środa, 30 kwietnia 2014

W oczekiwaniu

W oczekiwaniu na Twój dotyk
idę spać nieco później

nasłuchuję, czy w nocnej ciszy
przeminie pustka śledząca mnie cały dzień

nie przemija
i bez spowiedzi na Twej poduszce
zasypiam

kształty kolorowych myśli bez znaczenia
władają nocnymi zakamarkami snu

i czasami tylko przychodzi żal
że to już koniec
że to tylko sen

sobota, 26 kwietnia 2014

Opowieść z widokiem na niebo, cz.3

Deszcz zmył kurz, który przez ostatnie tygodnie zdążył osiąść wewnątrz dziedzińca. Nie myślałem o tym, kiedy ostatnio tutaj padało, ale wszystko wydawało się teraz o wiele czystsze. Ostatnie krople spadały na przemoknięty bruk, po którym leniwie snuły się coraz to cieńsze strużki wody, a przez otwarte okno wpłynęło świeże powietrze, niosące jednocześnie delikatny zapach starych murów. Wilgoć z czerwonych cegieł zaczynała parować, a wraz z nią unosił się zapach dawnych dni.
Czasy młodości i dzieciństwa w którymś momencie zostawiłem za sobą, jak zostawia się obraz minionej kępy drzew na wycieczce poza miastem. Są jednak i takie wspomnienia, do których chce się wracać, i obrazy, których się nie zapomina. Może właśnie najtrudniej pogodzić się z czymś, o czym pamiętać nie chcemy, ale ilekroć próbujemy o tym zapomnieć, wizja ta, jakby na złość, wciąż powraca. I nie pomogą tu żadne specyfiki na zapomnienie. Prawda, choć przykra, jest taka, że przeszłości się nie wymaże, a każdy, kto twierdzi, że udało mu się to zrobić, oszukuje samego siebie. Nasza historia nie przypomina bowiem kurzu, który zmyje pierwszy lepszy deszcz, lecz jest zakorzeniona gdzieś głęboko w nas. Chodzi tylko o to, żeby z tą przeszłością się pogodzić.
Pewnego dnia nauczyłem się wybierać karty i pamiątki. Przyszła pora, żeby pożegnać się z tym, co zawadza, aby ruszyć dalej. Trzeba było wyrzucić stare rachunki, notatki sporządzane na brzegach kartek w kalendarzu, ale przede wszystkim trzeba zrobić porządek z samym sobą. Przeprowadziłem się więc do starej kamienicy, która z pozoru wydawała się dość nędzna. Zmurszały mur, stare okna, skrzypiące, drewniane schody i poręcz, która nie dodawała pewności przy gramoleniu się na górę. W czterech kątach tej śródmiejskiej zabudowy trwałem sam - a przynajmniej tak mogło się wydawać. Z głębi bowiem wyrastał zupełnie nowy człowiek, który wciąż powtarzał: przeprowadziłem się do starej kamienicy, aby zbudować ją od nowa.

sobota, 19 kwietnia 2014

Nasz szlak

Razem wybierzmy szlak
z którego nas nie zniesie
lawina

w dół, po ostrych kamieniach
zejdziemy sami
gdy nasycimy swój wzrok
widokiem
niezapomnianego nieba

zejdźmy
ku żyznej dolinie
skrzętnie ukrytej
pośród drzew
wijących się wstęgą
po skalnych stokach

schowajmy się

przed niechcianym wzrokiem
i w złości
zakorzenioną mową

gdzie do snu kołyszą nas limby
a mchy
swą miękkością
koją nasze dusze

niedziela, 13 kwietnia 2014

Obrazy

Mijam galerię
ustawioną przy drodze

mijam moją galerię
w której jeden z obrazów
wyróżniłem szczególnie

śmiejące się oczy dziewczyny
skąpane w różu policzki

przypominają się pierwsze dni
gdy jesienne liście dodawały uroku
i zachwytu odbijały się echem

barwy jesieni wczesną wiosną
wiatr niosący pozłacany kurz
i droga znikająca za zakrętem

mijam przydrożną galerię
z oczami zwróconymi
w jedną stronę

czwartek, 10 kwietnia 2014

Żeby spalić swój bilet

There's a long black train comin' down the line,
Feeding off the souls that are lost and cryin'.
Rails of sin, only evil remains.
Watch out, brother, for that long black train.
J. Turner


Czy zdążę wysiąść
nim konduktor spisze mnie na straty
i czarnym atramentem wypisze mandat na mej skroni

kolejny numer w poczekalni
jak tatuaż rzeźbi omdlałe ręce
i umysł sponiewierany

gdzie ja jestem
bardzo daleko
i wciąż wracam myślami
tam, gdzie mi dobrze

każdego dnia
przegrane kilometry
zostawiam na pastwę
licząc, że dzikość rozłożona na łopatki
już mnie nie dogoni

podkład za podkładem
pokład zakurzony
iskry kujące spojówkę
i dym
wypełniający nozdrza

czy zdążę wysiąść
nim konduktor spisze mnie na straty

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Za żółciejącą zasłoną

Nie muszę się obracać na drugi bok.
Wystarczy, że otworzę oczy.
Jesteś obok.
Jaśniejące światło dnia podkreśla Twoje barwy.

Za oknem budzi się miasto.
Twój rytm oddechu budzi zmysły.
Wraz z nimi do życia budzę się ja.

Otulony Twym ciepłem czekam na pierwsze słowo.
Niech to będzie wyraz zachwytu.
Niech to będzie wyraz miłości.

Gdy za oknem budzi się miasto,
ja nie muszę obracać się na drugi bok.
Wystarczy, że jesteś obok.

środa, 2 kwietnia 2014

Ostatni raz

Dym z położonego w popielniczce papierosa unosił się leniwie w nieruchomym powietrzu ciemnego pokoju. Strużka za strużką uwalniała się powolutku i z pewnym dostojeństwem opuszczała żarzący się w bibule tytoń. Mężczyzna siedział na starym krześle przy biurku. Ręce miał założone na brzuchu. Bez emocji wpatrywał się w ścianę przed sobą, na której wisiały obrazki i zdjęcia z miejsc, które zwiedził dawno temu. Nie był pewny, czy jeszcze je kiedyś zobaczy, nie to zresztą było obiektem jego rozważań. W ogólnie panującej ciemności i tak nie dostrzegłby szczegółów, które zamknięte w pożółkłych ramkach, teraz mogły przypomnieć jedynie o czasie powstania.
- Od tamtych lat minęło już wiele dni - pomyślał. Spojrzał na papierosa i wziął głęboki oddech.
- Coś sobie wtedy obiecałem - powiedział sam do siebie, po czym cisza wokół wydała mu się jeszcze bardziej przytłaczająca.
Poruszył się lekko, krzesło pod jego ciężarem zaskrzypiało.
- Gdybym od tamtego momentu choć raz porządnie podszedł do sprawy, to nie byłoby później tego całego zamieszania i zapewne nie siedziałbym tu teraz sam - wycedził przez zęby i głos mu się załamał. Jedną ręką przyciągnął do siebie notes, natomiast drugą sięgnął po papierosa. Żar zbliżał się powoli do filtra, więc przed włożeniem do ust strzepnął popiół i powiedział, jakby zwracał się do kogoś bliskiego:
- No to ostatni raz...
Zaciągnął się, ale papieros nadal tkwił między jego wargami. Otworzył notes w miejscu, w którym znajdowało się pióro, zsunął zatyczkę i w półświetle tlącego się papierosa zapisał kilka wyrazów. Gdy żar zaczął już przygasać, mężczyzna zamknął notes, przygładził jego brzeg, a pióro położył z boku. Wyciągnął papierosa z ust i zadusił go w popielniczce. Zdawało się, że tylko niknący w ciemności obłoczek dymu może przerwać idealną ciszę i bezbłędnie wyznaczony szlak ludzkiej myśli. Lecz mgiełka tytoniowej uczty rozmywała się już bezdźwięcznie w ciemnościach nocy, zostawiając mężczyznę samego z kilkoma postanowieniami i zdaniem wypisanym przy świetle ostatniego papierosa.