Minęli róg budynku i zatrzymali się przy barierkach odgradzających ruch pieszych od remontowanej części drogi. Nareszcie mogli złapać trochę tchu.
- Wiesz co? - zapytał Tomek, łapczywie wdychając powietrze. - To było głupie - skwitował. Ale Stachu nie słuchał, tylko rozglądał się wokół siebie.
- Ty, schowamy to tutaj, o - wskazał na jakieś metalowe pojemniki - za tymi blachami. Jutro tu przyjdziemy i to stąd zabierzemy - powiedział, po czym sięgnął pod bluzę.
- Ej! - Tomek nadal się niepokoił. - A jeśli robotnicy tu jutro przyjdą i to znajdą?! Poza tym będzie jasno; jak to chcesz zabrać, gdy ludzie będą widzieli? - Po chwili przemyślał sprawę i, widząc stan robót, rzekł, bardziej do siebie, że chyba jednak nikt tu nie przyjdzie, a poza tym jutro sobota.
Ale Stachu, nie bacząc na uwagi, schował już wyciągnięty kawałek materiału za jakieś metalowe pudło i powiedział, żeby się nie martwić. Obydwoje rozejrzeli się jeszcze raz dookoła i pewni, że nikt niczego nie widział, ruszyli za resztą grupy.
Ten sam materiał, który przed paroma minutami kołysał się leniwie na delikatnym wietrze i w wątłym świetle latarni powiewał nad szerokim deptakiem, leżał teraz ściśnięty między blachą a przykurzonym murem gdzieś przy jednej z kamienic Gandawy i nabierał wilgoci od piachu wysypanego na nierozebraną część chodnika. Ani Tomek, ani Stachu nie zastanawiali się, po co ktoś wywiesił tę flagę, zresztą nie to ich interesowało. Chcieli pozostać niezauważeni i w tej pozornej niewidzialności dokonać czegoś, co świadczyłoby o ich męstwie, bohaterstwie, a także o ideałach, którym chcieli być wierni. A może był to tylko głupi czyn podyktowany chęcią przeżycia przygody dopingowany przez krążące w żyłach cząsteczki alkoholu? Później przyszły inne skojarzenia. Pojawiły się średniowieczne opowieści o rycerzach i rozgrywanych przez nich wielkich bitwach, na których zdobycie proporca świadczyło o zwycięstwie. Nawiązywano również do czasów Napoleona, mówiono o Legionach Polskich i ich sztandarze nieprzypominającym wcale o polskości walczących w nich Polaków. W końcu zdobycie flagi porównano z dywersyjnymi czynami Pokolenia Kolumbów, a samą flagę - z flagą Nazistów.
Ten dla wielu będącym tylko pozbawionym sensu aktem wandalizmu czyn, mimo kontrowersji, jakie wzbudził i wątpliwej trzeźwości sprawców, przeprowadzono niezwykle sprawnie. Gdy współtowarzysze Stacha i Tomka oddalili się nieco od miejsca ulokowania flagi, Tomek wspiął się po rusztowaniu na drugie piętro i, próbując już wtedy zerwać flagę, ocenił sytuację. Widząc, że jest bezsilny wobec sznurka wiążącego kij do metalowej rury, zszedł na dół, pożyczył od znajomego zapalniczkę i skonsultował działanie z kolegą.
- Będziesz stał tu na dole i ogarniał sytuację na ulicy - powiedział do Stacha. - Jakby co, daj cynk - skończył podekscytowany. Stachu potwierdził i zaproponował, aby flagę po zdobyciu zrzucić mu na dół. Było to sensowne rozwiązanie, więc Tomek bez dyskusji się zgodził. Rozejrzał się po raz ostatni i podbiegł w stronę barierek oddzielających rusztowanie od deptaku. Znów wszedł na metalową konstrukcję, zapalił zapalniczkę i wtedy zdał sobie sprawę, że w mieszkaniu, z którego najprawdopodobniej flagę wywieszono, nie ma zasłoniętych okien, zatem i płomień zapalniczki, i jego oświetloną teraz twarz będzie znakomicie widać z wnętrza. Ale na zmianę planu było już za późno. Płomień po kilku sekundach przepalił jeden ze sznurków i do pomyślnego zakończenia akcji pozostało naprawdę niewiele. Jednak przy drugim z nich wiatr pomyślności wiać przestał, za to wzmógł się ten prawdziwy. Zapalniczka za nic nie chciała się zapalić, a nawet gdy się to udawało, po chwili gasła. Drugi sznur jaki był, taki pozostać widocznie chciał. A czas nieubłaganie płynął i każda sekunda spędzona tam na drugim piętrze zdawała się trwać wieczność, tym bardziej, gdy ulicą przejeżdżała taksówka i Tomek musiał przytulić się do ściany budynku. Po którejś próbie zapalniczka zaskoczyła i udało się przepalić kilka zwojów. Na pozostałe nie było czasu. Tomek chwycił mocno kij i gdy nim szarpnął, usłyszał, a w rękach poczuł pękający sznurek - flaga była jego. Odwrócił się w stronę ulicy, zameldował Stachowi o wykonaniu zadania i zrzucił mu zdobyczny łup. Gdy schodził po rusztowaniu, Stachu podbiegł do pobliskiego stojaka na rowery i zerwał flagę z kijka, który zostawił pośród rowerów. Wtedy dołączył do niego Tomek i razem pobiegli za róg pobliskiej kamienicy.
Rozmiary flagi Tomek ze Stachem docenili jednak dopiero po powrocie do akademika. I nie następnego dnia, ale jeszcze tej samej nocy wrócili się po nią w miejsce jej ukrycia. Okazało się, że flaga jest pełnowymiarowym płótnem, a nie jakimś tam proporczykiem. I nie była tylko wielokolorowym skrawkiem materiału, ale zdobił ją napis, który mówił o czymś, za co kiedyś ginęły miliony ludzi, a teraz stał się pretekstem do szerzenia nienaturalnych idei. I właśnie dla świętego spokoju, z dala od rozkrzyczanych populistów flaga trafiła tam, skąd nie będzie raziła swoimi rozpalonymi kolorami - na dno szafy.
- Niech wielkie słowa oznaczają wielkie rzeczy, bo gdy stracą znaczenie, staniemy się obojętni zarówno na dobro, jak i zło. I wtedy nawet tęcza przestanie być kolorowa - powiedział Tomek sam do siebie, po czym starannie zamknął drzwi tkwiącej w rogu pokoju szafy.
- Wiesz co? - zapytał Tomek, łapczywie wdychając powietrze. - To było głupie - skwitował. Ale Stachu nie słuchał, tylko rozglądał się wokół siebie.
- Ty, schowamy to tutaj, o - wskazał na jakieś metalowe pojemniki - za tymi blachami. Jutro tu przyjdziemy i to stąd zabierzemy - powiedział, po czym sięgnął pod bluzę.
- Ej! - Tomek nadal się niepokoił. - A jeśli robotnicy tu jutro przyjdą i to znajdą?! Poza tym będzie jasno; jak to chcesz zabrać, gdy ludzie będą widzieli? - Po chwili przemyślał sprawę i, widząc stan robót, rzekł, bardziej do siebie, że chyba jednak nikt tu nie przyjdzie, a poza tym jutro sobota.
Ale Stachu, nie bacząc na uwagi, schował już wyciągnięty kawałek materiału za jakieś metalowe pudło i powiedział, żeby się nie martwić. Obydwoje rozejrzeli się jeszcze raz dookoła i pewni, że nikt niczego nie widział, ruszyli za resztą grupy.
Ten sam materiał, który przed paroma minutami kołysał się leniwie na delikatnym wietrze i w wątłym świetle latarni powiewał nad szerokim deptakiem, leżał teraz ściśnięty między blachą a przykurzonym murem gdzieś przy jednej z kamienic Gandawy i nabierał wilgoci od piachu wysypanego na nierozebraną część chodnika. Ani Tomek, ani Stachu nie zastanawiali się, po co ktoś wywiesił tę flagę, zresztą nie to ich interesowało. Chcieli pozostać niezauważeni i w tej pozornej niewidzialności dokonać czegoś, co świadczyłoby o ich męstwie, bohaterstwie, a także o ideałach, którym chcieli być wierni. A może był to tylko głupi czyn podyktowany chęcią przeżycia przygody dopingowany przez krążące w żyłach cząsteczki alkoholu? Później przyszły inne skojarzenia. Pojawiły się średniowieczne opowieści o rycerzach i rozgrywanych przez nich wielkich bitwach, na których zdobycie proporca świadczyło o zwycięstwie. Nawiązywano również do czasów Napoleona, mówiono o Legionach Polskich i ich sztandarze nieprzypominającym wcale o polskości walczących w nich Polaków. W końcu zdobycie flagi porównano z dywersyjnymi czynami Pokolenia Kolumbów, a samą flagę - z flagą Nazistów.
