Wieczorami jest najgorzej. Najgorzej się czuję i najtrudniej skupić się na pracy. Do tego dochodzi zmęczenie. Najchętniej położyłbym się spać. Zatem kładę się do łóżka. Nakrywam się kołdrą i próbuję zasnąć. W pokoju jest dość ciepło. Nie powinno być problemów z zaśnięciem. Zamykam oczy. Próbuję uspokoić oddech. Próbuję uspokoić bicie serca. Ale bezskutecznie. Siadam na łóżku. Opieram się o boazerię, którą pokryta jest ściana. I myślę. Myślami wybiegam daleko. Jakieś piętnaście kilometrów. Może trochę więcej. I czuję, jak mi coś ściska gardło. Czuję, jakby mi ktoś na klatce piersiowej postawił wiadro z gorącą wodą. Albo coś. Bo to raczej coś mnie dusi.
To tęsknota.
To tęsknota.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz