Zamykam kluczem drzwi wieczorem,
zostawiam za sobą chłód,
co przenikliwie pachnie morem,
co serce zamienia w lód.
Jeszcze ogrzeję się w ogniu świecy,
co rzuca na biurko cień.
Odsłonię powoli Twoje plecy,
by ujrzeć lśnienie lśnień.
Rozkwitłaś wyrwana z puchu
myślą ciepłą zbudzona
i w lekkim świetlistym ruchu
odsłoniłaś ramiona.
O, kwiecie nocnego tchnienia
dajesz mi owoc spełnienia!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz