Jak ogień i woda?
To jest zbyt łatwe.
Jak lawa i lód?
A to zbyt czytelne.
Jak armie po dwóch stronach frontu.
To jest prawdziwe.
Zatem prawdy tej trzymać się będę.
Wyrosłem na gruncie zdeptanym przez armie.
Przez armie potężne i straszne.
Gdzie gwałt i zniszczenie ze sobą wciąż niosły
i wszystko waliło się w gruzy.
Dwie siły przeciwne, gdy kiedyś się starły
do końca uparcie walczyły.
Aż w końcu jedna poległa dość marnie,
a druga stała się karłem.
Wyrosłem na barkach tego wielkiego karła,
którego wróg uniósł do góry.
Zmieszała się krew rodziny akowca
z bezsilnym żołnierzem führera.
Dziś nie ma już wojny
na strzały, pociski,
lecz ciągle żywa jest rana.
I ciągle gdzieś walka odbywa się sroga,
i wszystko to trwa znów od nowa.
Krew w żyłach mych płynie
gorąca i zimna,
powoli, to znów przyspiesza.
Jedną rękę wyciągam,
a drugą gdzieś chowam
pod płaszczem szarzyzny wojennej.
Ponoć zmienne są losy wojny niejednej,
podobno i ja jestem zmienny.
Skąd to wynika, tego nie zgłębię,
lecz będę próbował od nowa...
poniedziałek, 7 listopada 2011
Dwa II
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz