niedziela, 22 maja 2011

Iść swoją drogą...

Ileż razy w ciągu swojego życia robimy coś wbrew sobie? A może to nie jest właściwe pytanie. Lepiej byłoby przecież zapytać - jak często to robimy? Zagłębiamy się tym samym w dolinie niespełnienia, ale idziemy dalej, bo często mamy z górki. I tak kroczymy tą ścieżką, nie do końca wiedząc, dokąd nią zajdziemy.
Tak rozpoczynam kolejny wpis w ramach tego blogu i odwołuję się tym samym do mojego tematu z matury ustnej z języka polskiego, którą zdawałem przed czterema laty. Nie pamiętam już dokładnie, o czym wtedy mówiłem. Pamiętam natomiast, że w ramach przygotowań przeczytałem Odyseję i zagłębiłem się w Piśmie Świętym, gdzie możemy przeczytać o wędrówce Izraelitów do Ziemi Obiecanej oraz o spotkaniu Jezusa i jego uczniów w drodze do Emaus. A motywem przewodnim w pracy maturalnej była właśnie droga.
Teraz, gdy przeciętny maturzysta z dwa tysiące siódmego roku staje przed ostatnim rokiem studiów magisterskich i nierzadko ma szczegółowe plany na przyszłość dotyczące kariery zawodowej, rodziny czy domu, ja zatrzymuję się na chwilę na mojej drodze, aby spojrzeć wstecz i zastanowić się, gdzie leży źródło mojego niepowodzenia, mojej wiecznej tęsknoty i takiego pewnego smutku, które towarzyszą mi na co dzień. Podobne rozterki mam dość często, ale tylko sporadycznie na poważnie próbuję ten problem przeanalizować, a co bardziej opisać i to opisać w ten sposób, dzieląc się z Wami.
Gdy myślami wracam do lat bycia nastolatkiem, do okresu gimnazjum lub początku szkoły średniej, widzę siebie w innym świetle. Wokół mnie maluje się pogodna aura pomyślności, nie tyle wypływająca ze źródła pracowitości, bo jeśli chodzi o naukę nigdy nie nie przemęczałem, ale oparta na ściśle określonych zasadach moralnych i silniejszej wierze. Bez wątpienia łatwiej mi było zmagać się z licznymi problemami, pokonywać lęki i patrzeć w przyszłość, mimo nie do końca jasno określonych celów. A może tymi celami było właśnie bycie bliżej Chrystusa i Kościoła? Nie ukrywam, służba wśród braci ministranckiej dość mocno ucierpiała właśnie w liceum, aby praktycznie obumrzeć w czasie studiów. Stopniowo bliskość z Bogiem zastępowały inne elementy życia - wszelkiego rodzaju rozrywki, spotkania ze znajomymi, działalność studencka. Zmiana stylu życia spowodowana zapewne była wzrostem pewności siebie, a co za tym idzie, powolnemu rozkwitowi próżności. Wszystkie te procesy, długotrwałe i coraz silniej oddziaływające na mnie, ukształtowały moją glinianą i kruchą podstawę.
Mając jednak, tak mi się wydawało, jakieś filary, na których oparłem swoją filozofię życia, mogłem odważnie kroczyć naprzód, krok po kroku grzęznąć w świecie pełnym błyskotek, łatwej rozrywki i ludzkiej obojętności na ogólnoświatowe zatracenie. Będąc pod wpływem ludzi, którzy myśleli podobnie jak ja, którzy nie chcieli dostrzegać głębi życia, nie starałem się zmieniać niczego, co mogłoby radykalnie wpłynąć na dotychczasową karierę. Karierę tak naprawdę pozbawioną pełni szczęścia. Ale wygodną dla innych i łatwą, być może, dla mnie samego.
Dzisiejsze wydarzenie, w którym mogłem brać udział, prymicyjna Msza Święta mojego kolegi, jest niejako motorem do tych przemyśleń. Osoba mi dobrze znana, z którą może jednak nie utrzymywałem bliższej znajomości, ale wypromowana na ministranta tego samego dnia, co ja, swoją postawą pokazała, że służba Bogu to nie coś poza naszym zasięgiem. Obojętnie w jakiej postaci - czy to bycie księdzem, czy uczestnikiem stanu zakonnego, czy po prostu dobrym chrześcijaninem. Dobrym, to znaczy takim, który żyje wiarą i w zgodzie z nauką Kościoła. Może nie musi się on ze wszystkim zgadzać i szerzyć bezmyślnie wszystkie doktryny. Ale trzeba iść za głosem Pasterza, bo tylko wtedy dostąpimy radości z życia i tu na ziemi, i, miejmy nadzieję, tam, po śmierci. A dzisiejsze prymicje i podniosły charakter tej uroczystości niewątpliwie do chwil radosnych należały.
Zatem może zamiast sformułowania "iść swoją drogą" lepiej byłoby użyć tego - "iść Jego drogą". Skoro  kierunki obierane przeze mnie zawiodły mnie na manowce, czy istnieje lepszy wybór niż pójście drogą wyznaczoną przez Mistrza?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz