Nie znał do końca jej uczuć i myśli. W zamglony i zimny poranek niełatwo było wyczytać z twarzy więcej niż dający się we znaki chłód. Wilgotne powietrze zostawiało na skórze maleńkie krople, a otwarta przestrzeń nie dawała możliwości ukrycia się przed delikatnymi powiewami wiatru, co czyniło otaczającą aurę jeszcze mniej przyjazną. Szli tak obok siebie jakiś czas, a mokra, miejscami pożółkła trawa malowała na ich butach ślad cienkich strużek wody. Wokół wszystko wydawało się pozbawione barw, a bezlistne drzewa tylko dodatkowo przysłaniały szaro-niebieskie niebo, rzucając ciemne cienie na błyszczące rosą ścieżki. W końcu przystanęli na dawno skoszonym, trawiastym placu i spojrzeli na siebie.
- Męczące, co nie? - zapytał, nie kończąc myśli.
- Przecież nie szliśmy daleko - odpowiedziała bez emocji w głosie.
- Nie o to mi chodzi. Tylko o to, jaki bywam - urwał zdanie i zaczął się wpatrywać w jej oczy. Po chwili odwrócił wzrok i głośno wzdychnął. Nie zawsze potrafił znaleźć proste słowa, które odzwierciedliłyby jego myśli. Sięgał wtedy po rozbudowane metafory, które były dość dalekie od konkretnego przekazu - takiego, jakiego ona by chciała.
Po dłuższej chwili milczenia obrócił się do niej ponownie.
- Wiem, że bywam irytujący, że czasami mówię od rzeczy, ale w taki nie najlepszy sposób szukam kontaktu. Bliskości, mimo odległości. Dystans bywa jednak nie do przeskoczenia. Nie zawsze to rozumiem, więc przepraszam. - skończył i delikatnie przygryzł na wpół wysuszone wargi, oczekując od niej jakiejś odpowiedzi.
Lecz ona nie odpowiedziała. Spojrzała na niego z lekkim politowaniem, po czym pozwoliła się objąć. W tym momencie poczuł zapach i ciepło bijące spod chusty owijającej jej smukłą szyję. Czekał na to. Gdy jego płuca na nowo wypełniły się jesiennym powietrzem, pocałował ją w blady policzek.
- Męczące, co nie? - zapytał, nie kończąc myśli.
- Przecież nie szliśmy daleko - odpowiedziała bez emocji w głosie.
- Nie o to mi chodzi. Tylko o to, jaki bywam - urwał zdanie i zaczął się wpatrywać w jej oczy. Po chwili odwrócił wzrok i głośno wzdychnął. Nie zawsze potrafił znaleźć proste słowa, które odzwierciedliłyby jego myśli. Sięgał wtedy po rozbudowane metafory, które były dość dalekie od konkretnego przekazu - takiego, jakiego ona by chciała.
Po dłuższej chwili milczenia obrócił się do niej ponownie.
- Wiem, że bywam irytujący, że czasami mówię od rzeczy, ale w taki nie najlepszy sposób szukam kontaktu. Bliskości, mimo odległości. Dystans bywa jednak nie do przeskoczenia. Nie zawsze to rozumiem, więc przepraszam. - skończył i delikatnie przygryzł na wpół wysuszone wargi, oczekując od niej jakiejś odpowiedzi.
Lecz ona nie odpowiedziała. Spojrzała na niego z lekkim politowaniem, po czym pozwoliła się objąć. W tym momencie poczuł zapach i ciepło bijące spod chusty owijającej jej smukłą szyję. Czekał na to. Gdy jego płuca na nowo wypełniły się jesiennym powietrzem, pocałował ją w blady policzek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz