sobota, 11 maja 2013

Byle do przodu

- Nic się nie dzieje bez przyczyny - powiedziałem, omiatając wzrokiem rozległą równinę. Słońce wzniesione wysoko nad horyzontem grzało niemiłosiernie. Chwilę wcześniej wyszliśmy z lasu i teraz zrobiło się naprawdę gorąco.
- Ale tych płotów to nie musiał nikt tutaj stawiać - przecież to tylko łąki. - Stwierdziła, wzruszając ramionami. W jej oczach pojawiła się lekka konsternacja.
- Widocznie był w tym jakiś cel, żeby poprzedzielać tę ziemię. Nikt by nie grodził, gdyby nie musiał. - odpowiedziałem. Staliśmy teraz obok siebie i patrzyliśmy gdzieś bez celu. Wydawać by się mogło, że zwracamy się w jednym, ściśle określonym kierunku, że gdzieś w oddali jest punkt, który przyciągnął nasz wzrok, ale nie znaliśmy swoich myśli, ani tak naprawdę nikt z nas nie widział, na co patrzy druga osoba.
- Uważam, że czasami niepotrzebnie jakieś bariery się stawia. Zamiast dzielić, można byłoby to wszystko uprościć - stwierdziła dość zagadkowo.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytałem i spojrzałem na nią badawczym wzrokiem.
- Żeby się nie ograniczać do ściśle określonych zasad. Wszystko jest zbyt elastyczne, żeby nadać temu jakiś konkretny kształt. I nie mówię w tej chwili o tym, co mamy przed sobą - wskazała od niechcenia dłonią teren przed nami i obróciła się w moją stronę.
- No to się domyślam... Czasami jednak samemu niechcący stawia się jakieś płoty. Ważne tylko, żeby w odpowiednim czasie je rozebrać. Eh... - westchnąłem. Zawsze to robiłem, gdy czułem się bezsilny i nie wiedziałem, co powiedzieć.
- Właśnie. Może jednak nie będzie tak źle - skwitowała życzliwym uśmiechem i oparła jedną nogę na drewnianym ogrodzeniu. W tym samym momencie zacząłem się przedzierać na drugą stronę niewysokiego płotu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz