Skuliłaś się, szukając ciepła w murach zimnego domu.
Założyłaś ręce, jak wtedy, gdy siedziałaś wyprostowana na krześle,
a ja liczyłem minuty między kolejnymi westchnieniami.
Westchnieniami ciszy.
A teraz leżałaś w bezruchu pod kołdrą,
i zimny nos wystawał spod białej poszewki.
Gdzieś w oddali zaszczekał pies.
Gdzieś wiatr niemrawo zakołysał jałowcem.
Utkana z lekkiej sieci sama zaczęłaś odliczać czas
i przesypywać drobinki piasku do nowej klepsydry.
Powolutku, z wrodzoną łagodnością.
Okruchy przemijania kruszyły się pod opuszkami długich palców
i opadały starannie na przygotowany stosik, który zdawał się topnieć.
Otworzyłaś lśniące oczy. Wokół zimno dokuczało jakby mniej.
Tylko wiatr zdawał się jeszcze nie spać.
Rozluźniłaś uchwyt i usłyszałaś stukanie swojego serca.
Jednak nie jesteś taka zimna. Ja wyczuwam ciepło.
wtorek, 6 listopada 2012
ciepło.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz