poniedziałek, 1 listopada 2010

Po co żyjemy?

Czy to w związku z dzisiejszym świętem (lub raczej uroczystością, jeśli miałbym trzymać się poprawnego nazewnictwa świąt kościelnych), czy może po prostu na skutek kolejnego wybuchu tlącego się gdzieś w moim wnętrzu żaru uzewnętrznienia się, postanowiłem napisać parę zdań poświęconych sensowi egzystencji, a dokładniej towarzyszącemu nam materializmowi.
Po co żyję? Po to, aby w ciągu tych kilkudziesięciu lat życia napchać sobie kieszenie jak największą ilością gotówki? Aby móc kupić sobie nowy telewizor, czy konsolę do gier? Nie wspominając już o nowym samochodzie, czy mieszkaniu. Odnoszę się do konkretów, które dla wielu spośród nas są niewątpliwie życiowymi priorytetami.
W tym roku, w czasie wakacji poruszyłem ze znajomą temat dotyczący lepszych zarobków w Niemczech i lepszych warunków życia na zachodzie. Chodziło między innymi o możliwość posiadania obywatelstwa niemieckiego i wyjazdu do Zachodnich Niemiec po wojnie. Na pytanie zadane sąsiadce, że "dlaczego właściwie tak nie zrobiła", otrzymałem bardzo prostą i szczerą odpowiedź - "nigdy głodna nie chodziła spać". To krótkie, ale zarazem tyle tłumaczące zdanie podziałało na moją wyobraźnię i zakorzeniło się w moim umyśle na dobre. Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, bądź nie dostrzegałem, że w zasadzie wszystko, co człowiek tak naprawdę potrzebuje do życia to ciepłe miejsce do spania, posiłek, możliwość zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Nie chcę odwoływać się do teorii Maslowa i jego piramidy, ale właśnie na tych kilku podstawowych czynnikach można oprzeć normalnie funkcjonujący i, co najważniejsze, pełen miłości dom. W skromnym otoczeniu łatwiej zachować równowagę - jest bowiem mniej elementów, które można naruszyć.
Z takim właśnie przekonaniem rozpocząłem nowe studia, po których nie mogę się spodziewać gór złota czy pełnych sakiew. Tym samym być może nie zapiszę się do kanonu ludzi, którzy wpłyną zasadniczo na polepszenie materialistycznego trybu życia. Być może nie odkryję nowych, lepszych rozwiązań konstrukcyjnych. Ale za to pewny swoich przekonań mogę powiedzieć każdemu prosto w twarz, że nie gonię za wygodami, nie dążę do zdobycia wpływów, nie pragnę bogactwa. Odważnie twierdzę, że moje życie chcę przeżyć godnie. Nie mając wiele, chcę dać wiele z siebie samego. I na pytanie - po co żyję? - nie znam odpowiedzi. Natomiast szczerze mogę odpowiedzieć, że wiem, po co nie żyję. I na to pytanie właśnie sobie  odpowiedziałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz