Obraz zmęczonej myśli.
Snuje się bezwiednie, obudzony niespokojnym oddechem.
Gdy ciało się gubi w przepuszczalnej ścianie
i znika w niechcianym wrażeniu.
Obraz trwogi, od której uciekamy, przyciska nas do ściany.
Kontrast karmiony dniem.
Dobra myśl odrywa nasze nogi od ziemi,
a wyśnionym uczuciom bliżej do prawdy.
Gdy trzymamy się razem
pod cieplejszym sklepieniem kołdry.
Gdzie trzymamy swoje dobre sny.
Z innych zawsze możemy się wybudzić.
środa, 26 lutego 2014
sobota, 22 lutego 2014
To pewnie od słońca
- No to ładnie... - powiedział z beznadzieją w głosie i spojrzał na bruk pod nogami. Świeciło ostre słońce, ale to nie ono było przyczyną, dla której wolał unikać kontaktu wzrokowego. Od rana chodził jakby nieco skołowany. Głowę miał ciężką, a ciśnienie wysokie. Rozbiegane myśli nie pomagały skupić się na rzeczach dookoła i zamykały usta przed mówieniem tego, co uczyniłoby ten dzień lepszym. Ale niezręczności nie dało się nie zauważyć. - Ogarnij się - rzekł do siebie w myślach i w tym momencie pożałował, że przed wyjściem z domu nie wypił kawy. Pewna dawka kofeiny byłaby tutaj nad wyraz potrzebna. Nie chciał wytrącać dziewczyny z równowagi, lecz im bardziej się starał, tym mniej mu wychodziło.
- Myśl, po prostu myśl - odezwała się po chwili, jakby wiedziała, co mu chodzi po głowie. I jak zwykle miała rację.
- Myśl, po prostu myśl - odezwała się po chwili, jakby wiedziała, co mu chodzi po głowie. I jak zwykle miała rację.
wtorek, 18 lutego 2014
W półprzygarbieniu
Z mojego męskiego jarzma
spoglądam w półprzygarbieniu
na myśli skąpane próżnością
wyzwalam się
jakby na okrętkę
powoli
znużony ciągłym wałęsaniem się
niby do przodu
a zawsze krok w tył
teraz chociaż wiem, że warto
próbować swoich sił
gdy myśli bezwiednie
przeradzają się w czyny
teraz chociaż wiem, że warto
próbować swoich sił dla kogoś
spoglądam w półprzygarbieniu
na myśli skąpane próżnością
wyzwalam się
jakby na okrętkę
powoli
znużony ciągłym wałęsaniem się
niby do przodu
a zawsze krok w tył
teraz chociaż wiem, że warto
próbować swoich sił
gdy myśli bezwiednie
przeradzają się w czyny
teraz chociaż wiem, że warto
próbować swoich sił dla kogoś
niedziela, 16 lutego 2014
[Gdy spoglądasz z nadzieją]
Gdy spoglądasz z nadzieją
i pewnie uniesioną głową wskazujesz kierunek
żeby coś znaczyć
i nie trwać w miejscu
niczym pachołek za głęboko wkopany w ziemię
Gdy wzrok napełniony szczęściem
a myśli - radością
okupowane, jak w te dni
kiedy bliżej do siebie
Gdy moje działanie wreszcie znaczy
naturalne piękno
którego pragniesz
a z którym się ociągam
jakbym szedł na stracenie
Gdy porządek wreszcie
lepszy od niepoukładania
- wiem, komu to zawdzięczam
i pewnie uniesioną głową wskazujesz kierunek
żeby coś znaczyć
i nie trwać w miejscu
niczym pachołek za głęboko wkopany w ziemię
Gdy wzrok napełniony szczęściem
a myśli - radością
okupowane, jak w te dni
kiedy bliżej do siebie
Gdy moje działanie wreszcie znaczy
naturalne piękno
którego pragniesz
a z którym się ociągam
jakbym szedł na stracenie
Gdy porządek wreszcie
lepszy od niepoukładania
- wiem, komu to zawdzięczam
czwartek, 13 lutego 2014
Dziewczyna, którą kocham
Wychylił się sponad pożółkłych traw. Omiótł wzrokiem okolicę i nie dostrzegł niczego, co wzbudziłoby jego zainteresowanie. Poranne łąki okryła delikatna mgła, z kominów oddalonych domów pionowo unosił się dym i wszędzie panowała jakby nazbyt wyeksponowana cisza. Ziemia była mokra i mimo że chłopak nie siedział na niej długo, całe ubranie miał już wilgotne. Znowu musiał wstać i niezauważony przebiec krótki dystans dzielący go od linii drzew pobliskiego zagajnika, w którym wchodził na wpół zarośniętą ścieżkę. Może dziś bardziej mu się poszczęści i po południu dotrze do miejsca, w którym go nie znają. Nie miał wiele czasu. Gdy głód ściskał go w środku, nie zastanawiał się nad tym, co go jeszcze spotka. Towarzyszyło mu jednak przekonanie, że w końcu wybrnie z tej sytuacji i los rozda lepsze karty.
