w rzeczywistości
sprawy mają się trochę inaczej
niż te kolorowe tytuły bijące w oczy
na dworcowej poczekalni
śmiechem zaspokojeni
i piwnymi trunkami
pośród zimnych nocy i gorących spelun
tak markotni wręcz namacalnie
lecz prawdziwie
wszyscyśmy kalecy
patrzymy w stronę
gdzie nas naprawdę nie potrzeba
a co może być piękne
przychodzi dopiero po fakcie
dziś rozkojarzenie znów
spoczywa na naszych barkach
i markotnie
nie wnikam w szczegóły
piątek, 16 grudnia 2016
czwartek, 27 października 2016
Pod gołym niebem
kochaliśmy się pod gołym niebem,
pocałunkami liczyliśmy gwiazdy
po naszych skroniach
wzdłuż szyi
ramion i nóg
kochaliśmy się pod niebem rozebranym
ze wstydu
jak my sami
użądleni pożądaniem
pozbawiliśmy się wstydu
kochaliśmy się pod niebem
gołym tak do nieprzytomności
w półmroku zakamarków
pod osłoną
ust
objęcia
i nocy
pocałunkami liczyliśmy gwiazdy
po naszych skroniach
wzdłuż szyi
ramion i nóg
kochaliśmy się pod niebem rozebranym
ze wstydu
jak my sami
użądleni pożądaniem
pozbawiliśmy się wstydu
kochaliśmy się pod niebem
gołym tak do nieprzytomności
w półmroku zakamarków
pod osłoną
ust
objęcia
i nocy
wtorek, 7 czerwca 2016
Czekanie
Czekanie
.
.
.
.
dźwięk
.
.
może to właśnie ten
.
jednak nie
.
czekanie
.
.
.
słyszę tylko szum
.
stukot serca
które jeszcze bije
choć gardło ściśnięte
.
raz
.
.
dwa
.
raz
.
.
dwa
.
.
.
czekanie
- każde trwa zbyt długo
.
.
.
.
dźwięk
.
.
może to właśnie ten
.
jednak nie
.
czekanie
.
.
.
słyszę tylko szum
.
stukot serca
które jeszcze bije
choć gardło ściśnięte
.
raz
.
.
dwa
.
raz
.
.
dwa
.
.
.
czekanie
- każde trwa zbyt długo
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Puste już są ulice
Puste już są ulice
naszych miast
i gwiezdnych autostrad
tylko by się chwycić za ręce
przemierzać tak wzdłuż i wszerz
poza balustradą śmiechu
i cichego wylewania łez
by jeszcze tylko do siebie nucić
bezmelodyjne zapiski słów
na opamiętanie
i walkę z niewidzialnym czasem
puste są już ulice naszych miast
gdzie tylko wiatr
zamiata stary kurz
a nasze dłonie
jakoś tak bardzo niekochane
naszych miast
i gwiezdnych autostrad
tylko by się chwycić za ręce
przemierzać tak wzdłuż i wszerz
poza balustradą śmiechu
i cichego wylewania łez
by jeszcze tylko do siebie nucić
bezmelodyjne zapiski słów
na opamiętanie
i walkę z niewidzialnym czasem
puste są już ulice naszych miast
gdzie tylko wiatr
zamiata stary kurz
a nasze dłonie
jakoś tak bardzo niekochane
wtorek, 24 maja 2016
Ogródek numer czterdzieści dwa
- Dobry wieczór! Pani pewnie myśli, że my tu na szabrowanie przyszliśmy - odezwałem się do kobiety, zanim ta zdążyła otworzyć usta.
- No... tak, tak wyglądacie - spojrzała na nas nieufnie, po czym zawiesiła wzrok na moim towarzyszu.
- A widzi pani, to nie tak, jak pani myśli. Owszem, może i piwo wypiliśmy, przez bramę przeskoczyliśmy, to fakt, ale nie przyszliśmy tu w niecnych celach - powiedziałem do napotkanej pewny siebie, a w tym czasie, najprawdopodobniej, jej syn i wnuk przygotowywali się do odjazdu na rowerze.
- Bo już ciemno się robi, a panowie nad bramą przeszli, to jednoznaczne myśli można tylko mieć... - odpowiedziała działkowiczka. Dało się jednak poznać, że wraz z każdym jej następnym wypowiadanym słowem zaufanie do mnie i mojego kuzyna rosło.
- Zbierają się państwo do domu, ale trzy minuty pewnie państwa nie zbawią - zagadnąłem jeszcze, wiedząc że spotkani ludzie mnie wysłuchają. Widać było, że oczekują czegoś w rodzaju wyjaśnień. - Wiem, że spacer po ogródkach działkowych po zmroku wydawać się może podejrzany, ale dla mnie i dla kuzyna jest to raczej coś w rodzaju "odwiedzin". Odwiedzin miejsc, które jeszcze kilkanaście lat temu były, rzec bym mógł, nasze.
Na te słowa kobieta pokiwała głową i wyraźnie zainteresowała się tym krótkim wstępem. W tym czasie mężczyzna skończył już zabezpieczać dziecko w rowerowym foteliku.
- Musiał to być rok dziewięćdziesiąty trzeci, najpóźniej dziewięćdziesiąty trzeci, zapewne lato lub wczesna jesień - ciągnąłem. - W roku dziewięćdziesiątym czwartym dziadek już raczej nie był w stanie jeździć na działkę. Syrenką przyjeżdżaliśmy od strony ulicy Ołtaszyńskiej. Stawaliśmy na parkingu przy torach kolejowych i przychodziliśmy przez bramkę przy świeżo budowanej szeregówce. Wtedy alejki te - tu wskazałem na ścieżki biegnące między rzędem ogródków a ceglanym, otynkowanym murem z dawnej jednostki wojskowej - wydawały się być szersze i dłuższe. Nie mogliśmy oddalać się za daleko od naszej działki, a gdy babcia zobaczyła, że bawimy się pompą, spotykało się to zazwyczaj z dotkliwą reprymendą. Ale wracając do tego dziewięćdziesiątego trzeciego roku... Pamiętam, gdy ruszaliśmy z parkingu i chciałem pokierować dziadkiem, wskazując, czy ma jeszcze miejsce do cofania. Powiedziałem: "tak, jeszcze możesz jechać". I wtedy babcia surowo odparła: "kierować to ty możesz swojego tatę, ale nie dziadka". Na te słowa zamilkłem i już nigdy nie wskazywałem dziadkowi, jak wygląda sytuacja zza tylnej szyby z perspektywy dziecka siedzącego na kanapie.
W tym momencie mój monolog przerwał szykujący się do lądowania samolot transportowy CASA C-295. Dźwięk silników stawał się coraz niższy, a jasne przednie reflektory dobitnie dawały znać, że lotnisko już tuż-tuż.
- Tutaj z działką numer czterdzieści dwa kojarzy mi się również smak słodkiej, miętowej herbaty, którą popijaliśmy zazwyczaj bułki posmarowane grubą warstwą masła i przełożone dość intensywnie pachnącym żółtym serem. Przy bramce nadal rosną dwa wysokie jałowce, a prawą stronę działki wciąż przyozdabiają jabłonki. Szkoda może jedynie winogron, którymi obsadzona była prawie cała lewa krawędź, a nie został po nich ślad... Takie są właśnie skojarzenia z tutejszym ogródkiem, który babcia, pewnie za jakieś śmieszne pieniądze, sprzedała ludziom mieszkającym za płotem. Wracamy tutaj raz na jakiś czas i próbujemy sobie przypomnieć historie z tym miejscem związane - tak zakończyłem swoje opowiadanie. Kuzyn lekkim ruchem głowy pokazał, że powinniśmy już iść, a wnuczek, syn i sama spotkana kobieta, stali jeszcze chwilę w milczeniu i wydawało się, że nie wiedzą, co odpowiedzieć. Nic jednak odpowiadać nie musieli. Rzuciliśmy jeszcze tylko krótkie "Dobranoc!" i ruszyliśmy w stronę bramy, która przywitała i pożegnała nas przewiązana starym, zardzewiałym łańcuchem. Przeskoczyliśmy nad płotem, założyliśmy na plecy rzucone w wysokie trawy plecaki i chwyciwszy za kierownice rowerów, zaczęliśmy się oddalać od nadgryzionej zębem czasu stalowej bramy prowadzącej do wspomnianej już jednostki wojskowej. Ukradkiem rzuciłem jeszcze okiem na ogródkową alejkę, która w tym momencie stała się tak samo cicha i pusta jak przed kilkunastoma laty ogródek numer czterdzieści dwa.
- No... tak, tak wyglądacie - spojrzała na nas nieufnie, po czym zawiesiła wzrok na moim towarzyszu.
- A widzi pani, to nie tak, jak pani myśli. Owszem, może i piwo wypiliśmy, przez bramę przeskoczyliśmy, to fakt, ale nie przyszliśmy tu w niecnych celach - powiedziałem do napotkanej pewny siebie, a w tym czasie, najprawdopodobniej, jej syn i wnuk przygotowywali się do odjazdu na rowerze.
- Bo już ciemno się robi, a panowie nad bramą przeszli, to jednoznaczne myśli można tylko mieć... - odpowiedziała działkowiczka. Dało się jednak poznać, że wraz z każdym jej następnym wypowiadanym słowem zaufanie do mnie i mojego kuzyna rosło.
- Zbierają się państwo do domu, ale trzy minuty pewnie państwa nie zbawią - zagadnąłem jeszcze, wiedząc że spotkani ludzie mnie wysłuchają. Widać było, że oczekują czegoś w rodzaju wyjaśnień. - Wiem, że spacer po ogródkach działkowych po zmroku wydawać się może podejrzany, ale dla mnie i dla kuzyna jest to raczej coś w rodzaju "odwiedzin". Odwiedzin miejsc, które jeszcze kilkanaście lat temu były, rzec bym mógł, nasze.
Na te słowa kobieta pokiwała głową i wyraźnie zainteresowała się tym krótkim wstępem. W tym czasie mężczyzna skończył już zabezpieczać dziecko w rowerowym foteliku.
- Musiał to być rok dziewięćdziesiąty trzeci, najpóźniej dziewięćdziesiąty trzeci, zapewne lato lub wczesna jesień - ciągnąłem. - W roku dziewięćdziesiątym czwartym dziadek już raczej nie był w stanie jeździć na działkę. Syrenką przyjeżdżaliśmy od strony ulicy Ołtaszyńskiej. Stawaliśmy na parkingu przy torach kolejowych i przychodziliśmy przez bramkę przy świeżo budowanej szeregówce. Wtedy alejki te - tu wskazałem na ścieżki biegnące między rzędem ogródków a ceglanym, otynkowanym murem z dawnej jednostki wojskowej - wydawały się być szersze i dłuższe. Nie mogliśmy oddalać się za daleko od naszej działki, a gdy babcia zobaczyła, że bawimy się pompą, spotykało się to zazwyczaj z dotkliwą reprymendą. Ale wracając do tego dziewięćdziesiątego trzeciego roku... Pamiętam, gdy ruszaliśmy z parkingu i chciałem pokierować dziadkiem, wskazując, czy ma jeszcze miejsce do cofania. Powiedziałem: "tak, jeszcze możesz jechać". I wtedy babcia surowo odparła: "kierować to ty możesz swojego tatę, ale nie dziadka". Na te słowa zamilkłem i już nigdy nie wskazywałem dziadkowi, jak wygląda sytuacja zza tylnej szyby z perspektywy dziecka siedzącego na kanapie.
W tym momencie mój monolog przerwał szykujący się do lądowania samolot transportowy CASA C-295. Dźwięk silników stawał się coraz niższy, a jasne przednie reflektory dobitnie dawały znać, że lotnisko już tuż-tuż.
- Tutaj z działką numer czterdzieści dwa kojarzy mi się również smak słodkiej, miętowej herbaty, którą popijaliśmy zazwyczaj bułki posmarowane grubą warstwą masła i przełożone dość intensywnie pachnącym żółtym serem. Przy bramce nadal rosną dwa wysokie jałowce, a prawą stronę działki wciąż przyozdabiają jabłonki. Szkoda może jedynie winogron, którymi obsadzona była prawie cała lewa krawędź, a nie został po nich ślad... Takie są właśnie skojarzenia z tutejszym ogródkiem, który babcia, pewnie za jakieś śmieszne pieniądze, sprzedała ludziom mieszkającym za płotem. Wracamy tutaj raz na jakiś czas i próbujemy sobie przypomnieć historie z tym miejscem związane - tak zakończyłem swoje opowiadanie. Kuzyn lekkim ruchem głowy pokazał, że powinniśmy już iść, a wnuczek, syn i sama spotkana kobieta, stali jeszcze chwilę w milczeniu i wydawało się, że nie wiedzą, co odpowiedzieć. Nic jednak odpowiadać nie musieli. Rzuciliśmy jeszcze tylko krótkie "Dobranoc!" i ruszyliśmy w stronę bramy, która przywitała i pożegnała nas przewiązana starym, zardzewiałym łańcuchem. Przeskoczyliśmy nad płotem, założyliśmy na plecy rzucone w wysokie trawy plecaki i chwyciwszy za kierownice rowerów, zaczęliśmy się oddalać od nadgryzionej zębem czasu stalowej bramy prowadzącej do wspomnianej już jednostki wojskowej. Ukradkiem rzuciłem jeszcze okiem na ogródkową alejkę, która w tym momencie stała się tak samo cicha i pusta jak przed kilkunastoma laty ogródek numer czterdzieści dwa.
niedziela, 24 kwietnia 2016
Chwile, do których wciąż jeszcze daleko
Byłoby inaczej
tak w objęciu się budzić
i w objęciu zasypiać
zdania wymieniać inaczej
nie tak
i nie z dala
tak byłoby inaczej
cieplej
spokojniej
i w cichej miłości
można byłoby się zanurzyć
i oddać się jej
i tylko sobie
i tylko wiatr za oknem
niósłby westchnienia
naszych chwil
do których jeszcze wciąż daleko
tak w objęciu się budzić
i w objęciu zasypiać
zdania wymieniać inaczej
nie tak
i nie z dala
tak byłoby inaczej
cieplej
spokojniej
i w cichej miłości
można byłoby się zanurzyć
i oddać się jej
i tylko sobie
i tylko wiatr za oknem
niósłby westchnienia
naszych chwil
do których jeszcze wciąż daleko
czwartek, 14 kwietnia 2016
Podzielić się...
Podzielić się
swoim snem
i życiem
i niebem
i dniem
i nocą
dzielić się oddechem
spojrzeniem
i chwilą
i słowem na "dzień dobry"
podzielić się sobą
tak między siebie
na dziś
i jutro
swoim snem
i życiem
i niebem
i dniem
i nocą
dzielić się oddechem
spojrzeniem
i chwilą
i słowem na "dzień dobry"
podzielić się sobą
tak między siebie
na dziś
i jutro
niedziela, 13 marca 2016
Jestem synem złego
Będąc synem złego
budzę się w plątaninie dobrych uczynków i słów
których nie będziesz pamiętać
i wyrwana ze snu
co odpowiesz?
ile niepoprawnych myśli
i zdań wypowiedziałem
za życia
i ile niechlubnych uczynków
a jednak
chciałem być w zgodzie
przede wszystkim z nami
gdzieś przepadła
kolejna zapisana karta
na której treść
nie mam już wpływu
więc zanurzam się raz jeszcze
wierząc
że dobroć jeszcze w nas zagości
na dobre
budzę się w plątaninie dobrych uczynków i słów
których nie będziesz pamiętać
i wyrwana ze snu
co odpowiesz?
ile niepoprawnych myśli
i zdań wypowiedziałem
za życia
i ile niechlubnych uczynków
a jednak
chciałem być w zgodzie
przede wszystkim z nami
gdzieś przepadła
kolejna zapisana karta
na której treść
nie mam już wpływu
więc zanurzam się raz jeszcze
wierząc
że dobroć jeszcze w nas zagości
na dobre
środa, 2 marca 2016
Dłonie na pordzewiałych przyłbicach
Dzień, w którym zgasły światła
był ostatnim spośród tych pierwszych
gdy łamanych na kołach
wiedziono znów na pokuszenie
a wdowy rwały włosy po umarłych synach
Dziewczyny nie wieszają się już
i na szyjach chłopców tylko blade ślady
bez szminki, za to odciśnięte w duszy
Dłonie trzymane na pordzewiałych przyłbicach
marzną w zimowym deszczu
a krople bębnią po stali
zamieniając słowa w bezkształtną ciszę
był ostatnim spośród tych pierwszych
gdy łamanych na kołach
wiedziono znów na pokuszenie
a wdowy rwały włosy po umarłych synach
Dziewczyny nie wieszają się już
i na szyjach chłopców tylko blade ślady
bez szminki, za to odciśnięte w duszy
Dłonie trzymane na pordzewiałych przyłbicach
marzną w zimowym deszczu
a krople bębnią po stali
zamieniając słowa w bezkształtną ciszę
wtorek, 1 marca 2016
Chrzest, który okazał się strzałem w stopę
gdy zamiast załagodzić, się karze
tak na potęgę
ludzkiej woli i wyznawania wiary
pod marmurowym ołtarzem
zza drewnianej ławki
i stołu zastawionego inaczej
spotykają się różni odszczepieńcy
tak naznaczeni złą ideologią
jak i skażonym powietrzem
gdzie nie da się wyciągnąć ręki
ni powiedzieć słowa
na "do widzenia"
swój do swego
i myśli pozastawiane regałami
tak na czasy teraźniejsze
i później, gdy woli nieco więcej w kieszeni
może brakuje współczucia
może miłości w tych dniach ostatecznych
gdy nawet chrzest już nie daje schronienia
zostają tylko puste dłonie
i świeca zapalona na stole
tak na potęgę
ludzkiej woli i wyznawania wiary
pod marmurowym ołtarzem
zza drewnianej ławki
i stołu zastawionego inaczej
spotykają się różni odszczepieńcy
tak naznaczeni złą ideologią
jak i skażonym powietrzem
gdzie nie da się wyciągnąć ręki
ni powiedzieć słowa
na "do widzenia"
swój do swego
i myśli pozastawiane regałami
tak na czasy teraźniejsze
i później, gdy woli nieco więcej w kieszeni
może brakuje współczucia
może miłości w tych dniach ostatecznych
gdy nawet chrzest już nie daje schronienia
zostają tylko puste dłonie
i świeca zapalona na stole
poniedziałek, 29 lutego 2016
(Dlaczego słów mych szukasz w nicości)
Dlaczego słów mych szukasz w nicości,
a od prawdziwych uciekasz?
I kryjesz siebie w złej niemiłości,
i z dobrym gestem zwlekasz?
I ja ucieknę, do bólu nudny,
rozterek nowych nie budząc.
Mówić - nie umiem, w duszy - paskudny,
pomagam - zbytnio się trudząc.
Dlaczego uciekasz do bram nicości,
wiernie czytując me słowa?
Pora już zamknąć odrzwia tej złości,
rozmawiać spróbujmy od nowa.
Upadłem, niżej już upaść nie zdołam,
dzień ten pozbawił mnie mocy.
Lecz, póki mogę, do Ciebie wołam,
prosząc o słowo pomocy.
a od prawdziwych uciekasz?
I kryjesz siebie w złej niemiłości,
i z dobrym gestem zwlekasz?
I ja ucieknę, do bólu nudny,
rozterek nowych nie budząc.
Mówić - nie umiem, w duszy - paskudny,
pomagam - zbytnio się trudząc.
Dlaczego uciekasz do bram nicości,
wiernie czytując me słowa?
Pora już zamknąć odrzwia tej złości,
rozmawiać spróbujmy od nowa.
Upadłem, niżej już upaść nie zdołam,
dzień ten pozbawił mnie mocy.
Lecz, póki mogę, do Ciebie wołam,
prosząc o słowo pomocy.
środa, 10 lutego 2016
dla Ciebie
Piszę dla Ciebie
moja O.
pozbawiony złudzeń
że jeszcze ktoś przeczyta
komu niepisane zdanie
wydawać się będzie niepełne
i to właśnie w tym audytorium
przepięknie naznaczonym
znajduję to wszystko
o co zabiegam
gdzie braw nie potrzebuję
ale zrozumienie
i nie posłuchu
lecz zwykłej życzliwości
by zdanie
móc wypowiedzieć do końca
piszę do Ciebie
byś w myślach
wiatrem zmierzwionych
i ciągłym nasłuchiwaniem
wreszcie dała odpocząć
sobie
i wyciągnęła rękę
wtedy przede wszystkim
gdy nie chcesz
moja O.
