Ucichła monotonia oddechów i kropel
nocnym wybijana rytmem
ostygły poduszki i pościel, i dłonie
i światło znów straszy złym ranem
brak cieni na ścianach
co płomieniem świecy
nietrwale wyryte zostały
a zamiast dźwięków
nieskromnie śpiewanych
szum ulic myśli zagłusza
Zamknięty w swej klatce
betonem oblanej
zbyt często budzić się muszę
bez ciepłego słowa
i słodkiej radości
spijanych jak nektar z jej ust.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz