W końcu się zmobilizowałem i usiadłem nad interpretacją fragmentu "Dzieciństwa" Tołstoja. Mowa tu oczywiście o pierwszym fragmencie opublikowanym tu przeze mnie kilka dni temu.
Wcześniej jednak wprowadzę w sam temat. Główny bohater tej powieści autobiograficznej, Nikolaj, wypowiadający się w pierwszej liczbie osoby pojedynczej (wskazuje to na pewien związek samego autora z bohaterem), zakochuje się, jak sam nazywa ten stan emocjonalny, w niewiele starszym chłopcu. Gdy tylko się z nim spotyka, wielbi go. Jest w niego ślepo zapatrzony, niczym w anioła. Jaki jest zatem problem tego uczucia? Nie wnikam już w samo to, że jest to miłość między dwoma chłopcami, ale skupię się na tym, dlaczego, w gruncie rzeczy, jest to miłość nieudana, po części pełna smutku i na pewno niespełniona, czyli w jakimś stopniu również tragiczna.
Co zatem uniemożliwiło naszemu bohaterowi w pełni wykorzystać potencjał miłości? Co zablokowało jego instynkty kochania? Odpowiedź, po przeczytaniu kilku wersów powieści, ukazuje się sama. Tym czynnikiem hamującym była iskra instynktu dorosłości, która zapłonęła w młodym umyśle. Chłopiec bał się wyznać miłość.
I choć wydaje się dziwne, że dzieckiem pokierował dorosły nurt myślenia racjonalistycznego, nie ulega wątpliwości, że to właśnie nasza ostrożność często ogranicza nas w działaniu.
Dobrze, niech zatem nasz instynkt chroni nas przed autodestrukcją - pomyślimy. Niech tak będzie, chcemy tego - nie jesteśmy przecież samobójcami. Ale tak naprawdę, czy wyznanie komuś uczucia, szczere otwarcie się przed kimś, może być samozniszczeniem? W takim razie, czy gdyby bohater książki Tołstoja zachował się zgodnie z dziecięcą intuicją, otwartością i szczerością, i wyznał swemu wybrankowi jakim uczuciem go darzy, nie byłby szczęśliwszy? I to bez względu na odpowiedź ze strony wybranka.
Jakże często nam samym, dorosłym już ludziom, brakuje właśnie takiej dziecięcej śmiałości, prostoduszności i otwartości. Wraz z wiekiem stajemy się zgorzkniali, zamknięci w sobie. Boimy się, że jakieś potknięcia mogą zniszczyć nasze życie. Boimy się porażek, smaku goryczy i rozczarowania. Jednak zapominamy o tym, że nie wszystkie próby kończą się przegraną.
Niekiedy, zamiast myśleć o plusach i minusach jakiegoś przedsięwzięcia, jakiejś życiowej decyzji, polećmy się naszym dziecięcym instynktom, byśmy, podobnie jak Tołstojowski Nikoleńka, nie żałowali naszej bierności. I niech taki właśnie świat kolorowych barw i pogodnego patrzenia w przyszłość towarzyszy nam na codzień.
Wcześniej jednak wprowadzę w sam temat. Główny bohater tej powieści autobiograficznej, Nikolaj, wypowiadający się w pierwszej liczbie osoby pojedynczej (wskazuje to na pewien związek samego autora z bohaterem), zakochuje się, jak sam nazywa ten stan emocjonalny, w niewiele starszym chłopcu. Gdy tylko się z nim spotyka, wielbi go. Jest w niego ślepo zapatrzony, niczym w anioła. Jaki jest zatem problem tego uczucia? Nie wnikam już w samo to, że jest to miłość między dwoma chłopcami, ale skupię się na tym, dlaczego, w gruncie rzeczy, jest to miłość nieudana, po części pełna smutku i na pewno niespełniona, czyli w jakimś stopniu również tragiczna.
Co zatem uniemożliwiło naszemu bohaterowi w pełni wykorzystać potencjał miłości? Co zablokowało jego instynkty kochania? Odpowiedź, po przeczytaniu kilku wersów powieści, ukazuje się sama. Tym czynnikiem hamującym była iskra instynktu dorosłości, która zapłonęła w młodym umyśle. Chłopiec bał się wyznać miłość.
I choć wydaje się dziwne, że dzieckiem pokierował dorosły nurt myślenia racjonalistycznego, nie ulega wątpliwości, że to właśnie nasza ostrożność często ogranicza nas w działaniu.
Dobrze, niech zatem nasz instynkt chroni nas przed autodestrukcją - pomyślimy. Niech tak będzie, chcemy tego - nie jesteśmy przecież samobójcami. Ale tak naprawdę, czy wyznanie komuś uczucia, szczere otwarcie się przed kimś, może być samozniszczeniem? W takim razie, czy gdyby bohater książki Tołstoja zachował się zgodnie z dziecięcą intuicją, otwartością i szczerością, i wyznał swemu wybrankowi jakim uczuciem go darzy, nie byłby szczęśliwszy? I to bez względu na odpowiedź ze strony wybranka.
Jakże często nam samym, dorosłym już ludziom, brakuje właśnie takiej dziecięcej śmiałości, prostoduszności i otwartości. Wraz z wiekiem stajemy się zgorzkniali, zamknięci w sobie. Boimy się, że jakieś potknięcia mogą zniszczyć nasze życie. Boimy się porażek, smaku goryczy i rozczarowania. Jednak zapominamy o tym, że nie wszystkie próby kończą się przegraną.
Niekiedy, zamiast myśleć o plusach i minusach jakiegoś przedsięwzięcia, jakiejś życiowej decyzji, polećmy się naszym dziecięcym instynktom, byśmy, podobnie jak Tołstojowski Nikoleńka, nie żałowali naszej bierności. I niech taki właśnie świat kolorowych barw i pogodnego patrzenia w przyszłość towarzyszy nam na codzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz