Składam je z rozbitych kawałków
sumienia
wyborów
i lat
tak pięknie nicością przepełnionych
od nowa
Przegrywam kolejny wyścig
z zapasowym numerem na piersi
choć nie startowałem
bez celu
Ze zdziwieniem w oczach spoglądam
na pustą trybunę:
ktoś stał, ktoś popatrzył
nawet pochwalił
poszedł
Składam to życie
z potłuczonych kawałków szklanego szkieletu
wypełnionego światłem
lecz ta bryła formą zakończona
wciąż rzuca cień
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz