Nigdy się nie wzniosę wyżej
niż ponad pułap
ograniczony świstem kul przeszywających powietrze
i kawałków szrapneli
mknących w kierunku moich trzewi
Nie wychylę się zza okopu ustalonych granic
żeby pocisk wymierzony ze snajperskiej broni
nie trafił celnie
w sam środek sprawy
A gdy się zbiorę do biegu
poganiany przez krzyk
rozwścieczonego kaprala
znów utknę w leju
niespełnionych założeń
i straconego czasu
Wtedy kolejny raz wyjrzę ponad krawędź
wybrudzony nowym błotem doświadczenia
i będę się podnosił
dopóki mnie nie trafią
sobota, 11 lutego 2012
Dopóki mnie nie trafią
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz