Czyżby nadchodziła
tak nieproszona
jakby na siłę zapomniana
panna W.?
Znikąd się pojawia
jak tornado
i ginie
rozpływając się sama w sobie
zostawia powalone płoty
pomniki i drzewa
domy bez mieszkańców
puste spojrzenia i głosy
bez odpowiedzi
przemoczone strzępki tych
którzy musieli
i roztrzaskane tych
co nie chcieli
wstawać, iść, padać
głową w dół
twarzą do ściany
i plecami
a z otworów ludzkich czeluści
krzyczy już tylko martwa dusza
jakby pytała
czy o pannie W.
musimy sobie przypominać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz