niedziela, 22 listopada 2009

Jesienny powiew

W końcu. Po ponad miesięcznej przerwie udałem się do Gogolina. Jak można się spodziewać, celem wyjazdu były porządki w ogrodzie. Nie będę się wdawał w szczegóły dotyczące wykonanych prac, bo nie o tym chciałem napisać.
Ostatnimi czasy zastanawiam się nad pięknem panującej pory roku. Niektórym może się wydawać, że w jesieni nie ma nic wartego uwagi. Często pada deszcz, zimno daje się we znaki częstymi przeziębieniami, a kolejne warstwy ubieranej odzieży zabierają całą przyjemność jesiennych randek. I co z tego, że parkowe aleje pokryte są wielobarwnym dywanem liści, skoro i tak późnym popołudniem spowite są zasłoną mroku. Można długo wymieniać negatywne aspekty istnienia jesieni, ja radzę jednak spojrzeć na to z innej strony, trochę tajemniczej, może odrobinę magicznej, ale na pewno pięknej. I tak oto w moim umyśle narodził się ten wiersz.
Przezłocone liście tak ciężkie od kruszcu,
którym okryte jesiennym powiewem,
opadły już dawno na wilgotną ziemię,
stając się z cicha szeleszczącym szlakiem.

I choć drzew korony już nie tak bogate,
a nagie, kościste, wstydliwie skręcone,
wciąż pełne blasku świetlistej powagi,
gdy z rana rosą słońca tkwią skropione.

I gdy szarości bezmiaru głębina
szal swój dokoła wszystkiego zarzuci,
utuli nas przeto w jesiennej kołysce,
co zda się poruszać z ust naszych westchnieniem.

A tlący się z lekka srebrzysty dar nieba,
przenika cienistą dolinę półmroku
i z wiatrem niesiony rozgrzewa swym żarem
zapach przepełnionej jesienną bryzą nocy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz