poniedziałek, 7 czerwca 2010

Analiza świata

Wypadałoby wspomnieć o długiej nieobecności. O, wydawałoby się, wieki trwającej nieaktywności pisarskiej, blogowej. Pewną przyczyną była niechęć, niemożność stworzenia czegoś wyjątkowego, a także zajęcie się sprawami, które na pewno nie wpływały pozytywnie na rozwój kulturowo-duchowy. Ale obudziłem się i wciąż podsycany ogień wewnętrznej pasji uzewnętrzniania się wybuchł nowym żarem.
Męczą mnie ostatnimi czasy różne zagadnienia związane z życiem prywatnym, z życiem społecznym. To, co dotyka płaszczyzn państwowych komentuję na innym blogu, więc tutaj zaprezentuję punkt widzenia na pewną prywatną dziedzinę życia.
Ogarnia mnie lęk, ogarnia mnie strach, gdy pomyślę o mojej filozofii dotyczącej kontaktów międzyludzkich, a dokładnie miłości. Uczucie, które wielu ludzi miało możliwość zakosztowania, którego owocem jestem zapewne i ja sam. Ale kiedy obserwuję ludzi wokół mnie, tych, których mijam na ulicy. Kiedy słyszę ich śmiech i niedźwięczne popiskiwania dziewcząt wtulonych w objęcia swoich wybranków, ogarnia mnie złość i frustracja. Próbuję  patrzeć na te nieszczególne zjawiska nawet przychylnie, pozytywnie tłumacząc taki stan rzeczy, ale wynik krótkiego rozmyślania jest zawsze taki sam - brak wiary w prawdziwość istnienia uczucia miłości, sprzeciw wobec wyimaginowanej, sztucznej esencji wypełniające pustki międzyludzkie. Chcę jednak zaznaczyć, że oceniam tak tylko miłość między mężczyzną a kobietą. Wierzę naturalnie w poświęcenie dla drugiego człowieka, w bezinteresowną pomoc, w akty heroiczne i bohaterskie. Idąc za przykładem Fryderyka Nietzschego możliwości tworzenia związków między kobietami a mężczyznami określam jako "przyjacielskie"...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz