Podobno od grudnia
śnieg okrył drzewa
jak ja zgrabne ramiona
które nie raz się uginają pod moim ciężarem
i rwą do przodu
wbrew myśli i słowu
wiatr zaniósł połamane gałązki
w ciepły zakątek tlącego się ognia
niech się pali
i niech ogrzewa
zemdlone chłodem dłonie
znów stoję i się przyglądam
żeby skoczyć
odeprzeć ten atak starej zimy
może i śnieg okrył drzew szczyty
i gór wierzchołki
ja przytulę do piersi
nie po raz pierwszy
i nie ostatni
zgrabne ramiona i ciało
i w potoku włosów się upoję
jak jeszcze nigdy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz