W małym, białym domeczku nieopodal górki,
gdzie słońce ciągle świeci i brak jednej chmurki,
mieszka malutka Ala lubiąca wybryki,
codziennie psuje pralki, lodówki, imbryki...
Wciąż mówią jej rodzice i radzą sąsiedzi,
pytają jaki diabeł w jej duszyczce siedzi.
Już brat się denerwuje i sięga po fajki,
już siostra recytuje Krasickiego bajki.
Lecz Alicja nie widzi, nie patrzy i nie słucha,
psuje wszelakie sprzęty, na skargi jest głucha.
Codziennie, gdy rodzice do pracy ruszają,
Alicja chwyta młotek, włosy dęba stają.
I rusza rozjuszona i pełna ferworu,
jakby karmiona była ambrozją odoru.
Uderza siłą wielką, w proch wszystko obraca,
co widzi, to dotyka, co może, to maca.
I wióry metalowe i drzazgi drewniane,
latają koło Ali sprzęty połamane.
Obrazy już zniszczone, szafki rozwalone,
a w głowie małej Ali wciąż mysli szalone.
Na chwileczkę stanęła, powietrze połyka,
zmęczona swoim dziełem o gwóźdź się potyka.
Zachwiana równowaga - Alicja upada,
wielce zdenerwowana na podłodze siada.
Usiadła jak dziecina, która świat ogląda,
na zniszczone przyrządy zdziwiona zagląda.
Cóż ja głupia zrobiłam - zwraca sie do siebie -
chyba trafię do piekła, nie myślę o niebie!
Ileż rzeczy napsułam, jakiż tu bałagan!
Winiaczem się upiję, mam go cały sagan!
Albo zacznę tu sprzątać - tak, to pomysł lepszy,
nie chcę dłużej już słuchać, że Ala coś spieprzy!
Tak, jak rzekła, zrobiła, szufelkę chwyciła,
zmiotła brudy wszelakie, podłogi umyła.
Siedzi teraz wesoła i czeka radosna,
aż przyjdą jej rodzice - w sercu kwitnie wiosna.
Niepewni rodziciele do domu wracają,
ogromnie zatrwożeni oczy otwierają.
Patrzą wielce zdziwieni i oczom nie wierzą,
dookoła się kręcą, wszystko wzrokiem mierzą.
Ojciec zdumiony milczy, lecz zaraz przemawia,
na początku się krztusi, kaszle, puszcza pawia.
W końcu nie wytrzymuje i głaszcze swą córkę,
nazywa pieszczotliwie, niczym małą kurkę.
Mówi wreszcie do Ali znamienite słowa:
Wielkieś pustki nam dała, ty i twoja głowa
z tak dziwnymi myślami niszczącemi wszystek.
Lecz widzimy, ja z mamą, nie potrzeba czystek -
ni etnicznych, ni w domu, boś po rozum poszła -
skończyłaś głupi nałóg, do mądrości doszła.
Jakże często błądzimy, moje miłe dzieci,
jak też rzadko patrzymy na nasz czas, co leci.
Usiądźmy nieraz sami, zobaczmy, osądźmy,
nie róbmy nic pochopnie i dłużej nie błądźmy...
piątek, 4 listopada 2011
Bajka o Alicji, co wszystek psowała
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz