niedziela, 29 grudnia 2013

O tym, żeby kobieta samotną nie była

- Niedobrze, gdy kobieta w domu bez mężczyzny przebywa - powiedział stary, zerkając z ukosa na młodszego od siebie towarzysza. - Spójrz - wyciągnął z kieszeni na lewej piersi zdjęcie i podał mu. - Widzisz, z kim ja tu na tym zdjęciu stoję? - zapytał.
- No widzę, z jakąś kobietą. Całkiem ładna... - na chwilę zawiesił głos - A to stare zdjęcie? - popatrzył na współrozmówcę.
- Stare... Tak stare, jak i moja starość jest - odpowiedział. - Dlatego trzymam tę fotografię, żeby przypominać sobie o czasach... hmm... takich czasach, no, które ty teraz masz. Kobiety... ech... nie tyle kobiety, ta jedna niech będzie. To wystarczy. Niech ta jedna kobieta, którą kochasz, nie czuje się sama. Nigdy. Różne rzeczy w życiu robiłem, wstyd się przyznać. I głupi byłem. Teraz to wiem. A najbardziej żałuję, że nie zawsze dawałem jej potrzebnego wsparcia. Może to dziwne, że się tego szczegółu przyczepiłem, ale taka prawda. Nie zapominać o niej - nigdy. To najważniejsze. Także jeśli się to ma na uwadze, to i głupoty człowieka nie nachodzą. Na tym zdjęciu... Ile to my mieliśmy lat... Młodość, chłopaku, to cudowne źródło szczęścia i głupoty zarazem. A jak trudno upilnować swoje myśli, to pewnie sam wiesz, co ja ci gadać będę.
- Ale co ma do tego kobieta bez mężczyzny w domu? - przerwał młodszy.
- Eh... no nie zawsze można być przy kobiecie, także i pomysły, co się w głowie rodzą durnowate są. Może się nie wydaje, ale ona się o ciebie martwi. Myśli, co to za kolejne pierdoły wykombinowałeś. A jeśli kocha, to zaraz pozna, co się nawyrabiało. Nie zapyta, a wie. Także, jeśli chcesz być szczęśliwy, bądź z kobietą zawsze, kiedy możesz, to i ona, i ty, spokojniejsi będziecie. Dlatego kobieta nie powinna w domu bez mężczyzny przebywać, bo obojgu to na złe tylko wyjść może - stary skończył opowiadać i zapatrzył się w wyblakłą, pomiętą fotografię.

wtorek, 24 grudnia 2013

Na Święta

Zaprojektuję Święta
takie, żebyś poczuła się dobrze
i bez zbędnych zmartwień
przy sytym zasiadła stole

za oknem sypnie śniegiem
ścieżkę zeszkli mróz
i skrzypieć będzie pod butami

dłonie podzielą się ciepłem
usta - dobrym słowem
- my przełamiemy się czasem
wspólnych chwil

zaprojektujmy Święta
pod ciepłą kopułą domu
i niech w ognisku
nie zabraknie miłości

piątek, 20 grudnia 2013

Prośba na dwudziestego grudnia

Wiem, że bywasz zmęczona.
Że czasami jest już późno.
Ale nikt inny nie zrobi tego lepiej niż Ty.

Mam prośbę.
Pomóż mi wybierać drogi.
Jest och wokół sporo, a ja się nie chcę zgubić.

niedziela, 15 grudnia 2013

By zaplanować jutro

Kiedyś wyruszałem na wędrówki.
Szukałem szczęścia w zachodzie słońca.
Badałem odbicie w leniwie płynącej rzece.

Kiedyś wyruszałem na poszukiwania.
Próbowałem zamknąć czas w przybrudzonej szklance.
Zakurzonymi ścieżkami uciekałem przed samym sobą.

Był czas, gdy nie planowałem.
Był czas, gdy nie miałem czego planować.
Był czas.

Dziś nie wyruszam na samotne wędrówki.
Nie szukam szczęścia w zachodach.
Nie swojej przyglądam się twarzy.

Dziś uciekam do Ciebie.
Przed Tobą otwieram mój czas.
Dziś już nie szukam.

To czas, gdy niewprawną ręką kreślę rysunki,
by zaplanować jutro.

niedziela, 8 grudnia 2013

Nocny marsz

Zawiało w twarz mrozem
i nie po raz pierwszy
nie dało się bronić rękawem

wiatr wdarł się pod kurtkę
i z obłędem w oczach
do kości przeżarł me ciało

ale kroczę nadal
czasem krzywo stąpam
a odcisk odbija się krwią

i nie zapominam
co nieraz mówiłem
z celu nie rezygnuję

piątek, 6 grudnia 2013

Dzięki Tobie

nie boję się spojrzeć w oczy
i mówić
i czuć
rozkoszować się choćby chwilą
która wnet już tylko zapachem i ciepłym wspomnieniem
ożywia mą martwą ciszę

nie boję się widzieć
choćby oczami wyobraźni
scen budowanych na niewypowiedzianych myślach
kształtem dotykającym
zwiewnych sukienek
i czterech ścian
w nieco innych okolicznościach

nie boję się uczyć
wciąż nowych słów
i opisów
które nie bledną o poranku
z pierwszym łykiem kawy
i smakiem słodyczy na ustach

środa, 4 grudnia 2013

Późnym wieczorem

zamykasz powoli swe oczy
odchodząc w niespokojny sen
tam zimne kołysanie wiatru
rozwiewa lekki Twój włos

tam huczy mroźne powietrze
i miesza chłodem Twą krew

składasz w pośpiechu ramiona
znów usta zaciskasz silnie

zamykasz się przed świata chłodem
zamykasz się także przede mną
ucieknij z tego kurhanu
ucieknij tak prosto w dół

napełnij swe usta mową
a myśli rozwiązać chciej

wciąż czekam ze swoim ciepłem
i czuwam byś w nowy dzień

zastała mnie gotowego
bo taki dla Ciebie być chcę

niedziela, 1 grudnia 2013

Pierwszy grudnia

Ostatnie krople zimnego listopadowego deszczu spadały wokół tworząc niewielkie strużki przelewające się między wystającymi gdzieniegdzie kamieniami. Droga polna była już przesycona wodą, toteż szybko zaczęły tworzyć się na niej duże kałuże, a błoto coraz wyraźniej dawało się we znaki i skutecznie utrudniało powolny marsz. Nie pamiętam dokładnie, jak się tam znalazłem. Przypominam sobie jednak dobrze uczucie zimna, które przenikało od skóry do szpiku kości. I choć nie wiem, jak to jest, gdy coś się wbija do szpiku, to to uczucie z pewnością mogło temu dorównać. Szedłem już tak jakiś czasu i całe ubranie wyglądało nie lepiej niż ścieżka, po której kroczyłem. Buty grzęzły w miękkim gruncie, przez ubranie przesączała się wilgoć, a zimno uderzało ze zdwojoną siłą, gdy tylko się przystanęło. Stawałem zatem jak najrzadziej, zresztą i tak nie miałem po co.
Droga wiła się rozległymi zakolami, aż w końcu ginęła gdzieś w ścianie drzew, która z otoczki deszczowej nocy wyrosła przede mną dość niespodziewanie. Gęsty las o tej porze roku wyglądał nieszczególnie zachęcająco, a wszędzie unosił się zapach opadłych, wpół przegniłych liści, które, i w tym była ich jedyna zaleta, szczelnie zakryły ziemię i błoto przestało dokuczać. Nie wiedziałem, czy idę w dobrym kierunku i czy w ogóle istnieje coś takiego, jak dobry kierunek. Zrobiło się jeszcze ciemniej, a potknięcia o wystające korzenie i leżące na ziemi połamane gałęzie przestały być czymś rzadkim. Mimo kryjącej się gdzieś niepewności i lekkiego strachu wynikających z otaczających mnie okoliczności, nie chciałem zawracać. Droga, którą przemierzyłem, została za mną i z każdym kolejnym krokiem miałem silniejsze poczucie, że to, co robię, jest właściwe.
Przystanąłem na chwilę, żeby choć trochę utwierdzić się w przekonaniu, że nie kluczę między drzewami. Spojrzałem w niebo. Spomiędzy bezlistnych konarów drzew spadały coraz delikatniejsze krople wody, otaczająca cisza stawała się bardziej odczuwalna, ale nadal nie było widać żadnej gwiazdy. Zerknąłem na zegarek i ruszyłem przed siebie. Był pierwszy grudnia i kilka minut po północy.

Kształty pożądane

kształt dłoni zamknięty w uścisku
kształt odciśnięty na poduszce
kształt ust

kształty poszukiwanego
kształty nienasycenia
kształty niepowtarzalne

chcę stąpać delikatnie
nie naruszyć ich formy
tak pożądanej
tak kruchej