poniedziałek, 14 października 2013

Obrazek

Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, gdy siedzieli na wzgórzu. Sierpniowy wieczór był przyjemnie ciepły, a delikatny wiatr orzeźwiał zmęczone od gorąca dnia ciała. Słoneczna kula światła nikła za horyzontem i lekką smugą malowała na policzkach dziewczyny różowo-czerwone, transparentne obrazy. Miękka skóra wokół jej błyszczących ust z gracją dopasowywała się do wyrazu zadowolenia i wakacyjnej beztroski. Chłopak spoglądał niepewnie na twarz towarzyszki. Ona natomiast patrzyła w stronę rodzącej się nocy, choć i tak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że on zwrócony jest w jej kierunku. Niejednokrotnie zwracała mu na ten temat uwagę, ale jak zwykle jej nie słuchał. Być może chciałby jej posłuchać, być może chciałby czasami nie zwracać zbyt dużej uwagi na jej pełne oczy i smukłą buzię, ale nie umiał. W każdym szczególe odnajdywał źródło nieskończonego piękna, które go uspokajało. Faktura skóry przypominała mu powierzchnię płatków kwiatu, włosy jakby uplecione z lekkiej, pajęczej sieci, poddającej się każdemu powiewowi powietrza, natomiast oczy - o oczach ukrytych za niespotykanie długimi rzęsami mógłby mówić bez końca - to w nich dostrzegał prawdziwy obraz dziewczyny, niezakłócony gorszym nastrojem, dniem i zwykłym ludzkim zmęczeniem.
To właśnie na koniec dnia, gdy wracał znużony do pustego pokoju, obrazek z zachodzącym słońcem, obrazek jej twarzy, jej obraz dawały mu potrzebny spokój i wiarę, że jest Ktoś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz