Ładna jest ta choinka.
Przyznaję od razu.
A mówiono o niej od dłuższego czasu.
Że miała się pojawić.
Kiedy? Nikt tego nie wiedział.
Szeptali. Zapowiadali.
Aż w końcu się stało.
Pewnego dnia zjawiła się wieczorną porą.
I od razu opromieniła tych, którzy ją przywołali.
Blaskiem.
Ozdobnością.
Zapachem.
Słodyczą.
Mówili o niej
urodziwa i niezwykła.
Jaśniejąca w ciemnym korytarzu.
I mijali ją ci, którzy ją ubrali.
I zastanawiali się
kiedy opadną igły
kłujące
ostre jak ciernie
kaleczące.
I mijali ją inni
i pytali
czy to już.
Ktoś kiedyś zjadł z niej wszystkie cukierki.
I już nie była słodka.
Ktoś potrącił i stłukł bombkę.
I już nie zachwycała ozdobami.
Z czasem pochowano do kartonów
lampki
łańcuchy
zawieszki.
Z czasem przestała pachnieć.
A igły pozostały.
Ładna była ta choinka.
Teraz tylko tyle mogę powiedzieć.
sobota, 17 grudnia 2011
Choinka
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz