złapała nas pod baldachimem
ust
naszych ust
ale wcześniej był baldachim z wierzby
stała wtedy trochę z boku
i przyglądała się na wpół opadłymi liśćmi
a ścieżki zgrzytały
jak śnieg, który nieproszony wdarł się za kołnierz
pachnący i zawsze uniesiony trochę za wysoko
ale jest kosmyk włosów lekko okryty szronem
i wciąż miękki, i wciąż łaskocze
i policzek gładki jak tafla lodu
i oczy w kolorze L.
zimą podobno najpiękniejsze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz