Jak to jest? Pewnego dnia budzicie się z silnym kołataniem serca, zrywacie się z łóżka i przecieracie twarz, po której przelatuje wyraz niepewności i strachu, żeby wieczorem nie móc zasnąć z powodu wielkiej pustki i niewiadomej. Jak to jest, że jednego razu trawi was wielkie zmartwienie, a drugim wielkie zdziwienie? Jak to jest, że troski o ważną dla was osobę nie dają wam żyć, a później dowiadujecie się, że zadajecie jej ból, który rani jej uczucia? Jak to jest, że godzinami rozmyślacie o drugiej osobie, a później na skutek nieporozumienia ona mówi wam, żebyście przemyśleli jakąś sprawę? Jak to jest, że przez tygodnie staracie się budować związek, aby w ciągu kilku minut spora jego część uległa zniszczeniu? Jak to jest, że rozmawiacie godzinami o niełatwych sprawach, aby później w kilku zdaniach pokłócić się, roztrząsając z pozoru banalne kwestie? Jak to jest?
Niekiedy wydaje się, że troski z jednej do drugiej osoby przechodzą niczym odbijająca się piłeczka pingpongowa. Gdy czujecie, że przegrywacie pod naporem przygniatających was problemów i niejasności, staracie się za wszelką cenę ich pozbyć, znaleźć rozwiązanie. Ale tym samym piłeczka wędruje do waszego towarzysza i, choć jesteście pozornie wolni, zaczynacie znów, podczas rozwiewania jego trosk, przyciągać na siebie kolejne fale nieszczęść. Ciągłe uwijanie się. Walka. Wysiłek. I do czego was, i do czego nas to prowadzi? Do wymiany? Do starej zasady "oko za oko"? Stop.
Odpocznijmy. Zastanówmy się, czy oby to, co chcemy wiedzieć, co chcemy powiedzieć, jest konieczne do naszego szczęścia. Wiele bowiem razy różnymi komentarzami i uwagami możemy sprawić komuś przykrość, nawet o tym nie wiedząc. Zostawmy więc te niesnaski, tę niemądrą wymianę zdań, rywalizację. Głęboko wierzę, że szczerość i prawda, jakiekolwiek by nie były, to w relacjach międzyludzkich podstawowe filary. Może budują obraz bez upiększeń, ale z głębokim nasyceniem barw, znakomitym kontrastem i wyrazistymi konturami. Wolicie barwne otoczki i pstrokate ozdobniki? Wasza rzecz. Nie zapominajcie jednak, że każdy z nas niesie obraz samego siebie. I nie jest to obraz ukończony. A efekt końcowy zależy nie tylko od nas, ale również od ludzi, z którymi się spotykamy, z którymi żyjemy i których kochamy. Pomagajmy więc sobie nawzajem w kreowaniu autentycznych dzieł sztuki. I między ponure i przeraźliwe sceny wprowadźmy nieco słońca. Z czasem się przekonamy, że wspólnie namalowany obraz nie będzie miał śladów po odbijającej się od niego piłeczce pingpongowej, ale wyłącznie delikatne smugi łagodnie i majestatycznie pociąganego pędzla.
Chyba najbardziej boli nas wtedy, gdy druga osoba nie wie w jaki sposób i czym nas uraziła. I nie chodzi o to, by ukrywać pewne rzeczy i nie mówić sobie prawdy, bo tylko szczerość pozwala nam na lepsze poznanie siebie. Należy jednak pamiętać, że ciosy zadane słowami są gorsze od bólu fizycznego, bo rany na ciele w końcu się zabliźnią...Kłótnie pokazują nam, czy chcemy dalej walczyć, czy wykorzystujemy każdy pretekst do tego, by się poddać i przestać kroczyć wspólną drogą. Problemy były, są i będą, ale jeśli nauczymy się je dźwigać razem, bez przerzucania ich na drugą osobę, staną się dla nas lżejsze, mniej straszne i łatwiejsze do pokonania.A wtedy słońce na pewno zaświeci...
OdpowiedzUsuń