Usiadłem przy stoliku na wiklinowym krześle. W kawiarni.
To ta kawiarnia przy ulicy wyłożonej brukiem.
To ta kawiarnia, z której zabrali nam kanapę. Kanapę z dwudziestego drugiego grudnia.
Usiadłem przy stoliku wpatrzony w to miejsce, z którego Ty patrzyłaś.
Swoimi szklistymi oczami.
A ja widziałem w nich trochę więcej.
Usiadłem, a wcześniej pomogłem zdjąć kurtkę.
Choć nigdy tego nie chciałaś.
Pewnie brakuje mi taktu.
I później milczę jak zaklęty.
I brakuje mi czasu.
I czasów, gdy po dwudziestej trzeciej widziałem czerwone światła niknące w zielonej poświacie.
piątek, 15 marca 2013
22 - 23
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz