecież wiesz, jaki.

Widziany w kuchni.
Lekko spuszczona głowa schowana w ciemnych włosach.
Widziany w pokoju.
Wesołe, lśniące oczy ozdobne w długie rzęsy.
Widziany na ulicy.
Widziany w kawiarni.

Ja mógłbym tak bez końca się wpatrywać.
Widzisz to kątem oka. Stąd uśmiech.
Na ten obrazek.
Na ten obrazek namalowany konturem piękna.

piątek, 1 marca 2013

W drodze na K.

Odsłaniam żaluzję
dawnych niepowodzeń
by spojrzeć w okno
przykurzone zimowym oczekiwaniem

otwieram je
i czuję ten przypływ
powietrza
głosu -
Twojego głosu

wybiegam przez drzwi
otwarte naszym wołaniem
wprost na wschodzącą
oziminę
ulicę P.
i jej kostkę brukową
pomalowaną topniejącym śniegiem

niesiesz jak zwykle
torebkę na prawym ramieniu
z uśmiechem
który dajesz mi przy pierwszym pocałunku

przy pierwszym promieniu marcowego słońca
dajesz mi radość