W erze skomercjalizowanego świata, w którym religia została zepchnięta na margines życia, jako niepotrzebny czy wręcz komplikujący egzystencję element, mam wątpliwości, jakoby wszelkiego rodzaju amulety miały jakikolwiek sens istnienia. W czasach, gdy piętnuje się symbole religii chrześcijańskiej, byłoby nieporozumieniem wynoszenie na piedestał znaków innych wyznań czy wierzeń. Bo przynajmniej mi z wierzeniami amulety się kojarzą. Z plemiennymi szamanami niedawno odkrytych zakątków Afryki, Ameryki lub którejś z wysp Oceanii. Będące symbolami potęgi, nadprzyrodzonych mocy i magicznej siły. Nierzadko wykonane ze skalpów wroga, szczątków ludzkich i zwierzęcych albo odlane z metalu wytopionego w prowizorycznych dymarkach czy ulepione z gliny i wypalone następnie w ognisku. Wśród tubylczych ludów słabo znanych rejonów świata takie amulety były czy są także symbolem wiary. Oznaczają przynależność do danej grupy etnicznej, określają tożsamość. Przy okazji mogą pełnić rolę ozdobną, ale to nie ich główne zadanie. A zdaje się, że dzisiaj ludzie trochę o tym zapomnieli i w bałaganie myśli obwieszają się różnymi znaczkami wyrabianymi masowo w Chinach, myśląc, że ochronią się przed czarami i zapewnią sobie szczęście. Przerzucają tym samym jakąś odpowiedzialność na te zawieszki, szukając namiastki wiary, którą i tak dawno już utracili.
Jak dla mnie amulety są bezwartościowe. Być może gdzieś mają jakąś moc, ale wiążą się nierozerwalnie z wiarą tych, którzy je stworzyli, a podróbki noszone na szyjach ludzi do kości przeżartych ateizmem nie mają żadnych właściwości. Jeśli chcemy być szczęśliwi, nie pomoże nam w tym żaden talizman czy zabobon. Nasze życie kreujemy my sami i jeśli chcemy, aby było pełnowartościowe, nie możemy opierać go na wierze w metalowe lub drewniane amulety, bo gdy rdza zje metal, a drewno zbutwieje, wraz z nimi rozpadnie się nasz światopogląd, a wtedy zostaniemy sami.
Jak dla mnie amulety są bezwartościowe. Być może gdzieś mają jakąś moc, ale wiążą się nierozerwalnie z wiarą tych, którzy je stworzyli, a podróbki noszone na szyjach ludzi do kości przeżartych ateizmem nie mają żadnych właściwości. Jeśli chcemy być szczęśliwi, nie pomoże nam w tym żaden talizman czy zabobon. Nasze życie kreujemy my sami i jeśli chcemy, aby było pełnowartościowe, nie możemy opierać go na wierze w metalowe lub drewniane amulety, bo gdy rdza zje metal, a drewno zbutwieje, wraz z nimi rozpadnie się nasz światopogląd, a wtedy zostaniemy sami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz