w godzinę zero
w godzinę miłosnych uniesień
o pełnym słońcu
przy deszczu z rynien
przy deszczu spod naszych powiek
To w tę dolinę ruszymy o świcie
usłaną pożółkłym liściem
gdzie ścieżki złotem lśnić będą rzeźbione
potokiem wezbranej wody
Wrócimy przed świtem zmarznięci milczeniem
zagłuszonym nieptasim śpiewem
okryci spojrzeniem nieznanych postaci
w rozmytym pejzażu nocy