To, co wydarzyło się w tamten pamiętny, czerwcowy dzień, na długo pozostanie w mojej pamięci. Tak mocno również zakorzeniło się w moim umyśle, że każda chwila, która dana jest mi teraz przez los, aż goreje od doświadczeń owego dnia.
Niełatwo jest mówić, a co dopiero pisać o historii, której odciśnięte piętno zostawiło aż taki ślad w moje duszy. To istny tatuaż przeszłości. Taki niezmywalny symbol przynależności do określonego stada, który farmerzy wypalają swojemu bydłu na sierści. Taki właśnie znak, który wnika głębiej, niż możecie sobie wyobrazić, zżera moją codzienność od środka, pochłaniając najdrobniejszy nawet fragment mojego istnienia.
Przetrawiony do cna swojej bezosobowości postanowiłem przybliżyć nieco dzieje upadku ludzkiego. Mojego upadku. I choć wydaje się, że stanąłem na nogi, grunt pode mną nadal jest niepewny, nadal zagłębia się w rozpadlinę cienia, mnie samego pogrążając coraz to bardziej i bardziej...
Tomku, proszę o więcej ;)
OdpowiedzUsuń