Zniszczone buty zostawiały wyraźne ślady w rozmiękłym gruncie, ale chłopak nie oglądał się za siebie. Jeśli patrzył wstecz, widział tylko ogrom zmarnowanych szans, który wlókł się za nim i z każdym krokiem mocniej dawał o sobie znać. Wciąż myślał o dziewczynie. Przypominał sobie kolor jej włosów, kształt ust, smukłość dłoni. Biorąc głębszy oddech, czuł słodki zapach, który jej towarzyszył, a nade wszystko brakowało mu tego czasu, który zarówno w spokoju, w lekkiej beztrosce, jak i w nieco trudniejszych momentach mógł z nią dzielić. Nie był człowiekiem bez skaz, ale jeśli i tacy mają prawo kochać, to czuł, że kochał właśnie ją.
Zniszczone buty zostawiały wyraźne ślady w rozmiękłym gruncie, ale chłopak nie oglądał się za siebie. Jeśli patrzył wstecz, widział tylko ogrom zmarnowanych szans, który wlókł się za nim i z każdym krokiem mocniej dawał o sobie znać. Wciąż myślał o dziewczynie. Przypominał sobie kolor jej włosów, kształt ust, smukłość dłoni. Biorąc głębszy oddech, czuł słodki zapach, który jej towarzyszył, a nade wszystko brakowało mu tego czasu, który zarówno w spokoju, w lekkiej beztrosce, jak i w nieco trudniejszych momentach mógł z nią dzielić. Nie był człowiekiem bez skaz, ale jeśli i tacy mają prawo kochać, to czuł, że kochał właśnie ją.
wtorek, 11 lutego 2014
Pod wiosennym słońcem
- Coś świat zmalał od naszego ostatniego widzenia się. Specjalnie za wiele biegać nie muszę, co by cię spotykać, ale się za to nachodzę - odezwał się z lekkim zawodem w głosie chłopak. Siedział na skraju pola, a brudne nogi zsunął do suchego i zarośniętego wysoką trawą rowu.
- Miedzy to ty u nas wiele nie znajdziesz - odpowiedziała dziewczyna. Podpierając się rękami za plecami, skierowała swoją białą twarz ku niebu i łapała tak promienie późnowiosennego słońca. - A poza tym mógłbyś być nieco bardziej rozważny, bo głupoty robisz - nie patrząc w jego stronę poprawiła swoje długie, kasztanowe włosy. - Ludzie gadają.
- Co niby gadają? - przerwał jej chłopak.
- No, ludzie gadają... Co gadają, to gadają! Mówisz, że się nachodzisz za mną. To ja ci powiem, że jeszcze sporo się nalatasz! - zadarła swoją buzię jeszcze bardziej w stronę słońca.
Chłopak podrapał się po głowie, zerwał źdźbło suchej trawy i zaczął nim obracać w ustach. Patrzył to na dziewczynę, to na swoje brudne stopy, to na pole przed sobą, nad którym trzepotało stado głośnych skowronków. Po chwili wziął głębszy oddech.
- No ja i biegać mogę, ale jak cię złapię, to chciałbym, żebyś i ty mnie nie puściła.
- A ty nie puścisz? - spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
- Postaram się - odrzekł chłopak i popatrzył już nieco poważniej.
- To możemy spróbować - odpowiedziała dziewczyna i kąciki jej malinowych ust uniosły się delikatnie ku górze.
- Miedzy to ty u nas wiele nie znajdziesz - odpowiedziała dziewczyna. Podpierając się rękami za plecami, skierowała swoją białą twarz ku niebu i łapała tak promienie późnowiosennego słońca. - A poza tym mógłbyś być nieco bardziej rozważny, bo głupoty robisz - nie patrząc w jego stronę poprawiła swoje długie, kasztanowe włosy. - Ludzie gadają.
- Co niby gadają? - przerwał jej chłopak.
- No, ludzie gadają... Co gadają, to gadają! Mówisz, że się nachodzisz za mną. To ja ci powiem, że jeszcze sporo się nalatasz! - zadarła swoją buzię jeszcze bardziej w stronę słońca.
Chłopak podrapał się po głowie, zerwał źdźbło suchej trawy i zaczął nim obracać w ustach. Patrzył to na dziewczynę, to na swoje brudne stopy, to na pole przed sobą, nad którym trzepotało stado głośnych skowronków. Po chwili wziął głębszy oddech.
- No ja i biegać mogę, ale jak cię złapię, to chciałbym, żebyś i ty mnie nie puściła.