pozbawiony złudzeń
że jeszcze ktoś przeczyta
komu niepisane zdanie
wydawać się będzie niepełne
i to właśnie w tym audytorium
przepięknie naznaczonym
znajduję to wszystko
o co zabiegam
gdzie braw nie potrzebuję
ale zrozumienie
i nie posłuchu
lecz zwykłej życzliwości
by zdanie
móc wypowiedzieć do końca
piszę do Ciebie
byś w myślach
wiatrem zmierzwionych
i ciągłym nasłuchiwaniem
wreszcie dała odpocząć
sobie
i wyciągnęła rękę
wtedy przede wszystkim
gdy nie chcesz
sobota, 23 stycznia 2016
Zanurzyć się w zapachu
A gdyby tak zamieść pod dywan
sprawy, na które nie czekamy
i w naszym dostojeństwie powiedzieć
ile naprawdę unieść się uda
trochę jakby pod krzyż
a może i ścianę płaczu
niewiadomego pochodzenia
A może wszystko wygląda zgoła inaczej
i tylko udajemy
by pod rękę nie wziąć zbyt wiele trudu
nieopisanego cierpienia
wymazanego gumką
jak praca pisana na brudno
A czemuż by nie wrócić do źródła
tak się skryć w potoku
swojej bliskości
wezbranej i nieodpartej
nieco spóźnionej i bez słów
i tylko w kałamarzu znaczeń
zanurzyć się powoli
w naszym zapachu
do dna
sprawy, na które nie czekamy
i w naszym dostojeństwie powiedzieć
ile naprawdę unieść się uda
trochę jakby pod krzyż
a może i ścianę płaczu
niewiadomego pochodzenia
A może wszystko wygląda zgoła inaczej
i tylko udajemy
by pod rękę nie wziąć zbyt wiele trudu
nieopisanego cierpienia
wymazanego gumką
jak praca pisana na brudno
A czemuż by nie wrócić do źródła
tak się skryć w potoku
swojej bliskości
wezbranej i nieodpartej
nieco spóźnionej i bez słów
i tylko w kałamarzu znaczeń
zanurzyć się powoli
w naszym zapachu
do dna
czwartek, 21 stycznia 2016
List pisany z okopu
List pisany z okopu
własnych myśli i niespełnionych ambicji
po nocach i za dnia
i w tułaczce tam i z powrotem
List pisany pośród ludzi
i w samotności
gdy tak bardzo chcę wrócić
i móc
wtulić się w Twoje włosy i ciepło
Ale wciąż zostało wiele do zrobienia
i przekopać trzeba na nowo
tych kilka transzei
gdzie na wylot
lśnią rozstrzelane nasze dłonie
Ale wciąż mamy do siebie daleko
choć po drodze już tylko pagórek i las
i wschód słońca
i krętej drogi niedokończony różaniec
własnych myśli i niespełnionych ambicji
po nocach i za dnia
i w tułaczce tam i z powrotem
List pisany pośród ludzi
i w samotności
gdy tak bardzo chcę wrócić
i móc
wtulić się w Twoje włosy i ciepło
Ale wciąż zostało wiele do zrobienia
i przekopać trzeba na nowo
tych kilka transzei
gdzie na wylot
lśnią rozstrzelane nasze dłonie
Ale wciąż mamy do siebie daleko
choć po drodze już tylko pagórek i las
i wschód słońca
i krętej drogi niedokończony różaniec
środa, 6 stycznia 2016
Mniej myśli do myślenia
Trochę mniej do powiedzenia
trochę mniej miejmy
gdy w objęciu trwamy
jak posągi zastygłe
niewzruszeni
Trochę mniej uczuć
złych uczuć odczuwajmy
gdy spaleni w gorącej
jak lawy wezbranej lawinie
się kochamy
Trochę mniej myśli
mniej myśli do myślenia
gdy dzień niepewny
- siebie bądźmy pewni
trochę mniej miejmy
gdy w objęciu trwamy
jak posągi zastygłe
niewzruszeni
Trochę mniej uczuć
złych uczuć odczuwajmy
gdy spaleni w gorącej
jak lawy wezbranej lawinie
się kochamy
Trochę mniej myśli
mniej myśli do myślenia
gdy dzień niepewny
- siebie bądźmy pewni
piątek, 1 stycznia 2016
Ucieczki bez naszych są ust
A jednak znów
zdobyłem Twe usta
więc je całuję zachłannie
by nie zabrakło
Cię
na nieznany czas
próbuję kochać
próbuję Cię kochać
stanowczo i bez barier
do końca
nim ktoś zadzwoni do drzwi
zanim znów wzejdzie słońce
obejmę Cię całą
taką
jaką jesteś
i będę kochał
jeszcze tej nocy
i bez słów
aż w pieszczotach
utniemy cali
zdobyłem Twe usta
więc je całuję zachłannie
by nie zabrakło
Cię
na nieznany czas
próbuję kochać
próbuję Cię kochać
stanowczo i bez barier
do końca
nim ktoś zadzwoni do drzwi
zanim znów wzejdzie słońce
obejmę Cię całą
taką
jaką jesteś
i będę kochał
jeszcze tej nocy
i bez słów
aż w pieszczotach
utniemy cali
Subskrybuj:
Posty (Atom)