Ten dla wielu będącym tylko pozbawionym sensu aktem wandalizmu czyn, mimo kontrowersji, jakie wzbudził i wątpliwej trzeźwości sprawców, przeprowadzono niezwykle sprawnie. Gdy współtowarzysze Stacha i Tomka oddalili się nieco od miejsca ulokowania flagi, Tomek wspiął się po rusztowaniu na drugie piętro i, próbując już wtedy zerwać flagę, ocenił sytuację. Widząc, że jest bezsilny wobec sznurka wiążącego kij do metalowej rury, zszedł na dół, pożyczył od znajomego zapalniczkę i skonsultował działanie z kolegą.
- Będziesz stał tu na dole i ogarniał sytuację na ulicy - powiedział do Stacha. - Jakby co, daj cynk - skończył podekscytowany. Stachu potwierdził i zaproponował, aby flagę po zdobyciu zrzucić mu na dół. Było to sensowne rozwiązanie, więc Tomek bez dyskusji się zgodził. Rozejrzał się po raz ostatni i podbiegł w stronę barierek oddzielających rusztowanie od deptaku. Znów wszedł na metalową konstrukcję, zapalił zapalniczkę i wtedy zdał sobie sprawę, że w mieszkaniu, z którego najprawdopodobniej flagę wywieszono, nie ma zasłoniętych okien, zatem i płomień zapalniczki, i jego oświetloną teraz twarz będzie znakomicie widać z wnętrza. Ale na zmianę planu było już za późno. Płomień po kilku sekundach przepalił jeden ze sznurków i do pomyślnego zakończenia akcji pozostało naprawdę niewiele. Jednak przy drugim z nich wiatr pomyślności wiać przestał, za to wzmógł się ten prawdziwy. Zapalniczka za nic nie chciała się zapalić, a nawet gdy się to udawało, po chwili gasła. Drugi sznur jaki był, taki pozostać widocznie chciał. A czas nieubłaganie płynął i każda sekunda spędzona tam na drugim piętrze zdawała się trwać wieczność, tym bardziej, gdy ulicą przejeżdżała taksówka i Tomek musiał przytulić się do ściany budynku. Po którejś próbie zapalniczka zaskoczyła i udało się przepalić kilka zwojów. Na pozostałe nie było czasu. Tomek chwycił mocno kij i gdy nim szarpnął, usłyszał, a w rękach poczuł pękający sznurek - flaga była jego. Odwrócił się w stronę ulicy, zameldował Stachowi o wykonaniu zadania i zrzucił mu zdobyczny łup. Gdy schodził po rusztowaniu, Stachu podbiegł do pobliskiego stojaka na rowery i zerwał flagę z kijka, który zostawił pośród rowerów. Wtedy dołączył do niego Tomek i razem pobiegli za róg pobliskiej kamienicy.
Rozmiary flagi Tomek ze Stachem docenili jednak dopiero po powrocie do akademika. I nie następnego dnia, ale jeszcze tej samej nocy wrócili się po nią w miejsce jej ukrycia. Okazało się, że flaga jest pełnowymiarowym płótnem, a nie jakimś tam proporczykiem. I nie była tylko wielokolorowym skrawkiem materiału, ale zdobił ją napis, który mówił o czymś, za co kiedyś ginęły miliony ludzi, a teraz stał się pretekstem do szerzenia nienaturalnych idei. I właśnie dla świętego spokoju, z dala od rozkrzyczanych populistów flaga trafiła tam, skąd nie będzie raziła swoimi rozpalonymi kolorami - na dno szafy.
- Niech wielkie słowa oznaczają wielkie rzeczy, bo gdy stracą znaczenie, staniemy się obojętni zarówno na dobro, jak i zło. I wtedy nawet tęcza przestanie być kolorowa - powiedział Tomek sam do siebie, po czym starannie zamknął drzwi tkwiącej w rogu pokoju szafy.