- A ty nie puścisz? - spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
- Postaram się - odrzekł chłopak i popatrzył już nieco poważniej.
- To możemy spróbować - odpowiedziała dziewczyna i kąciki jej malinowych ust uniosły się delikatnie ku górze.
niedziela, 9 lutego 2014
Nikt inny
Malinowe usta znów dały o sobie znać. Razem z jasną cerą owładnęły umysłem i jakby niechcący obudziły niedawne wspomnienia. Z cichutkim głosem tlącym się w pamięci obróciłem się na drugi bok, myśląc że leżysz tuż obok mnie. Ciepło miękkiego koca otuliło skórę i przywołało na myśl to ciepło, którego nie dostarczy żadna rzecz, ni ktoś inny. Taka niepowtarzalność, taka wyjątkowość są nie do zastąpienia. I właśnie w tym zdaniu się utwierdzam, gdy jesteś obok.
czwartek, 6 lutego 2014
Słowa, które wolę usłyszeć
Jak spod ciemnej kotary
uleciał zlepek słów
co zdaniem się tli
sensem przeniknięty
i przesłaniem
lecz bez ciepła wypowiedzi
człowiek marnieje
i w myśli
i w poczuciu
żeby żart był tylko żartem
a zamknięcie tylko tymczasowe
pewnie jeszcze nieraz sięgnę
po słowo niedoskonałe
po wyobcowanie
by się przekonać
czy naprawdę
czy na pewno
pewnie jeszcze nieraz
przyjdzie przeczytać słowa
które wolę usłyszeć
uleciał zlepek słów
co zdaniem się tli
sensem przeniknięty
i przesłaniem
lecz bez ciepła wypowiedzi
człowiek marnieje
i w myśli
i w poczuciu
żeby żart był tylko żartem
a zamknięcie tylko tymczasowe
pewnie jeszcze nieraz sięgnę
po słowo niedoskonałe
po wyobcowanie
by się przekonać
czy naprawdę
czy na pewno
pewnie jeszcze nieraz
przyjdzie przeczytać słowa
które wolę usłyszeć
poniedziałek, 3 lutego 2014
W bloku.
Mieszkam w bloku. Stos betonowych płyt, rdzą nadżarta stal, płatami odchodząca farba.
Mieszkam w bloku. Blokiem zamknięte podwórko, blokiem zablokowana ulica.
Mieszkam w bloku. Ściana grubości dłoni dzieli mnie od sąsiada.
Mieszkam w bloku. Sąsiadowi zaglądam do talerza.
Sąsiad zagląda do mnie. Przez szparę w drzwiach.
Przez szparę wszystkim daję się oglądać.
Oglądajcie, niech prywatność rozkwita w publikę.
Niech słowa i uczucia dotykają nieproszonych gości.
Niech hałas manipuluje myślami.
Co mi tam, przecież mieszkam w bloku.
Od urodzenia mieszkam w bloku. Nie polecam.
Mieszkam w bloku. Blokiem zamknięte podwórko, blokiem zablokowana ulica.
Mieszkam w bloku. Ściana grubości dłoni dzieli mnie od sąsiada.
Mieszkam w bloku. Sąsiadowi zaglądam do talerza.
Sąsiad zagląda do mnie. Przez szparę w drzwiach.
Przez szparę wszystkim daję się oglądać.
Oglądajcie, niech prywatność rozkwita w publikę.
Niech słowa i uczucia dotykają nieproszonych gości.
Niech hałas manipuluje myślami.
Co mi tam, przecież mieszkam w bloku.
Od urodzenia mieszkam w bloku. Nie polecam.
niedziela, 2 lutego 2014
[Schwytaj mnie dziś...]
Schwytaj mnie dziś swoim wzrokiem,
zwiąż mnie swym spojrzeniem,
bym mógł w tych słodkich trwać okowach.
Wyjdź poza mur swych twierdz uzbrojonych
z nieskończonym kwietnym rumieńcem,
bym znowu mógł dostrzec Twe światło
niegasnącego promienia,
co blaskiem porannego jest brzasku,
co ostatnim promykiem wieczoru.
Schwytaj mnie dziś swym ramieniem,
zwiąż mnie swą naturą,
bo pragnę tak trwać przy Twym boku.
zwiąż mnie swym spojrzeniem,
bym mógł w tych słodkich trwać okowach.
Wyjdź poza mur swych twierdz uzbrojonych
z nieskończonym kwietnym rumieńcem,
bym znowu mógł dostrzec Twe światło
niegasnącego promienia,
co blaskiem porannego jest brzasku,
co ostatnim promykiem wieczoru.
Schwytaj mnie dziś swym ramieniem,
zwiąż mnie swą naturą,
bo pragnę tak trwać przy Twym boku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)